Wzięłam ślub w cerkwi 4 lata temu, mój mąż zataił przede mną fakt ze jest po bardzo poważnych operacjach i nie może mieć dzieci dodatkowo zajmuje się magia. Mimo wielokrotnych próśb duchownego i odsunięciu męża od Eucharystii wciąż jest to samo, nie wykazuje on żadnego pokajania ani w tym co robi ani w tym jak mnie oszukał. Czy w takim przypadku możliwe jest unieważnienie związku małżeńskiego, czy trzeba w cierpieniu i męczeństwie trwać z ta osoba do końca życia? Barbara

W opisanym przypadku trudno dostrzec jakieś wspólne działanie i świadectwo. Można (i warto) wspólnie próbować naprawiać błędy, szukać rozwiązania problemów, walczyć o przetrwanie błogosławionego przez Boga związku małżeńskiego, ale przy tym pamiętać, że „do tanga trzeba dwojga”… Wypadałoby zatem upewnić się, że ten związek rzeczywiście jeszcze istnieje. Trudno bowiem walczyć o coś, czego już nie ma…

W prawosławiu nie unieważniamy małżeństwa. Przed ewentualnym powtórnym małżeństwem cerkiewny sąd lub biskup diecezjalny sprawdza/stwierdza fakt wcześniejszego bezpowrotnego rozpadu małżeństwa. Zainteresowani proszą wówczas o zdjęcie błogosławieństwa z poprzedniego związku.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



Zostałem ochrzczony i bierzmowany w Kościele Katolickim, jednak nigdy nie czułem z nim związku. Poszukiwałem duchowości, bo ta kwestia jest centralną w moim życiu i nie ma dnia żebym nie myślał o Bogu, zagadnieniach teologicznych, w tym eschatologicznych. Prawie 10 lat temu oficjalnie wystąpiłem z KK. W międzyczasie moje poszukiwania trwały, zrobiłem koło i powróciłem w rejony KK. Walczyłem ze swoją wiarą, uczestniczyłem w nabożeństwach, czytałem dużo literatury religijnej. Podjąłem decyzję powrotu do Kościoła. Mimo rozmów z księdzem proboszczem i zapewnień, że sprawę „załatwi”, mimo stawiania się na kolejne spotkania i ostatecznie na prośbę proboszcza, oczekiwania na jego telefon – nie doczekałem się go do dnia dzisiejszego, a minęły już dwa lata. A więc jestem nadal apostatą. Nie ustawałem w poszukiwaniach. Zainteresowała mnie kwestia Kościoła Greckokatolickiego, a stąd już w prostej konsekwencji ponownie zainteresowałem się Prawosławiem, z którym wcześniej miałem styczność bardziej na zasadzie turystyki. Zacząłem czytać o historii Kościoła Wschodniego, zauważać pewne kwestie, które dotąd znałem jedynie w wersji rzymskokatolickiej. Zainteresowały mnie nauki Ojców Kościoła oraz Ojców Pustyni. Nie jestem obrażony na KK, ale wschodnia duchowość, nie nastawiona aż tak na formalizm i legalizm, otwierająca się na mistycyzm i kontemplację, jest tą duchowością, którą odczuwam głęboko. Planuję niedługo wziąć udział w nabożeństwie w cerkwi (niestety najbliższe są w promieniu 90-100 km), bo do tej pory odwiedzałem je tylko jako turysta. Co mam robić w tej sytuacji? Czy jako apostata mam możliwość dołączenia do Cerkwi. Staram się tonować swoje nastroje i podchodzić do sytuacji spokojnie. Mateusz

Polecam lekturę książek bp Kallistosa Ware: ‚Kościół prawosławny’, ‚Królestwo wnętrza’ i ‚Tam skarb twój, gdzie serce twoje’. Wartościowych tekstów jest wiele więcej, ale od tych warto zacząć… Twój ‚stonowany nastrój i spokój’ są w tej sytuacji jak najbardziej wskazane. Ewentualna zmiana wyznania nie powinna następować ‚tylko dlatego, że mi się tutaj nie podoba’. Trzeba też uważać, żeby nie nastąpiła pod wpływem ‚zauroczenia’, zachwytu, pierwszego ‚dobrego wrażenia’ itp. Duchowość wschodniego chrześcijaństwa zdecydowanie różni się od tej zachodniej i choć ‚odczuwasz ją głęboko’, trzeba dołożyć wiele starań aby w głęboko w nią wejść. Prawosławie bardzo ‚akcentuje’ potrzebę żywego uczestnictwa w nabożeństwach – w ‚prawidłowym oddawaniu chwały Bogu’ i jednocześnie ‚prawidłowym nauczaniu’ (to znaczenia gr. terminu orthodoxia). Jako apostata, ale jednak człowiek poszukujący, możesz być obecny na prawosławnych nabożeństwach. Niech to (i zalecana poszerzona lektura) będzie Twoją odpowiedzią na kierowane do Ciebie zaproszenie: ‚Przyjdź i zobacz’…
Do zobaczenia zatem, np. w akademickiej cerkwi św. Marii Magdaleny w Białymstoku…

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk



Jestem wyznania prawosławnego. Jestem osobą wierzącą. Mój chłopak jest również prawosławny. Chłopak ma dziecko z poprzednią partnerką. Dziecko ma lat 6 i mieszka ze swoją matką. Mój chłopak nie miał ślubu. Z tą córką widuje się co dwa tygodnie. Chciałam stworzyć z chłopakiem szczęśliwy związek i w przyszłości założyć rodzinę. Chciałam zapytać jak od strony prawosławia to wygląda czy można w przyszłości stworzyć rodzinę, czy nie popełnię grzechu będąc z osobą, która ma już dziecko? Nigdy nie byłam w takim związku…. Anonim

Pytasz czy można w przyszłości stworzyć rodzinę z osobą, która ma już dziecko, czy nie popełnisz przez to grzechu. Zastanawiasz się jak tego rodzaju związki postrzega prawosławie. Myślę, że warto zadać kilka innych pytań. W opisanym przez Ciebie związku z mężczyzną, który ma już dziecko dopatrywał bym się nie tyle grzechu, co ewentualnych dodatkowych trudności. Jeśli nie wszystko, to bardzo wiele zależy od tego, jak odnosisz się i będziesz odnosić się do mężczyzny, który był już w związku z jakąś inną kobietą i ten związek zaowocował narodzinami dziecka. Ważna jest tu też wiedza, dlaczego ten związek nie przetrwał, jaka była przyczyna lub przyczyny jego zerwania, mimo że pojawiło się dziecko. Czy nie ma podstaw do podejrzeń/domysłów/stwierdzenia, że ten mężczyzna nie traktuje relacji z kobietami wystarczająco poważnie? Jeżeli rozstał się z poprzednią partnerką, czy nie pojawią się w twym sercu obawy, że to samo może spotkać Ciebie? To może być dodatkowe, niepotrzebne „obciążenie” w Waszych relacjach. To oczywiście może być ten właściwy mężczyzna, z którym (mimo albo dzięki jego doświadczeniom z przeszłości) będziesz mogła „stworzyć szczęśliwy związek i w przyszłości założyć rodzinę”, ale warto się co do tego upewnić. A temu właśnie służy prawidłowo stosowana „instytucja” narzeczeństwa .
Znam pary, które przeszły tego rodzaju „próby” i po rozpadzie wcześniejszych związków, pomyślnie ułożyły sobie życie z nowymi partnerami i dziećmi z ich poprzednich związków. Ale tylko one wiedzą jak trudno bywa do tego doprowadzić. Wierzę, że Tobie/Wam też może się to udać, ale na pewno potrzebna będzie miłość opisana przez św. Pawła w trzynastym rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian…
Życzę Wam zatem takiej właśnie miłości… Obojgu.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, rodzina



Czy Cerkiew uznaje prawo do służby wojskowej kobiet na równi z mężczyznami? Czy godzi się by kobieta dowodziła na polu walki lub chociażby walczyła na równi z mężczyzną? Martin

Nie zetknąłem się z żadną oficjalną wypowiedzią Cerkwi na wskazany temat. Zastanawiam się natomiast co/kto miałby pozbawiać kobiety prawa do służby wojskowej. Skoro zajmują wysokie i bardzo odpowiedzialne stanowiska w służbie cywilnej, z powodzeniem kierują dużymi i „trudnymi w obejściu” grupami mężczyzn (i kobiet) w firmach czy korporacjach, dlaczego nie miałyby dowodzić mniejszymi czy większymi oddziałami żołnierzy (i żołnierek)? Czy kobieta Prezydent „z automatu” nie jest nawet zwierzchnikiem całych sił zbrojnych danego kraju? Czy Kościół/Cerkiew ma się na ten temat wypowiedzieć „za” albo „przeciw”?
Pytanie „Czy godzi się by kobieta” można interpretować na różne sposoby…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, życie duchowe



Czy są przeciwskazania do tego by Rzymski katolik nosił pierścień „Spasi i Sochrani”, jeżeli nie ma to jak należycie nosić ten że pierścień? Mikołaj

Nie ma żadnych przeciwskazań aby osoba nie prawosławna nosiła taką obrączkę . Noszenie takich pierścieni jest swego rodzaju nowym zdarzeniem, które upowszechniło się u nas kilkanaście lat temu (może trochę więcej). Być może istniało ono w innych tradycjach prawosławnych? Niemniej jednak trudno jest powiedzieć, jak wygląda to „należyte” noszenie pierścienia. Po prostu należy nałożyć na palec i nosić z godnością i pobożnością ufając w opiekę Bożą.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika



Chciałabym się dowiedzieć czy jest możliwe ochrzczenie dziecka w trakcie Wielkiego Postu? Agata

Dziecko można ochrzcić w każdym okresie roku. Zwykle jednak chrzty w Wielkim poście rzadko są sprawowane ze względu na uroczystości rodzinne (suto zastawione stoły), które następują po sakramencie chrztu.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika



Kilka dni temu zadałam pytanie dot. symbolu „wszechwidzącego oka” w cerkwiach w Gródku i Hajnówce. Chciałabym (w ramach informacji) dodać, że w cerkwi w Gródku symbol ten znajduje się na tle szachownicy (kolejny symbol masoński), pod nim znajduje się dziwna gwiazda, przypominająca odwrócony pentagram, a po obu stronach postaci Jezusa znajdują się księżyc i słońce (również symbole masońskie). Katarzyna

Symbole i układy plastyczne, o których wspomina Pani nie mają żadnej konotacji masońskiej — są to «paralelne» symbole, które jedynie na zasadzie skojarzeń utożsamiamy z pewnymi organizacjami i kontekstami historycznymi. Oko opaczności w epoce baroku stało się powszechnym symbolem boskości, szczególnie aikoniczności Boga Ojca, symbolem transcendencji, która wszystko utrzymuje w swojej opaczności. Masońska sława tego symbolu w danym kontekście nie ma żadnego zastosowania — to kwestia mody, cerkiewni malarze, szczególnie w XIX wieku, często stosowali ów symbol, nie wkładając weń żadnej masońskiej intencji. W wyobrażeniu ludowym, był to bardzo lubiany symbol, który często pokazywano dzieciom, jako namacalny znak wszechwidzącego Boga. Profesor Dobrzański umieścił ten symbol na zasadzie «tradycji», bez żadnego kontekstu masońskiego. Księżyc i słońce, to jedne z najstarszych symboli w sztuce chrześcijańskiej, stale obecne, szczególnie w scenie ukrzyżowania.

Kategorie: ikonografia, Vitali Michalczuk



Chciałbym zapytać się na kim spoczywa większy obowiązek wychowania dziecka w wierze, rodziców biologicznych czy chrzestnych? Kto jest odpowiedzialny za to przed Bogiem? Anonim

Powiedziałbym, że obowiązek religijnego wychowania dziecka spoczywa zarówno na jednych, jak i na drugich, a właściwie na drugim, bo ściśle rzecz biorąc rodzicem chrzestnym jest osoba tej samej płci co ochrzczone dziecko. Wypowiadając w imieniu dziecka słowa symbolu wiary rodzice chrzestni już podczas jego chrztu biorą na siebie odpowiedzialność za jego późniejsze wychowanie w wierze, ale wierzymy też i ufamy, że temu ważnemu zadaniu sprostają rodzice biologiczni. Jeśli jednak okaże się, że zaniedbują oni tę sferę życia dziecka, rodzic chrzestny ma prawo i obowiązek interweniować i korygować ewentualne braki i zaniedbania jak np. przynoszenie/przyprowadzanie dziecka do komunii, przygotowanie do pierwszej spowiedzi itp. Jedni i drudzy rodzice są odpowiedzialni przed Bogiem za wychowanie religijne dzieci, ale z dobrze poinformowanych źródeł słyszałem, że na sądzie ostatecznym to rodzice chrzestni będą ‚rozliczani’ za to, jakimi chrześcijanami okazały się być ich chrzestne dzieci… co nie zwalnia biologicznych rodziców z obowiązku należytego traktowania tej niezwykle ważnej sfery życia.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, liturgika, rodzina, życie duchowe



Jakie jest stanowisko PAKP w sprawie „ruskiego mira”? Czy to jest herezja? Paweł

O ile mi wiadomo PAKP nie ogłosił oficjalnie swego stanowiska w tej konkretnej kwestii, ale wielu prawosławnych na całym świecie (również w Polsce) zareagowało na to „zjawisko”. Pojawiły się twierdzenia, że to herezja, kojarzona i porównywana z etnofiletyzmem, ale towarzyszą im głosy wskazujące na to, że propagowanie, budowanie i umacnianie „świata Rusinów” nie dotyczy dogmatów wiary i w związku z tym trudno postrzegać to jako herezję, co nie oznacza, że nie jest błędnym nauczaniem/działaniem/ideą.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe



Mój przyjaciel, ojciec 15-letniego syna, gdy miał zostać ojcem (miał wtedy 17 lat, tzw ciąża nieplanowana) próbował namawiać swoją dziewczynę, aby tak dopuściła się aborcji. Na szczęście ona nie posłuchała go, odeszła od niego i urodziła dziecko – syna. Obecnie nie są oni razem, ale z czasem udało się mojemu przyjacielowi nawiązać bardzo dobry kontakt ze swoim synem. Prześladuje go jednak przeszłość i zastanawia się czy powinien powiedzieć swojemu synowi, że chciał go, co tu dużo mówić zabić i prosić go o przebaczenie? Kolega był u spowiedzi, otrzymał rozgrzeszenie, ale zapomniał zapytać czy powinien się synowi przyznawać do swoich zamiarów względem niego i czy jeśli się nie przyzna to ten grzech nie będzie odpuszczony. Boi się, że straci syna jak mu powie, z drugiej strony bardzo ciężko mu to ukrywać, że kiedyś miał takie myśli. Marek

Powiedziałbym, że powinien podjąć decyzję biorąc pod uwagę stan zaistniałej relacji. Zdarzenia z przeszłości nie da się zmienić, jest faktem, w zaistniałych wówczas „okolicznościach” z jakichś powodów wydawało mu się, że sugerowane przez niego „rozwiązanie” będzie „dobre”. Na szczęście do aborcji nie doszło – namawiał, ale chyba nie zmuszał. Teraz ma inne zdanie, zrozumiał swój błąd, z opisu można wnioskować, że cieszy się z nawiązanej relacji. To dobrze, że powiedział o tym wszystkim na spowiedzi. Czy mówić o tym synowi? To zależy od stanu i „dojrzałości” ich relacji. Uważam, że nie musi o tym mówić, jeżeli/bo istnieje możliwość, że spowoduje to naruszenie lub zerwanie tej więzi. Być może jest jeszcze za wcześnie – relacja nie jest jeszcze pełna, dojrzała, głęboka, pełna zrozumienia, miłości gotowej do wybaczenia… Nawet w przypadku takiej „wzorowej” relacji ujawnienie tego zdarzenia też mogłoby ją naruszyć? Czy warto ryzykować? Chciał się go pozbyć – to fakt, ale zdarzyło się to „za młodu” i w niespodziewanych(?), trudnych okolicznościach. Teraz tego żałuje (i słusznie) bo zerwał relację z synem, zanim się jeszcze narodził. Ujawnienie tego faktu synowi nie zmieni przeszłości, a może wpłynąć na ciąg dalszy –  może mu zaszkodzić… Czy to nie będzie powtórzenie tego co już raz nastąpiło – czy nie zerwie relacji z synem jeszcze raz, bo „przeszłość jednak go prześladuje”? Co jest ważniejsze – jego „lepsze samopoczucie” (bo synowi, jak na spowiedzi, ujawni swój błąd i będzie mu lżej), czy zaistniała relacja, która może się dalej rozwijać i pogłębiać (ale kosztem jego „ciężkiego sumienia” spowodowanego brakiem ujawnienia prawdy). Relacja jest tu moim zdaniem najważniejsza i to o nią trzeba walczyć. Ewangeliczna wskazówka to przypowieść o synu „marnotrawnym”. Przeważnie kojarzona jest z grzechem syna, który poprosił ojca o swoją część spadku i roztrwonił go, żyjąc rozwiąźle w jakiejś dalekiej krainie. Ale to tylko „część dużo większej całości”. W tej przypowieści największy i najważniejszy grzech to podwójne zerwanie relacji – syna z ojcem (syn uśmiercił ojca, bo poprosił o spadek jeszcze za życia ojca) i starszego brata z młodszym (starszy nie chciał wejść do domu i uczestniczyć w uczcie, którą ojciec wyprawił z radości, że młodszy syn powrócił). Starszy miał rację – młodszy bardzo zgrzeszył, nie tylko roztrwonił majątek, ale zadał ojcu wielki ból rozłąki i nie pomagał mu w niczym. Ale młodszy syn opamiętał się, nawrócił się, pokajał się – doznał głębokiego zrozumienia – i wrócił do domu ojca. Prosić go, żeby przyjął go jako sługę. Ojciec przyjął go jednak jak syna.
Jeżeli Twój przyjaciel uważa, że jego syn gotów jest okazać mu taką właśnie miłość, zrozumienie i wybaczenie – niech próbuje. Ale może warto najpierw nad tą miłością, zrozumieniem i gotowością wybaczenia wspólnie popracować, nie mówiąc nic o przeszłości. Niech „tymczasową(?) konieczność milczenia” potraktuje jako „nieuniknioną”(?) konsekwencją błędu, który popełnił w przeszłości. Czy dobrym rozwiązaniem będzie „zrzucenie” tego brzemienia na syna, już teraz albo w przyszłości?
Zdają sobie sprawę z sugerowanego w opisie dylematu – powiedzieć prawdę czy „żyć w kłamstwie”? Ale w tej sytuacji nie chodzi o kłamstwo. To raczej „przemilczenie”… Trudne i niewygodne bo uniemożliwia „pójście na całość”. Trzeba jednak rozważyć, czy słuszna i dobra chęć ujawnienia prawdy rzeczywiście i na pewno przysłuży się udoskonaleniu i „uprawdziwieniu” tej relacji, czy raczej jej zaszkodzi i nastąpi ponowne, ale tym razem jawne dla obu stron jej zerwanie. Upieram się przy twierdzeniu, że w niektórych określonych okolicznościach o wiele więcej można powiedzieć nie mówić nic….W przypowieści ojciec po długiej rozłące przyjął marnotrawnego utracjusza jak syna. Ojciec nie dopytywał się co zrobił z majątkiem, gdzie i jak go roztrwonił, jak żył… W opisanej sytuacji syn po kilkunastu(?) latach rozłąki przyjął Twego przyjaciela jak ojca(?) Czy pytał go o powody jego nieobecności? Czy to ważniejsze od faktu powrotu?
Życzę przyjacielowi przemyślanej, rozważnej i słusznej decyzji.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



Strona 7 z 148« Pierwsza...56789...203040...Ostatnia »