Czy jeśli w czasie spowiedzi batiuszka sam mówi o grzechach i o to abyśmy prosili o ich wybaczenie, nie pyta się nas o grzechy, to taka spowiedź jest dobra? Adam

Jeżeli podczas spowiedzi duchowny wymienia grzechy, które rzeczywiście popełniłeś, to jak najbardziej trzeba wyrazić skruchę (potwierdzić to, mówiąc „żałuję”) i można by ją nawet uznać za dopuszczalną, ale tylko pod warunkiem, że duchowny nie pominął żadnego z tych, z którymi przyszedłeś do spowiedzi (a tego raczej trudno się spodziewać). Koniecznie trzeba wówczas ‚wtrącić swoje’ i powiedzieć o pozostałych grzechach. Spowiedź to dokonywane przez nas samych ujawnianie naszych grzechów Panu Bogu w obecności duchownego. Bóg zna wszystkie nasze grzechy i oczekuje, że z żalem i skruchą, i z obietnicą poprawy nazwiemy je wszystkie o imieniu – tylko my możemy to zrobić i nikt nie może nas w tym zastąpić.

W tzw. „zamierzchłych czasach” funkcjonowały swego rodzaju ustalone „regułki” wypowiadane podczas spowiedzi – zawierały dość ogólnie ujęte wyznanie grzechów i potwierdzenie skruchy. W związku z trudnościami związanymi z „nazywaniem grzechów po imieniu” duchowni podejmowali próby udzielania pomocy „nieporadnie spowiadającym się” i mówili o grzechach, które mogły się pojawić (bo zwykle się pojawiają). Miało to m.in. pomóc zarówno dzieciom, jak i dorosłym w rozeznaniu i uświadamianiu co jest, czy co może być grzechem, bo ciągle (często?) zdarza się, że popełniamy jakiś grzech(y) nieświadomie czy nieumyślnie. Choć obecnie świadomość dzieci i młodzieży w kwestii grzeszności i spowiedzi bywa znacznie większa, z pewnością nie jest to powszechne zjawisko i zapewne dlatego niektórzy duchowni „starej szkoły” postępują dalej „po staremu”. Wypowiedź duchownego można traktować jako przejaw przewodnictwa duchowego, który zaczął towarzyszyć misterium spowiedzi i który też jest oczekiwany przez wielu przystępujących do spowiedzi. Znam też jednak spowiedników, którzy traktują spowiedź „w ścisłym tego słowa znaczeniu” – tj. będąc świadkami wyznawania grzechów, jedynie słuchają, mogą ewentualnie zadać jakieś pytanie w związku z tym, co usłyszeli (np. czy często dany grzech się pojawia), po czym zapytują: „czy żałujesz” i wypowiadają słowa modlitwy rozgrzeszającej. Spowiednika, duchowego opiekuna trzeba sobie wybrać podobnie jak wybiera się lekarza rodzinnego. Robimy to ‚z premedytacją’, biorąc pod uwagę wiele istotnych oczekiwań. Nieprawdaż?

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Czy na gruncie naszej prawosławnej wiary istnieje jakiekolwiek uzasadnienie święcenia grobów, odprawia nabożeństw za zmarłych, akurat 1 listopada według kalendarza gregoriańskiego? Moim zdaniem jest to tylko i wyłącznie Święto Rzymskokatolickie. Co ciekawe tego dnia na cmentarzach są także ci duchowni, którzy są (moim zdaniem całkowicie z niezrozumiałych powodów) zagorzałymi przeciwnikami przejścia przez Cerkiew w Polsce na używany na co dzień kalendarz gregoriański. Jak zrozumieć tę szczytową niekonsekwencję? Katarzyna

W kontekście liturgicznym i ustawu Cerkwi prawosławnej dzień 1 listopada w żaden sposób nie jest związany z modlitwą za zmarłych. Mowa tu jest zarówno o 1 listopada w nowym kalendarzu jak też 1 listopada w starym kalendarzu, tj. 14 listopada. 1 listopada w tradycji rzymskokatolickiej jest to dzień Wszystkich Świętych. Niemniej jednak nastąpiło jakieś pomieszanie i ten dzień stał się dniem odwiedzania grobów rodzinnych i wspominania zmarłych, a nie oddawania czci Świętym Kościoła. W tradycji polskiej ten dzień tak mocno wpisał się w kalendarz wydarzeń kościelnych, społecznych i państwowych, że wywiera ogromny wpływ na resztę społeczeństwa, które nie koniecznie jest związane z Kościołem rzymskokatolickim. Uważam jednak, że jest to piękna i pobożna tradycja, chociaż w kontekście liturgicznym w żaden sposób nie związana z ogólną tradycją prawosławną, jeśli chodzi o konkretną tę datę. Będąc pod wpływem atmosfery tego okresu i tego dnia prawosławni również zaczęli chodzić na cmentarze, ale już zgodnie z tradycją prawosławną zaczęli prosić duchownych o modlitwę i poświęcenie grobu lub grobów bliskich. Duchowni odpowiadając na te prośby w pewien sposób przyciągnęli innych. Dodam, że w wielu parafiach wiejskich to wydarzenie ma miejsce 14 listopada, kiedy to właśnie według starego stylu przypada 1 listopada. Fakt ten pokazuje na pozostałości tradycji unickiej. Będąc poproszonym o święcenie grabów tego dnia (1 listopada) spotkałem wielu ludzi, którzy przyjeżdżali z bardzo daleka na groby bliskich. Wielu z nich już nie było prawosławnymi, ale w tym dniu przyjeżdżali na groby swoich prawosławnych przodków i prosili prawosławnego duchownego o modlitwę. Podejrzewam, że w innych warunkach, nawet jeśli odwiedziliby te groby, to modlitwa nad grobem tych ludzi raczej by nie zabrzmiała. Podsumowując, owszem, trochę zamieszania jest z naszą tradycją, ale te zdarzenia nie naruszają porządku liturgicznego.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, życie duchowe



Ukończyłem studia podyplomowe i certyfikację na kierunku coaching chrześcijański, chcę pomagać ludziom. Jak kościół prawosławny podchodzi do takiej formy pomocy? Anonim

Nie natknąłem się na oficjalne stanowisko Cerkwi w tej sprawie, ale powiedziałbym, że jest ostrożne. Dużo (jeżeli nie wszystko) zależy od tego, czemu coaching miałby służyć i jakimi metodami miałby się posługiwać. Jeśli miałby przy tym pretendować do swego rodzaju „świeckiej wersji” przewodnictwa duchowego, to z różnych względów mam poważne wątpliwości. Polecam lekturę książki „Przewodnictwo duchowe w monastycyzmie prawosławnym”.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, życie duchowe



Z zaciekawieniem słucham audycji na kanale YT radio orthodoxia i ostatnio natknąłem się na wykład archimandryty o. Hioba o magii, szeptuchach, wróżkach i tak jak w 99% zgadzam się z wykładem ale gdy dochodzi do Judo w 52min wykładu że to ćwiczenia które są niebezpieczne jeśli chodzi sferę duchową i nie powinno się tej dyscypliny praktykować, pojawia się pytanie czy Ojciec Hiob nie poszedł w zbyt ekstremalnym kierunku? Czy to jest oficjalne stanowisko Cerkwi ? Judo to dyscyplina olimpijska, treningi to ciężka praca na macie i tak, zgadza się, czasami trzeba wyłączyć umysł i działać intuicyjnie bądź zgodnie z wyuczonym wzorcami ale idąc tropem myślenia Ojca Hioba nawet taniec towarzyski , piłka nożna tworzy niebezpieczeństwo bo też żeby dobrze zatańczyć/zagrać należy wyłączyć umysł i działać intuicyjnie. Konrad

Judo to japońska sztuka walki wywodząca się z ju-jutsu, czyli systemu walki wręcz stosowanego przez samurajów. Judo stanowi „delikatniejszą” i „bezpieczniejszą” wersję ju-jutsu. Jigoro Kano stworzył ten system na początku XX w. właśnie jako dyscyplinę sportową. Japońskie sztuki walki charakteryzują się przede wszystkim utylitarnością. To zbiór technik. Sfera duchowa ma raczej związek z kulturą Japonii. Szacunek, honor, uczciwość, pracowitość czy dążenie do perfekcji przy szczególnym podkreśleniu wartości estetycznych, stanowią podstawę tego, co nie znający tematu nazywają „okultyzmem”. Faktem jest, że Japończycy nie są chrześcijanami. Wszystko zatem, co wychodzi spod ich rąk nie ma u podstaw chrześcijaństwa. Bardzo dobre samochody czy elektronika również (to zamierzona, żartobliwa dygresja). Z tego jednak nie rezygnujemy. Japońskie sztuki walki charakteryzuje ogromny humanitaryzm. Mamy obezwładnić człowieka wyrządzając mu jak najmniejszą krzywdę. Filozofia sztuk walki idzie dalej – jeżeli możesz uniknąć konfrontacji to jej unikaj. Osobiście uważam, że sporty walki (nie mieszajmy do tego tai-chi, lub innych „wewnętrznych” systemów kung-fu) mają niezwykle dobroczynny wpływ na kształtowanie charakteru w kierunku „szlachetności”. Judo jest dziś tylko sportem ze wspaniałą filozofią podejścia do przeciwnika, walki itd. Zajmując się od 25 lat sztukami walki, będąc instruktorem ćwiczącym z największymi mistrzami z Japonii, mogę uczciwie stwierdzić, że nie spotkałem się nigdy z żadnymi elementami okultyzmu, czy niebezpiecznych praktyk duchowych. Owszem, spotkałem ludzi, którzy sami sobie wymyślili filozofię do tego, co w oryginale było czyste i klarowne. Popularne było kiedyś kuszenie nowych uczniów na właśnie „nadprzyrodzone umiejętności wielkich i tajemniczych mistrzów”. To jednak tylko chwyt marketingowy. Mistrzostwo i perfekcjonizm, charakteryzujące japońskie sztuki walki, to przede wszystkim ciężką i mozolna praca nad sobą. Przypomnę, że w „prawosławnych” krajach również powraca się do wyszkolenia wojskowego. W szkołach, gdzie rano są modlitwy dla wszystkich uczniów, później uczy się strzelania, fechtunku itd. – wyraźnie przecież ukierunkowanych na zabicie przeciwnika. Stoi za tym jednak filozofia „obrony ojczyzny”, co jest bogobojnym obowiązkiem każdego obywatela. Pomimo aktualności przykazania „Nie zabijaj”. Judo uczy tylko obezwładniania i zdrowej rywalizacji sportowej. Co do „działania intuicyjnego i wyłączania umysłu” to proszę pamiętać, że po pierwsze to dwie różne rzeczy, a po drugie każdy zawód/zajęcie, gdzie jest duże zagrożenie, albo nie ma czasu na myślenie bazuje na intuicyjności. Po to szkoli się personel samolotów, łodzi podwodnych, ratowników medycznych itd, żeby decyzje podejmowane były w ułamku sekundy. Do tego potrzeba pewnej automatyzacji, wyuczenia. Nie ma czasu na filozofię, kiedy następuje dekompresja kabiny na wysokości 10.000 m. Wykonuje się wtedy w kilka sekund przewidzianą procedurę. Od tego zależy życie ludzkie. Kiedy rzuca się na kogoś przeciwnik z nożem, wtedy też nie ma czasu na filozofię. W judo jest unik, rzut, obezwładnienie i wtedy można sobie z obezwładnionym przeciwnikiem bezpiecznie porozmawiać nawet dłuższą chwilę. Zanim przyjedzie policja 😉

dr Marcin Abijski
3 dan Okinawa Shorin-Ryu Karate
1 dan Okinawa Kobudo
1 dan Shito-ryu Karate

Kategorie: Marcin Abijski, pozostałe, życie duchowe



W jaki sposób należy podchodzić do ikon zakupionych np. w Macedonii Północnej, tj. oświeconych przez duchownych tamtejszej Cerkwi, której status jest powiedzmy „podważany”? Drugie pytanie – w jaki sposób w ogóle PAKP odnosi się do Cerkwi macedońskiej i udzielanej przez nią sakramentów? Będąc w Macedonii nie zauważyłem aby tamtejsza Cerkiew lokalna w jakikolwiek sposób oddaliła się od reguł kanonicznych a jak wiadomo tzw. „konflikt” z Serbskim Patriarchatem został w głównej mierze sprowokowany przez władze świeckie. Andrzej

Problem Cerkwi w Macedonii Północnej jest jednym z najważniejszych i najbardziej palących problemów współczesnego światowego prawosławia. Sprawa nie dotyczy kultu i zachowywania dogmatów, te sprawy wydaje się jak najbardziej są przestrzegane w tamtejszej Cerkwi. W świadomości Patriarchatu Serbskiego, Cerkiew w Macedonii jest częścią tego Patriarchatu i w obecnej sytuacji stanowi schizmę i jest nie kanoniczna. W ten sposób Północna Macedonia jest postrzegana przez resztę świata prawosławnego. Jeśli chodzi o zakupioną tam ikonę, to myślę, że bez problemu można przed nią się modlić.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, wiara, życie duchowe



Czy można modlić się i dawać karteczkę za zdrowie dziecka, które nie zostało jeszcze ochrzczone? Ania

Karteczki dajemy po to, aby duchowny w czasie Proskomidii wyjmował cząsteczki z prosfory, które będą opuszczone do Czasy. Wymagane jest aby osoby, za które wyjmowane są cząsteczki należały do Cerkwi. Dziecko, które nie jest ochrzczone, nie jest jeszcze członkiem Cerkwi, więc jego imienia nie należy jeszcze umieszczać na karteczce. Nie przeszkadza to jednak, aby ogólnie wznosić modlitwy i prośby do Boga w intencji dziecka, czy osoby nie ochrzczonej.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina, wiara, życie duchowe



Czy nasi bliscy zmarli „wiedzą” o nas i czy nas „słyszą” w sensie duchowym? Czy możemy „rozmawiać” z nimi w sensie duchowym, np prosić o wstawiennictwo za nas/ czy jest to zarezerwowane wyłącznie dla Świętych kanonizowanych? Czy – jeśli dla Boga nie ma umarłych – są oni blisko nas? Czy okres 40 dni po śmierci (kiedy dusza człowieka poddawana jest mytarstwom) jest czasem w którym możemy jeszcze próbować „polepszyć” los naszych bliskich, a po sądzie indywidualnym jest to już niemożliwe? Czy ten czas jest tylko swego rodzaju symbolem dla żyjących, a dzięki modlitwom żywych taka „zmiana położenia zmarłych” jest możliwa w dowolnym momencie wybranym przez Boga? Iwona

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że życie „po tamtej stronie” pozostaje dla nas tajemnicą, w tym się chyba również wyraża mądrość Boża. Naturalnie, że prosić o wstawiennictwo przed majestatem Bożym możemy osoby, które są (były) nam bliskie i które odeszły. Święci, których Cerkiew kanonizowała są dla nas orędownikami przed Bogiem, ale osoby nam bliskie również mogą być takimi orędownikami. Okres 40 dniowy po odejściu osoby jest szczególnie ważnym, abyśmy wznosili nasze modlitwy za tę osobę. Cerkiew ustanowiła szereg dni w roku, kiedy modlimy się z zmarłych. Są to zmarli, którzy niejednokrotnie bardzo dawno temu odeszli z tego świata. Wierzymy, że nasze modlitwy przyczyniają się do ich zbawienia przez cały czas oczekiwania na Sąd ostateczny. Prośba, którą wznosimy śpiewając „wiecznaja pamiat”, odnosi się przede wszystkim do pamięci modlitewnej, która nie ma czasu ograniczonego jakimiś ramami.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, wiara, życie duchowe



Czy nie wypełnienie woli zmarłego to grzech? Mówię o sytuacji, w której zmarły poprosił o kremację, ale duchowny uprzedził iż nie pochowa zmarłego po tejże kremcji. Stąd wynika pytanie kto bardziej grzeszy? Osoba, która spełniła wole zmarłego i go skremowała czy duchowny, który odmówił pochówku osobie silnie wierzącej praktykującej (zmarły). Krystyna

W tym opisanym przypadku wypełnienie woli zmarłego naruszałoby znacząco normy życia cerkiewnego. Owszem, wolę zmarłego należy wypełniać, ale nie kosztem nauczania i życia cerkiewnego. W prawosławiu bardzo mocno podkreśla się aby ciało zmarłej osoby zostało pochowane w ziemi. W tym pytaniu zaskakującym jest to, że osoba zmarła była silnie wierzącą i praktykującą; skąd więc takie dążenie tej osoby do złamania zasad życia duchowego? Znam przypadki, kiedy dochodziło do kremacji przez rodzinę, ale najczęściej wynikało to z nieświadomości i z niewiedzy, że taka praktyka w prawosławiu jest niewłaściwa.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, wiara, życie duchowe



Mam pytanie odnośnie stanowiska Cerkwii Prawosławnej dotyczącej aborcji w sytuacji kiedy płód ma wady rozwojowe uniemożliwiające mu życie po urodzeniu np. bezmózgowie, niedorozwój – absolutnie nie mam na myśli aborcji zdrowych poczętych dzieci. Mam trudność w sformułowaniu drugiego pytania ale : czy matka która dokona decyzji o usunięciu takiej ciąży zostaje przez Cerkiew w jakimś stopniu odsunięta? Magdalena

Na pierwsze pytanie odpowiadałem tutaj już wcześniej. Teraz powtórzę tylko, że życie jest darem Bożym i skoro Bóg nam je dał, tylko On może je ‘odebrać’, tylko On może zdecydować, kiedy nastąpi jego koniec. To dlatego Cerkiew nie zgadza się na karę śmierci i na aborcję. Wyjątkiem może być jedynie zagrożenie dla życia matki. Każdy grzech, to nasze odwracanie się od Boga i ‘robienie/postępowanie po swojemu’, zgodnie z naszą, daną nam przez Boga wolną wolą, ale wbrew woli Boga. Dogłębna analiza naszych grzechów to ewangeliczna przypowieść o ‘synu marnotrawnym’. Jego grzechem nie było jedynie roztrwonienie majątku, który wyniósł z domu ojca, jak sugeruje potoczna nazwa tej przypowieści we współczesnych językach. Po cerkiewnosłowiańsku mowa tu o ‚błudnym’ synu, o jego zbłądzeniu albo nierządzie, tj. postępowaniu wbrew dobrym, ustalonym zasadom. Grzechem jego ‘zbłądzenia’ było nade wszystko to, że zerwał więź z ojcem – można powiedzieć, że ‘pochował’ go za życia, bo upomniał się o spadek przed jego śmiercią. Gdy wszystko roztrwonił, nie miał co jeść, wspomniał, że słudzy w domu ojca mają lepiej niż on w tej dalekiej krainie – dostąpił pokajania, ‘głębokiego zrozumienia’ nie tylko tego, jakim się stał przez to, że zgrzeszył, ale również tego, jaki powinien się stać, co powinien zrobić przez to, że jest synem ojca. Wrócił, aby prosić ojca by po tym, co uczynił, przyjął go z powrotem, ale jako sługę. Co bardzo dla nas ważne w tej przypowieści, to reakcja ojca – on ciągle wierzył, że syn się opamięta (dostąpi pokajania – głębokiego zrozumienia) i wróci, wyglądał go, wybiegł mu na spotkanie, kazał sługom umyć go, ubrać w jego najlepsze szaty, które zostały w domu i nałożył mu pierścień na palec – przyjął go z powrotem nie jak sługę, ale jak syna. Gdy grzeszymy, to my sami w mniejszym czy większym stopniu ‘odsuwamy się’ od Boga, odwracamy się od Niego i idąc ‘swoją drogą’, odchodzimy do dalekiej krainy samotności. Ale Bóg, jak ojciec i Cerkiew, jak matka czekają na nas z utęsknieniem, gotowi wybiec nam na spotkanie… Dobrze byłoby jednak pamiętać, że nasze miejsce jest w domu ojca i najlepiej nigdy stamtąd nie odchodzić… Święci ojcowie zostawili nam wskazówki, jak postępować w różnych trudnych przypadkach. Te wskazania nazywamy cerkiewnymi kanonami. Jednak każdy ‘przypadek’, tak jak każdy człowiek, jest inny i to dlatego przystępując do spowiedzi, trzeba opowiedzieć o wszystkim Bogu, a duchowny, który jest świadkiem naszej spowiedzi wskaże, jak trzeba będzie postępować, aby ‘wrócić/wracać do domu Ojca’. ‚Komu w drogę, temu czas…”

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Co stanie się z duszą człowieka, który z różnych powodów, umarł w samotności. Był ochrzczony, uczestniczył w sakramentach Cerkwii. Ale zmarł sam. Zapomniany. Być może pogrzebany przez gminę na cmentarzu komunalnym. Bez krzyża na nagrobku. Nie wspomniany w modlitwach za zmarłych, po 3, 9, 40 dniach, nigdy. Czy ta dusza jest stracona? Czy ta dusza nie zazna spokoju? Janusz

Myślę, Pan Bóg podchodzi po swojemu do takich zdarzeń i takich przypadków. Jeśli ten człowiek był ochrzczony i jeśli przystępował do Eucharystii, to Bóg przyjmie jego duszę znając jego drogę i pobożność. Takie zdarzenia miały miejsce dość często w okresie wojny. Dlatego też w dni, kiedy Cerkiew w szczególny sposób modli się za zmarłych w ekteniach są prośby, aby Bóg przyjął do swego Królestwa dusze tych, co zmarli/zginęli w zapomnieniu i nie ma komu za nich się modlić.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, wiara, życie duchowe



Strona 1 z 2712345...1020...Ostatnia »