Dziś na niedzielnym nabożeństwie w katedralnej świątyni Bielska podlaskiego usłyszałam pouczające słowa biskupa Grzegorza odnośnie drogiej niedzieli Wielkiego postu a także nie naruszając spokoju wiernych w modlitwie w sposób szczególny przytoczył czasy kiedy to ludzie szukali modlitwy i pomocy właśnie na Grabarce od strasznej choroby. Modlili się ufali Bogu i poklaniali się świętemu Drogiemu Naszemu sercu Krzyżowi, tak i zwyciężyli. Modlitwą! Na koniec nabożeństwa wyszedł proboszcz i nastraszył ludzi jaka jest teraz trudna sytuacja, zapiwka po pryczasti w jednorazowych kubeczkach i wrzucane do torebki , przecierane chusteczka ikony aż śmierdzi chemią co chwilę diakońskie warta wycierane niby odkażane. Dla czego tak jest?dla czego duchowni nie potrafią z modlitwą służyć Bogu i nam świeckim ludziom ,a kontynuują te nie zdrowe sytuację. Bez modlitwy nie ma nadziei na lepsze jutro !Niech duchowni zaczną zachęcać do chodzenia do cerkwi w tak trudny czas,a to odwołane liturgię bo za dużo starych.a jacy umierali do tej pory? A czy do cerkwi zawsze przychodzili pięknie i czysto ubrani?babcia kiedyś mówiła nikogo nie odtracajcie bo każdy ma możliwość się pomodlić. Z cerkwi ludzi wyganiają bo ma byc50osob.a dziekan nikogo nie wygonił tylko jest zdziwiony dla czego nie ma wiernych cóż widać może skoro za plecami stworzyła się oddzielna współczesna świątynia. Trzeba chodzić do cerkwi trzeba się modlić i widać niektórych duchownych do tego też trzeba namawiać ale to jest strasznie przykre. Bóg w pomoszcz ludziom chcącym spokojnie przeżyć okres Wielkiego postu, i myślmy się o zdrowie bliskich i o wrazumlenie . Jeśli w dalszym ciągu sytuacja będzie trudna a cerkwie zamykane jak za czasów gonienija. To módlmy się przy ikonie a nie przy TV . „Szukajcie a znajdziecie” Natalia

Po przeczytaniu tej długie i złożonej wypowiedzi z kilkoma pytaniami, odpowiedziami i komentarzami (osądami?), stwierdziłem, że można/trzeba je potraktować cytatem z drugiego rozdziału Listu apostoła Jakuba:

„Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie.Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków.Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą.”

Innymi słowy: słowa naszych modlitw nie są jakimiś magicznymi zaklęciami w rodzaju: „stoliczku, nakryj się”, po czym, jak to się mówi, „sprawa załatwiona”. Pan Bóg, owszem, pomoże nam nakryć do stołu (czytaj: uchroni nas przed koronawirusem i innymi paskudztwami), ale uczyni to naszymi rękoma. Bóg nie zrobi tego za nas, ale we współpracy z nami. Bóg nie zrobi za nas tego, co tylko my możemy/powinniśmy zrobić – nie umyje za nas rąk, nie posprząta, nie zdezynfekuje… itd. itp. „Róbmy swoje” z wiarą i nadzieją, że Bóg nam w naszych staraniach i działaniach pomoże i będą skuteczne.

Ponadto, wielkiej ostrożności też tu trzeba – jeśli wiem, co trzeba robić, ale nie robię tego, (no bo przecież się modlę i wierzę, że Bóg wysłucha moich modlitw i mnie ustrzeże) tj. to, co powinienem zrobić ja sam, „zrzucam” to na Boga – czyż nie „ocieram się” przez to o grzech przeciwko Świętemu Duchowi…?

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, wiara, życie duchowe



Chciałam podziękować o. Wlodzimierzowi za jego odpowiedzi dotyczące koronawirusa. A zarazem wyrazic swoj i nie tylko swoj ból i rozczarowanie że my prawosławni jesteśmy tylko z nazwy. Niby chodzimy do cerkwi modlimy się wierzymy w Świętą Trojcę ale jak przychodzi co do czego to zaczynamy wątpić w Miłość i opiekę Pana Boga. Poddajemy zwątpieniu jedyne nasze lekartstwo na nasze choroby zarowno cielesne jak i te duchowe. Raz jeszcze dziękuję za tak mądre wyjaśnienie całej sytuacji wszystkim niedowiarkom. Czytelniczka

Jako kapelan szpitalny w rozmowach z pacjentami i ich rodzinami często powołuję się na Ewangeliczne opowieści o cudownych uzdrowieniach i próbuję przy tym uświadomić, że tym, co je łączy nie są same uzdrowienia, ale jedno „kluczowe” słowo – wiara. Tych, którzy przychodzili z prośbą o uzdrowienie, Chrystus pytał: „Czy wierzysz?”, albo po uzdrowieniu stwierdzał: „Wiara twoja cię uzdrowiła”. W niektórych z tych opowieści pojawiają się dodatkowe wskazówki w odniesieniu do tej NASZEJ wiary. O jednej z najważniejszych słyszymy/czytamy w opowieści o uzdrowieniu dwóch ślepców. Po twierdzącej odpowiedzi na pytanie czy wierzą, usłyszeli słowa Chrystusa, które kierowane są również do każdego z nas, tutaj i teraz. Usłyszeli: „Niech się wam stanie wedle waszej wiary!”, po czym opowieść kończy się stwierdzeniem, że obaj ślepcy odzyskali wzrok. Usłyszmy te słowa Chrystusa, bowiem podpowiadają, że nie wystarczy „tylko” wierzyć, ale trzeba wierzyć, że będzie dobrze, że otrzymamy to, o co prosimy, że spełni się to, w co wierzymy..

Trzeba przy tym wskazać na poważne niebezpieczeństwo, które ujawnia się w toczącej się właśnie dyskusji(?) o niebezpieczeństwach „powodowanych”(?) przystępowaniem do komunii, czy całowaniem krzyża lub ikon. Z moich przedszkolnych czasów pamiętam jak dzieci zapewniały i ostrzegały się nawzajem – gdy czarny kot przebiegnie drogę, to będzie nieszczęście. Przywoływane były „dowody”, że tak właśnie się dzieje – Ala nie obróciła się przez lewe ramię, Tomek z kolei nie splunął przez prawe… i były dwa nieszczęścia. Dorośli wiedzą, że to nie przez kota, bo to przecież zabobon. Ale nieszczęścia są „udokumentowanym faktem”. Czy w obu przypadkach zdarzyły się „przypadkiem”? Czy zdajemy sobie sprawę, że zostały „sprowokowane” wiarą tych dzieci? Parafrazą słów Chrystusa może być „mądrość ludowa” – „Jak wierzysz, tak masz”… Z wiarą też trzeba ostrożnie!

Kolejne ewangeliczne opowieści podpowiadają jeszcze więcej. Z opowieści o uzdrowieniu paralityka dowiadujemy się, że naszej wierze powinny towarzyszyć konkretne działania. Ewangelista zapisał, że Chrystus był zadziwiony wiarą tych, którzy przynieśli paralityka, ale oni nie siedzieli z tą wiarą w domu i bezczynnie. Zrobili wszystko, co mogli zrobić i choć to wszystko, co mogli to „tylko” przyniesienie paralityka na noszach i opuszczenie go na linach przez otwór w dachu – to wystarczyło! Opowieść o ojcu, który przyprowadził do Chrystusa swego opętanego syna podopowiada, że nie chodzi o „ilość” wiary, ale jej „jakość”. Choć ojciec powiedział: „Wierzę Panie, ale pomóż memu niedowiarstwu”, chłopiec ocalał.

Próbujmy zatem wierzyć i właściwie „adresować” naszą wiarę. Niech pomocne okaże się Chrystusowe porównanie wiary do ziarenka gorczycy, które ujawnia jej wielki „potencjał”. Nie chodzi mi tu o przesuwanie gór i wrzucanie ich do morza, ale raczej o fakt, że, jak powiedział Chrystus, z tak maleńkiego ziarenka może wyrosnąć drzewo, w którego gałęziach ptaki wiją gniazda. To wskazówka skierowana do każdego z nas. Jeśli odczuwamy niedostatek wiary, jest na to sposób. Te ziarenko wiary zasiane w ogrodzie naszego serca trzeba odpowiednio pielęgnować – być może potrzebuje więcej „wody” albo zabrakło „nawozów”? Trzeba też na bieżąco sprawdzać, czy nie pojawiło się zbyt wiele grzesznych chwastów, które nie pozwalają mu zakiełkować albo pomyślnie dalej się rozwijać. Wyrywanie chwastów naszych grzechów to spowiedź, bo tylko Pan Bóg może je usunąć z ogrodu naszego serca. (Pamiętajmy przy tym, że „najlepsze sprzątanie to utrzymywanie porządku” i chwasty trzeba wyrywać póki są małe i póki ich mało….) Na „podlewanie i nawożenie” jest wiele sposobów, ale najlepszy z nich („dwa w jednym”) to z pewnością komunia/pryczaszczenije… Wspomnijmy przy tym słowa Chrystusa z objaśnienia Jego przypowieści o siewcy: „Każde ziarenko, które pada na dobrą ziemię, którą jest nasze serce, może przynieść plon trzydziesto-, sześdziesięcio- albo nawet stukrotny”. Powodzenia…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, wiara, życie duchowe



Jakie jest stanowisko Cerkwi bądź Soboru Biskupów PAKP w sprawie koronawirusa. Czy w ogóle wyszło jakiekolwiek oficjalne stanowisko? Głównie chodzi mi o przyjmowanie Priczastia, ale także całowanie krzyża i i ikon. Jednak jest to bliski kontakt z potencjalnie zarażoną osobą. Paulina

Nie słyszałem o żadnym oficjalnym stanowisku Cerkwi bądź Soboru Biskupów PAKP w sprawie koronawirusa, ale odsyłam do cytowanego tu komunikatu Wielce Błogosławionego Daniela, Patriarchy Rumunii. Jestem pewien, że zgadzają się z nim wszyscy pozostali prawosławni hierarchowie i całe sobory biskupów.

A tak na marginesie: słyszałem kiedyś, że w Japonii pocałunek „zarezerwowany” jest wyłącznie dla współmałżonków i prawosławnym Japończykom trudno było zaakceptować tradycyjne paschalne pozdrowienia z trzema pocałunkami „wymienianymi” ze wszystkimi napotkanymi znajomymi czy też całowanie krzyża i ikon. „Japońskie rozwiązanie” tego „problemu” to „japońskie” skłonienie głowy albo pokłon przed ikoną czy krzyżem lub dotknięcie ich czołem a nie ustami… Przechodzimy na japoński?

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, wiara, życie duchowe



Czy w związku z koronawirusem cerkiew bierze pod uwagę Pryczascia w innej formie? Wydaje mi się, że tak jak jest teraz jest to nad podziw niebezpieczne i niehigieniczne. Ania

Taka możliwość nie jest rozpatrywana. Odsyłam do ostatnich odpowiedzi na pytania związane z koronowirusem. Ponadto, biorąc pod uwagę wielowiekową, utrwaloną cerkiewna praktykę udzielania wiernym Ciała i Krwi Chrystusa, wobec Pani stwierdzenia „wydaje mi się” i „nad podziw”(?) posłużę się jeszcze jednym cytatem, tym razem z „mądrości ludowych” – „Jak Ci się wydaje, to się przeżegnaj”…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, wiara, życie duchowe



W związku z panującym i rozprzestrzeniającym się koronawirusem mam pytanie odnośnie jakie działania zapobiegawcze zostaną podjęte przez Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny w zakresie udzielania Komunii (jedną łyżeczką wszystkim przystępującym oraz po komunii picie wody z jednego kubka przez wielu wiernych) oraz w przypadku całowania ikon przez wiernych (czy będą jakieś szczególne środki odnośnie przecierania i dezynfekcji)? Łukasz

Odpowiedzią na to i temu podobne pytania niech będzie cytat z książki o. Johna Brecka, „Święty dar życia. Prawosławne chrześcijaństwo i bioetyka”. Czy tamy tam m.in.:

W okresach, gdy średniowieczną Europę pustoszyła dżuma, nie ma żadnych dowodów, że kapłani i diakoni, którzy spożywali eucharystyczne dary po udzieleniu komunii wiernym, ulegali tej chorobie w stopniu większym niż reszta populacji. A w kontekście naszych rozważań, nie stwierdzono ani jednego przypadku przekazania AIDS [czytaj: innych chorób? – dopisek mój] za pośrednictwem kielicha eucharystycznego. Istnieje wiele dowodów, że „Bóg by na to nie pozwolił”, zważywszy naprawdę, że eucharystyczne elementy obiektywnie i ontologicznie – a nie jedynie w odpowiedzi na wiarę przystępującego do komunii – są Ciałem i Krwią Pana chwały. Wiara Kościoła prawosławnego i oparte na tej wierze doświadczenie jednoznacznie potwierdzają tę kwestię. Jak ujął to św. Jan z Damaszku: „Chleb i wino [po przemianie] nie są jedynie symbolami (gr. typos) Ciała i Krwi Chrystusa (uchowaj nas Boże od takiej myśli!), lecz samym przebóstwionym Ciałem samego Pana”. […] W swym nauczaniu i w kazaniach duchowny powinien nade wszystko zapewniać, że komunia, Ciało i Krew Chrystusa, udzielane są przez Boga „ku uleczeniu duszy i ciała” (cs. wo iscelenije duszy i tieła). „Lekarstwo nieśmiertelności”, jak św. Ignacy nazwał Święte Dary, powinniśmy przyjmować z wiarą i miłością. Jak kilka lat wcześniej zauważył dr Paul Meyendorff, ostatnie rzymskokatolickie badania również potwierdziły, że nie ma ani teologicznych, ani naukowych powodów do obaw dotyczących możliwości przekazania AIDS [czytaj: koronowirusa? – dopisek mój] za pośrednictwem komunii. Jak na ironię, ta najmniej prawdopodobna z możliwości w niektórych kręgach zyskuje jednak więcej uwagi niż statystycznie udowodnione sposoby przenoszenia… […] Artykuł opublikowany w 1988 r. w „Journal of American Medical Association” kończy się stwierdzeniem, że „ryzyko zarażenia w wyniku zetknięcia ze śliną w bardziej incydentalnych okolicznościach (takich jak zetknięcie ust z przedmiotem skażonym mikroskopijną ilością śliny) nie powinno być brane pod uwagę”. Ta opinia została dobrze potwierdzona przez ostatnie badania kliniczne. 27 maja 1995 r. na łamach „The New York Times” pojawił się artykuł zatytułowany Wafer Reduces Germ Risk in Communion. Opisał badania ilości bakterii na używanych do komunii opłatkach i w mszalnym kielichu. Choć w 28% z 48 badanych przypadków mikroby z jednej osoby były za pośrednictwem opłatka przenoszone na drugą, badania wykazały, że „potencjalnie chorobotwórcze mikroby w winie zdają się przeżywać przez bardzo krótki czas i w żadnej próbce wina nie zostały odnalezione”.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, wiara, życie duchowe



Skoro koronawirus przenosi się drogą kropelkową, a my jesteśmy na początku Wielkiego Postu to ryzyko zachorowania rośnie? Sama sobie odpowiem: TAK. Cześć ludzi częściej niż przed Postem bywa w cerkwi,a co za tym idzie: całują ikony. Skoro już tyle osób jest podejrzanych o zarażenie koroną, to całkiem realne,że część już ją ma i zaraża dalej. Czy jeśli pójdę do cerkwi, ale nie pocałuje ikon/krzyża lub przyłożę tylko czoło do ikony bądź jej ramy to jest to dopuszczalne? Czy nie jest to też grzech? Bo z jednej strony należałoby ograniczać nie tylko skupiska ludzi ale wszelkie „kontakty kropelkowe”,a z drugiej strony powinno się zawierzyć Bogu. Powinniśmy zaufać i przyjąć to co nam przygotował. Wierzyć,że podchodzenie z modlitwą do świętych na ikonach jest dla nas prośbą o wstawiennictwo. A jeśli nie podejdę bo uznam to za ryzykowne to będzie to grzech czy rozsądek, który jest dopuszczalny? Justyna

W odpowiedzi na to i temu podobne pytania pomoże komunikat wystosowany przez Patriarchat Rumunii. Oto informacja na ten temat:

W związku z potencjalnym zagrożeniem koronawirusem, biuro prasowe Wielce Błogosławionego Daniela, Patriarchy całej Rumunii, Arcybiskupa Bukaresztu, Metropolity Ungro-Wołoskiego, opublikowało 27 lutego specjalny komunikat, w którym odnosi się do obaw wiernych przed możliwością zarażenia wirusem COVID-19 poprzez całowanie ikon, krzyża oraz spożywanie Ciała i Krwi Chrystusa z jednego kielicha eucharystycznego za pomocą tej samej łyżki (jak jest to przyjęte pośród prawosławnych).

Komunikat patriarchy przypomina, że Święta Eucharystia z samej swoje natury nie może być postrzegana jako powód chorób lub śmierci, bowiem jest źródłem nowego życia w Chrystusie, odpuszczeniem grzechów oraz uzdrowieniem duszy i ciała. Stąd, podczas przyjmowania Świętych Darów śpiewa się hymn „Ciało Chrystusa przyjmujemy, źródło życia nieśmiertelnego spożywamy”. Podobnie podczas całowania ikon i krzyża – ci, którzy mają silną i żywą wiarę nie będą obawiać się choroby, lecz cieszą się modlitwą i współobecnością świętych – zwrócił uwagę patriarcha Daniel. Hierarcha dodał, że obawy przed rozprzestrzenianiem się COVID-19 nie są wystarczającym argumentem, aby posługując się zasadą ekonomii cerkiewnej rozluźnić przyjęte normy przystępowania do sakramentów.

Komunikat przywołuje jednocześnie fragment z 14 rozdziału Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian, czytanego w cerkwiach w Niedzielę Seropustną, ostatnią przed rozpoczęciem Wielkiego Postu: „A tego, który jest słaby w wierze, przygarniajcie życzliwie, bez spierania się o poglądy”. Patriarcha rumuński sugeruje, aby wierni, którzy obawiają się zarażenia koronawirusem przez uczestnictwo w Liturgii, szczerze podzielili się wątpliwościami ze swoimi spowiednikami i duchownymi w parafiach. Ci z kolei powinni potwierdzić, że zasady udzielania świętej komunii Ciała i Krwi Chrystusa pozostają niezmienne, a wspólne uczestnictwo w Boskiej Liturgii nie jest dla nikogo zagrożeniem i nie stanowi ryzyka. W krótkim liście zaznaczono również, że w chrześcijańska pobożność liturgiczna i eucharystyczna nie wynika z obowiązku, ale jest wolnym wyborem podejmowanym z miłości do Boga, który oddaje się nam całkowicie bezinteresownie podczas Boskiej Liturgii.

„Duchowni służący przy świętym ołtarzu winni skłaniać wiernych do wzmocnienia wiary i uczestnictwa w eucharystycznej komunii Cerkwi w celu osiągnięcia zbawienia poprzez zjednoczenie z Chrystusem Panem, źródłem życia wiecznego (zob. J 11, 25)” – czytamy w konkluzji oświadczenia rumuńskiego Patriarchatu.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, wiara, życie duchowe



Czy małżonkowie mogą starać się o potomstwo w czasie wielkiego postu? Ewa

W dni postne, a w Wielkim Poście w szczególności, małżonkowie powinni powstrzymywać się od współżycia. Powinni przynajmniej starać się o to zgodnie z zasadą – w poście powstrzymujemy się od tego co dobre, aby podtrzymywać w sobie zdolność powstrzymywania się od grzechu. Naruszenie reguł postu nie jest grzechem, ale może spowodować osłabienie naszych zdolności do powstrzymywania się od grzechu i w konsekwencji możemy popełnć jakiś grzech. Porównajmy post do treningu sportowców – trenują regularnie i rzetelnie, więc wygrywają rozgrywki, zdobywają medale i tytuły mistrzostwa. Jeśli z jakiegoś powodu nie pojawiają się treningu, następnym razem trenują dłużej, aby „nadrobić zaległości”. Czy naruszając reguły postu w środę, pościmy za to w czwartek albo stosujemy bardziej srogi post w piątek? A przecież od tego zależy czy będziemy w stanie zwyciężać w codziennych zmaganiach z demonicznymi pokusami i ze swymi własnymi słabościami.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara, życie duchowe



Jak wyglądają zasady postu w Cerkwi Prawosławnej? Mateusz

Ostatnio pojawiło się sporo pytań i odpowiedzi na tym portalu dotyczących postu. Sugeruję do nich sięgnąć. Ponadto zachęcam do zapoznania się z tekstem dokumentu który był przyjęty na Soborze na Krecie w 2016 r. „Ważność postu i jego wypełnienie dzisiaj”. Dokument był opublikowany w j. polskim w Cerkiewnym Wiestniku 2016 nr 4.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, literatura, wiara, życie duchowe



Jestem mężczyzną, mam 36 lat. Nie potrafię poczuć głębokiego żalu za swoje grzechy, chociaż wiem kiedy czynię źle. Myślę, że wpływ na to ma choroba psychiczna i konieczność przyjmowanie przeze mnie leków psychotropowych bez których niestety nie mogę się obejść. Czy mogę zatem przystępować do sakramentów Spowiedzi i Priczastija? Anonim

Zdecydowanie tak. Leki miewają rożne „skutki uboczne” i trzeba to uwzględniać. Bywa, że nie wiemy o tym „ubocznym działaniu” i nie podejrzewamy nawet jego istnienia i wówczas to jeszcze większy problem. W tym przypadku, wobec „sztucznego” braku głębokiego poczucia żalu trzeba podtrzymywać świadomość jego potrzeby. Skoro wiesz, że czynisz źle, próbuj jednak powstrzymywać się od tego złego posstępowania. Żal z pewnością w tym pomaga, a skoro Ci go brakuje, powinieneś starać się jeszcze bardziej.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Jak szczegółowo oceniany jest stosunek seksualny pary niebędącej jeszcze małżeństwem ani narzeczeństwem i czy jest to wybaczalne poprzez spowiedź? Dawid

Oceniany przez kogo? Czy w tym pytaniu kryje się obawa o to, w jakiej „skali dokładności” trzeba będzie opowiedzieć o tym przy spowiedzi? Trzeba pamiętać, że spowiadamy się przed Bogiem, a nie przed duchownym, który wysłuchuje spowiedzi – on jest „tylko” świadkiem. Bóg wie wszystko o nas i o naszych grzechach, a przy spowiedzi oczekuje, że nazwiemy te grzechy „po imieniu” i zrobimy z żalem, ze skruchą, z pragnieniem poprawy, z prośbą o przebaczenie. To może wystarczyć. Jednak spowiednik może (powinien?) też zapytać, czy wspomniany grzech zdarzył się raz czy dwa, albo czy mimo usilnych starań o unikanie go,ciągle się pojawia, aby na podstawie tych dodatkowych informacji postawić właściwą „diagnozę” i zalecić odpowiednią „terapię leczniczą”. Użyłem tych „medycznych” porównań, bo w naszej cerkiewnej terminologii spowiedź to „lecznica” (cs. wraczebnica) a komunia (cs. pryczaszczenije), Ciało i Krew Chrystusa, to „lekarstwo i pokarm nieśmiertelności”. Gdy idziemy do lekarza z jakąś chorobą czy dolegliwością, to opisujemy je jak najdokładniej, aby umożliwić lekarzowi postawienie właściwej diagnozy i zalecenie skutecznego leczenia. Czyż nie podobnie powinno być na spowiedzi…

Bóg gotów jest wybaczyć każdy grzech, każdemu z nas, ale trzeba Go o to prosić, zwracać się do Niego z pokajaniem („głębokim zrozumieniem”), niczego przed Nim nie ukrywać…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara, życie duchowe



Strona 1 z 1812345...10...Ostatnia »