Proszę Księdza prześladuje mnie myśl o śmierci. Nigdy tak nie miałam, Nikt z mojej rodziny czy znajomych Teraz nie umarł. Nigdy takich myśli nie miałam, mam 34 lata, wierzę w Boga ale jestem tym zaskoczona i nie wiem co robić. Te myśli dotyczą tego że umrę /jak wszyscy/, lęku przed śmiercią i tego czy i co dalej będzie. Zastanawiam się czy to nie następstwo /stres/ po czasie zamknięcia i zmiany stylu życia przez pandemię ( przed nią moje życie było wypełnione ludźmi i spotkaniami z nimi w ramach pracy, bywanie na mieście – Teraz jest to cały czas praca z domu, bycie w domu. Moi wszyscy dawni klienci wykruszyli się w sposób naturalny, nikt też nie chce podjąć ryzyka ze spotkaniami i pracą twarzą w twarz). Anonim

Z jednej strony to niepokojące, ale z drugiej (z tzw. odwróconej perspektywy) wypadałoby się z tego cieszyć. W dawnych czasach chrześcijanie nie witali się słowami: ‚dzień dobry’, lecz napominali siebie nawzajem, mówiąc: „Pamiętaj o śmierci” (łac. Memento mori). Nie robili tego, żeby przypominaniem o śmierci obrzydzać sobie życie, ale po to, aby lepiej żyć. Ludzie już dawno zauważyli, że w obliczu śmierci człowiek próbuje żyć ‚dokładniej’ – skoro to może być jego ostatnie słowo, to wypowiada je ‚z namaszczeniem’, nadając mu pełnię treści – „dzień dobry” staje się prawdziwie życzeniem dobrego dnia, przestaje być pobieżnym, bezrefleksyjnym „bry”, czy czymś w tym rodzaju. Bliscy również inaczej (lepiej) odnoszą się do umierającego, bo ich słowa czy gesty mogą być ostatnimi, które umierający „zabierze ze sobą do grobu”… Pamięć o śmierci powinna nam towarzyszyć na co dzień, aby pomagać nam na bieżąco napełniać głębią treści wszystkie nasze słowa, nasze uczynki, naprawiać i udoskonalać nasze relacje z innymi ludźmi. To nam potrzebne (niezbędne) na drodze do zbawienia. Trzeba nam, chrześcijanom, pamiętać, że dopiero po śmierci wracamy do „miejsca naszego stałego zameldowania”, którym jest niebiańskie Jeruzalem – królestwo Boże. Tutaj na ziemi jesteśmy zameldowani tylko tymczasowo. Nasze miejsce jest w wieczności… Śmierć jest końcem życie ziemskiego, ale jednocześnie jest początkiem nowego, wiecznego życia, do którego wprowadza nas nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus. Niepokojąca może być możliwość, że natrętne, niekontrolowane myśli o śmierci spowodują równie natrętne i niepożądane myśli o samobójstwie. Z tego rodzaju myślami koniecznie trzeba walczyć. Najlepiej nie dopuszczać ich do naszego umysłu, a jeśli się pojawiają, trzeba je jak najszybciej zwalczać, nie wolno się nimi ‚zajmować’, wchodzić z nimi w dialog. Najnowsze badania medyczne wskazały na wiele źródeł myśli samobójczych – okazuje się, że jednym z nich było swego czasu łatwo dostępne lekarstwo na anginę (a obecnie różnych leków jest dużo więcej, więc warto „przed ich użyciem skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą”…). Samotność i izolacja spowodowana pandemią mogły spowodować i nasilić myśli o śmierci i umieraniu, mogły też być pobudzone czy wzmożone jakimiś innymi czynnikami. Skoro się pojawiły, próbuj wykorzystać je pozytywnie i konstruktywnie – niech pobudzają do myślenia o tym, co dobrego można by tu jeszcze zrobić na tej ziemi. Niech pobudzają do dobrego działania.

Na koniec proponuję jeszcze dwa cytaty.
W tekstach prawosławnego nabożeństwa pogrzebowego czytamy:

Na początku z niczego stworzyłeś mnie Panie
I obdarzyłeś mnie Twym Bożym obrazem.
Ale przez to, że przykazań Twych nie spełniłem,
Przywróciłeś mnie ziemi, z której wzięty zostałem.
Przywróć mnie znów do Twego podobieństwa
Odtwarzając obraz dawnej chwały i uroku.

W skomponowanym dla siebie epitafium, Beniamin Franklin (prezydent USA,
który z zawodu był drukarzem) stwierdził, że śmierć jest sposobem na to,
abyśmy doznali „poprawy i uzupełnienia”:

Ciało
Beniamina Franklina, drukarza,
spoczywa tutaj, (pokarm dla robaków!)
jak okładka starej księgi,
ze zużytą zawartością,
pozbawiona tytułu i złoceń.
Samo dzieło nie ulegnie jednak zatraceniu,
albowiem, jak wierzył, pojawi się ponownie
w nowym,
jeszcze piękniejszym wydaniu,
poprawionym i uzupełnionym
przez swego Autora!

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Czy w Cerkwi istnieje tradycja spowiedzi generalnej? Czy też można po prostu poprosić duchownego/swojego spowiednika o dłuższą spowiedź, by dokładnie wyznać wszystkie grzechy i w ten sposób poprosić o lekarstwo duchowe na te spośród nich, które wciąż pozostają raną na duszy? Katarzyna

Jest takie pojęcie spowiedzi generalnej, ale myślę, że jeśli człowiek żyje lub chce żyć właściwym trybem duchowym i liturgicznym, to nie powinien odkładać trudnych spraw na później. Sugerowałbym poprosić (powiedzieć) swego duchownika (czy baciszkę parafialnego) o dłuższą rozmowę i spowiedź. My duchowni, trochę przywykliśmy do szybkiej i pobieżnej spowiedzi, ale jestem przekonany, że żaden duchowny nie odmówi dłuższego i głębszego kontaktu z wiernym.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, życie duchowe



Czy taka poniższa „odświętna” reguła modlitwy jest dozwolona i dobra? 6:00 utrenia, 9:00 czas 3, 12:00 czas 6, 15:00 czas 9 i wieczernia. To wszystko czytane z czasosłowa. Czy może robić to człowiek prosty bez błogosławieństwa? Czy można również dodawać do tych służb „Izobrazitielnyje”? Anonim

Myślę, że godziny czytania modlitw i psalmów nabożeństw cyklu dobowego, które zostały tu przedstawione są jak najbardziej odpowiednie. Można byłoby ewentualnie Wieczernię przenieść na godz. 18.00, ale w praktyce cerkiewnej Wieczernia jest łączona z 9-m czasem, tutaj więc też można zastosować takie połączenie. Izobrazitielnyje nożna również dołączyć do tej reguły. Wydaje mi się, że byłoby właściwym, aby nasz duchownik, lub baciuszka z parafii pomógł i pobłogosławił taki podwig.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, życie duchowe



Czy różaniec katolicki jakoś się różni od prawosławnego (pod względem budowy i modlitwy)? Oraz możemy się modlić (używając różańca poświęconego przez kapłana katolickiego)? Anna

W Kościele prawosławnym nie ma różańca. W tradycji rzymskokatolickiej różaniec zawiera konkretną liczbę paciorków, którym przypisane są odpowiednie modlitwy. Bardzo często łaciński różaniec mylony jest z prawosławnymi czotkami. Jednak rola czotek jest odmienna od różańca. W skrócie rzecz ujmując przy każdym paciorku w czotkach jest powtarzana ta sama krótka modlitwa, która najczęściej brzmi : „„Gospodi Iisusie Chrystie Synie Bożyj pomiłuj mia gresznogo (gresznuju)” (Panie Jezu Chryste Synu Boży zmiłuj się nade mną grzesznym {grzeszną}). Czotki wywodzą się raczej z tradycji monastycznej, ale szeroko upowszechniły się i są używane wśród wiernych świeckich.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, wiara, życie duchowe



Kiedy kobieta, która poroniła we wczesnym etapie ciąży może przyjść do Cerkwi? Kiedy może przystąpić do spowiedzi oraz Sakramentu Pryczastia? Jakie jest stanowisko Cerkwi? Emilia

W naszych księgach liturgicznych nie ma jasno ukazanego okresu. Należy uczynić to jak najszybciej, kiedy wszystko w organizmie unormuje się. Jest to wielkie przeżycie dla kobiety (rodziny) i z poszukiwaniem pociechy u Boga nie należy zwlekać.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, wiara, życie duchowe



Mam 17 lat i staram się poprawić jakość mojej relacji z Bogiem. Nie jestem pewna w kwestii postów w środy i piątki. Mianowicie – miałam operację kolana i by procesy gojenia dobrze działały powinnam dobrze się odżywiać i boję się na te dni rezygnować z produktów mięsnych i mlecznych. Staram się natomiast rezygnować wtedy z wszystkiego co słodkie i zabaw. I czy w środy i piątki można spożywać tylko jeden posiłek o 15 czy można mieć kilka mniejszych posiłków? Aleksandra

Przepraszam za opóźnioną odpowiedź. Mądrości ludowe mawiają: „Im prędzej, tym lepiej”, ale pocieszam się twierdzeniem, że „lepiej później, niż wcale”.

W złożonej na swój sposób kwestii postów w prawosławnym chrześcijaństwie trzeba wskazać na pewne reguły, którymi można się kierować. Jedna z nich mówi, że w okresie choroby, ciąży, karmienia piersią, podczas podróży czy w podeszłym wieku post nie obowiązuje albo reguły postu można nieco albo znacznie zredukować.

Gwoli ścisłości trzeba stwierdzić, że posty jednodniowe, czyli środy i piątki oraz niektóre dni kalendarza cerkiewnego (np. wigilia Narodzenia Chrystusa. wigilia Chrztu Pańskiego, dzień Ścięcia Głowy św, Jana Chrzciciela) to dni całkowitego powstrzymywania się od jedzenia. Różnie bywa z ustaleniami długości tego jednodniowego postu. W cerkiewnej rachubie czasu „dzień zaczyna się z wieczora”, więc post wypadałoby rozpocząć od czasu sprawowania wieczerni, czyli ok. 17-18. To samo dotyczy końca dnia liturgicznego. We współczesnej praktyce wielu (większość?) prawosławnych (i nie tylko prawosławnych) za początek kolejnego dnia uważa jednak zegarową północ. Jeśli zatem rozpoczynamy post o północy, wypadałoby kończyć go również o północy dnia następnego, nieprawdaż?. Jeśli zdecydowaliśmy, że rozpoczynamy „z wieczora”, niech trwa do wieczora. Jeśli natomiast kończymy ok 15:00, czy nie wypadałoby rozpoczynać o tej samej porze? Nie chodzi tu jednak o rygorystyczną dokładność w przestrzeganiu długości postu, ale o jego „prawdziwego ducha”. Post jest dla nas, a nie my dla postu.

Posty wielodniowe polegają na powstrzymywaniu się głównie od mięsa i nabiału, ale też od rozrywek i przyjemności. W jadłospisie pojawiają się wówczas owoce i warzywa. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że można też (a nawet wypadałoby) powstrzymywać się wówczas nawet od czegoś, co jest „postne”, ale jest to nasza ulubiona potrawa. Przykład z moich studenckich czasów: gdy rozpoczynał się okres postu, na stołach jadalni seminarium teologicznego pojawiały się duże pojemniki z masłem orzechowym, wszyscy zaczynali się nim postnie „delektować”, ale pewien student pościł, powstrzymując się od niego, bo to była jego ulubiona codzienna potrawa…

Trzeba nam wiedzieć i pamiętać, że w poście powstrzymujemy się od tego co dobre, po to, aby podtrzymywać w sobie zdolność powstrzymywania się od grzechu. W poście najważniejszy jest zatem człowiek, nasz bliźni. Post to narzędzie, które pomaga nam podtrzymywać i doskonalić relacje z innymi ludźmi. Jeśli nie mogę powstrzymać się od zjedzenia odrobiny jakiegoś smakołyka, czy będę w stanie powstrzymać się od jakiejś perfidnej demonicznej pokusy?

We współczesnej praktyce wielu (większość?) prawosławnych (i nie tylko prawosławnych) zapomniała o podstawowej zasadzie postów jednodniowych (nie jemy nic) i do śród i piątków stosuje reguły postów wielodniowych (to jemy, a tego nie). Myślę, że warto wracać do tej zapomnianej praktyki, ale nie koniecznie od razu, z dnia na dzień. Można rozłożyć to na raty i stopniowo redukować środowy i piątkowy jadłospis aż do zera.

Słuszność praktykowania tego rodzaju postu zdaje się potwierdzać współczesna medycyna. Okazuje się że tzw. małe komórki macierzyste obecne w organizmie dorosłego człowieka, „budzą się” i rozglądają się za „dziurami do załatania” pod wpływem poczucia głodu (czytaj „rzetelnego postu”).

W odpowiedzi na Twoje pytanie powtarzam raz jeszcze: „post jest dla nas, a nie my dla postu” – post jest swego rodzaju narzędziem, którym powinniśmy się sprawnie posługiwać, ale to każdy z nas indywidualnie decyduje, jak i w jakim stopniu go stosuje. Zróżnicowane praktykowanie postu można porównać do teleskopowo składanej wędki albo do żaluzji w oknie. Wędka w swym potencjale ma 5 m długości, ale gdy jest złożona, mieści się w bagażniku samochodu, albo nawet większej torbie. Mogę złapać rybę gdy jest maksymalnie długa, ale mogę też łowić ryby gdy jest rozłożona tylko częściowo i ma tylko 2 czy 3 metry długości. Żaluzje przesłaniają całą powierzchnię okna – mogę je zwinąć i cieszyć się całym świat(ł)em, który przez nie wpada, ale też mogę rozświetlić pokój tylko częściowo. Wszystko w zależności od okoliczności. Twoje reguły postnego postępowania są tymczasem „na miejscu”. Sama zdecyduj(esz) kiedy i jak je zmodyfikować.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Czy to prawda, że współżycie małżonków w sytuacji gdy spodziewają się dziecka jest grzechem? Alina

Słyszałem różne opinie na ten temat. Osobiście nie rozpatrywałbym tego jako grzechu, ale odwoływałbym się raczej do sfery „małżeńskiej etyki seksualnej”. Może w związku z tym warto zapytać co na ten temat mówią/piszą seksuo- i ginekolodzy?

Nie tak dawno odpowiadałem na pytania z tej sfery życia i napisałem wówczas m.in.:

W odniesieniu do „życia intymnego małżonków, Cerkiew zajmuje stanowisko niezwykle powściągliwe i jednocześnie pełne zaufania w poczucie ich odpowiedzialności”. Podczas misterium spowiedzi, kapłan „nie pragnie wdzierać się w intymność relacji tych, którzy stali się jednym ciałem […] obecność kogoś trzeciego, stawiającego pytania (nawet jeśli to osoba duchowna), byłaby nie na miejscu”.

Te wybrane cytaty z książeczki Mały Kościół – mistyczna przygoda małżeństwa, a szczególnie rozdziału pt. Duchowe podstawy życia seksualnego w małżeństwie.

W poszukiwaniach odpowiedzi na to i inne pytania, ten tekst sugeruje, aby zadać sobie następujące pytania: Czy to na pewno potrzebne/niezbędne dla podtrzymania i pogłębienia małżeńskiej więzi i miłości? Czy wypływa to z pragnienia, aby zaspokoić potrzebę bliskości ukochanej osoby? Czy na pewno pobudzi męża i żonę do kierowania swych cielesnych pragnień ku sobie nawzajem?

Tutaj też dużo zależy od kontekstu…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



https://orthpol.be/pl/sakramenty/ tutaj przeczytałem że sakrament pokuty nie jest przepustką do Eucharystii. Czy to prawda? I o co chodzi z tą PRZEPUSTKĄ? Kacper

Zacznijmy od małej, ale ważnej korekty – we wskazanym tekście nie czytamy o „sakramencie pokuty”, ale o sakramencie spowiedzi. Jeszcze lepiej (w prawosławnej terminologii) brzmiałoby: „misterium spowiedzi” albo „misterium pokajania”. Pokuta to zapożyczenie z zachodniej tradycji chrześcijańskiej i moim zdaniem błędne tłumaczenie greckiego terminu „metanoia” (cs. pokajanie – tłumaczonego na polski również jako opamiętanie, nawrócenie), bowiem pokuta kojarzy się z karą albo zadośćuczynieniem, a to niezgodne z prawosławnym pojmowaniem grzechu i spowiedzi. Pokajanie to „głębokie zrozumienie” tego, jakim się stałem przez to, że zgrzeszyłem i jednocześnie tego, jakim powinienem się stać/stawać przez to, że zostałem stworzony na obraz i podobieństwo Boga w Trójcy Osób. (polecam lekturę tekstu bp Kallistosa Ware, Prawosławne rozumienie pokajanija, zamieszczonego w książce Królestwo wnętrza, ale taż dostępnego tutaj – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&a_id=98)

Misterium spowiedzi „nie jest przepustką do Eucharystii” bo spowiedź i Eucharystia to dwa odrębne misteria, które u nas zostały niegdyś ze sobą „połączone” – przed przystąpieniem do Eucharystii wymagane zaczęło być przystąpienie do spowiedzi. To właśnie to powoduje, że spowiedź bywa często „sformalizowana” i traktowana jako „konieczność” przed Eucharystią. w tej kwestii polecam lekturę tekstu: Wiosna, dzieci, ogrody… dostępnego tutaj – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&a_id=51.

O spowiedzi traktują również inne teksty zamieszczone w dziale o prawosławiu na cerkiew.pl – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&typ=4&typ2=3&typ3=4 życzę prawdziwie pokajannej (z głębokim zrozumieniem i prowadzącej do głębokiego zrozumienia) i odkrywczej lektury…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Za pół roku biorę ślub – mój narzeczony jest wiary katolickiej – ja prawosławnej. Jestem chrześcijanką wierzącą ale słabo praktykującą w porównaniu do mojego przyszłego męża i jesli chodzi o wychowanie to zgodiłam się sama przed sobą już dawno, że narzeczony dużo lepiej wychowa przyszłe dzieci w wierze religijnej katolickiej i ja z ogromną przyjemnością będę mu w tym pomagała. Sami częściej chodzimy do kościoła niż cerkwi – chociaż nasi rodzice również są mieszanym małżeństwem. Ślub w cerwki nie wchodzi w grę – ze wzgl.na to, że nie jestem w stanie zadeklarować tego czego wyaga cerkiew w związku z wychowaniem dzieci. Ślub więc odbędzie się w kościele – a ja, mimo to dalej chciałabym zostać przy swojej wierze, chociaż naprawdę zależy mi na przyjęciu sakramentu małżeństwa (przy czym wiem również, że jesi przyjmę komunie w kościele to będzie to uznane przez cerkiew jako przejście na wiarę katolicką). Czy jest jakaś szansa żeby to rozwiązać dobrze? Dużo się nasłuchałam rownież, że mogę mieć problem z odebraniem swojego aktu chrztu ze swojej parafii (cerkwi) – dlaczego to może stanowić problem dla mojej parafii? Akt chrztu nie należy do mnie? Oczywiście dalej chciałabym zostać parafianką – ale coraz częściej widzę, że jest dużo sprzeczności i zaczynam się czuć jak „wyrzutek chrześcijański”. Jaki jest złoty środek takiej sytuacji? Czy coś możecie mi doradzić? Dodam, że przeszło mi przez myśl, czy nie będzie łatwiej jak przejdę na inną wiarę – tam gdzie zdecydowałam się wychowywać dzieci -w kościele. Nie będę się czuła na pewno w pełni katoliczką – ale z drugej strony mam wrażenie, że cerkiew też mnie nie będzie chciała. Julianna

Przyznam szczerze, że czytając Pani tekst, z wielu powodów miałem tzw. „mieszane uczucia”. Wiele można by czy nawet należałoby Pani wyjaśnić, ale mam poważne wątpliwości, czy rzeczywiście tego Pani oczekuje. Spróbuję wyjaśnić to Pani własnymi słowami.

W Pani wypowiedzi pojawia się m.in. niepokojące stwierdzenie: <<Oczywiście dalej chciałabym zostać parafianką – ale coraz częściej widzę, że jest dużo sprzeczności i zaczynam się czuć jak „wyrzutek chrześcijański”>>. Domyślam się, że chodzi Pani o odczucie „wyrzucenia z prawosławia”  i wydaje mi się to co najmniej dziwne, bo wcześniej stwierdza Pani: „Jestem chrześcijanką wierzącą ale słabo praktykującą”, „zgodziłam się sama przed sobą już dawno, że narzeczony dużo lepiej wychowa przyszłe dzieci w wierze religijnej katolickiej”, a do tego „ja z ogromną przyjemnością będę mu w tym pomagała”, bo „sami częściej chodzimy do kościoła niż cerkwi”; „ślub w cerkwi nie wchodzi w grę” i „wiem również, że jeśli przyjmę komunie w kościele to będzie to uznane przez cerkiew jako przejście na wiarę katolicką” oraz „przeszło mi przez myśl, czy nie będzie łatwiej jak przejdę na inną wiarę – tam gdzie zdecydowałam się wychowywać dzieci – w kościele”. Wyczuwalna jest też pretensja: „Akt chrztu nie należy do mnie?”

W związku z powyższym mam nieodparte, niestety, wrażenie, że Pani już dawno zdecydowała – zrezygnowała już Pani z prawosławnego chrześcijaństwa, ale swoją własną decyzję próbuje Pani „usprawiedliwić” czy raczej „przypisać” ją komuś/czemuś innemu – inaczej mówiąc: zrzucić winę na kogoś/coś innego.

Poczucie winy, albo co najmniej dyskomfortu, wyczuwalne jest w Pani stwierdzeniach: „Oczywiście dalej chciałabym zostać w parafii” ale „mam wrażenie, że cerkiew też mnie nie będzie chciała”. „Czy  jest jakaś szansa żeby to rozwiązać dobrze?”

W odniesieniu do małżeństw mieszanych wyznaniowo zawieranych w kościele (a nie w cerkwi) i rezygnacji z prawosławia, ktoś dysponujący wiedzą i doświadczeniem na ten temat powiedział niegdyś, że decydują się na to prawosławni, którzy nie znają prawosławia – gdyby znali je w podstawowym nawet  wymiarze, nigdy nie przyszłoby im to do głowy…

Pani słowa sugerują również, że nie jest Pani zainteresowana „nadrabianiem zaległości”, bo stwierdza Pani, że „z ogromną przyjemnością będę mu […] pomagała” w wychowywaniu „dzieci w wierze religijnej katolickiej”. Piszę o tym z przykrością, bo znam takie małżeństwo mieszane wyznaniowo, w którym rodzice, katolik i prawosławna, „faszerowali” swe ukochane dzieci tym, co uważali za najlepsze i najbardziej wartościowe i godne uwagi w obu ich chrześcijańskich tradycjach – wschodniej i zachodniej. Efekt był/jest „piorunujący” – dzieci wychowywane w ten sposób „oddychają obydwoma chrześcijańskimi płucami” i okazują się wielce wartościowymi , lepszymi chrześcijanami i ludźmi. (Chyba kiedyś pisałem już o tym w jednej z wy/odpowiedzi na temat małżeństw mieszanych wyznaniowo.)  Jednak, aby przekazać dzieciom wszystko, co najlepsze we wschodniej tradycji chrześcijańskiej, trzeba ją znać,  a jak mówi pewne przysłowie: „z pustego nawet sam Salomon nie naleje”…

„Jaki jest złoty środek takiej sytuacji?” Trudno odpowiedzieć na to pytanie „całościowo”. Wskażę jedną z wielu możliwości. Skoro Pani wie, że „jeśli przyjmę komunie w kościele to będzie to uznane przez cerkiew jako przejście na wiarę katolicką”, wystarczyłoby poprosić  księdza, by nie udzielał Pani komunii podczas ślubu, bo jest(?) Pani prawosławna i chciałaby(?) Pani pozostać prawosławną chrześcijanką. To bardzo prosta „recepta”, nieprawdaż?. Podobnie „proste” (ale również „wymagające”) rozwiązania mają też inne wskazane przez Panią „trudności”.

Jak mówią „mądrości ludowe”: na wszystko jest sposób, ale trzeba go szukać, znaleźć i zastosować… Ewangeliczne słowa Chrystusa zachęcają i przekonują: „Szukajcie, a znajdziecie”…

Owocnych poszukiwań życzę.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara, życie duchowe



Jakie modlitwy pomagają prosić o uzdrowienie chorych? Którzy święci pomagają zwalczyć choroby? Elżbieta

Najczęściej wierni, którzy zwracają się do Boga o pomoc w czasie choroby zabiegają o wstawiennictwo świętych, którzy byli lekarzami, takich jak, św. Pantelejmon, święci Kosma i Damian, św. Łukasz (Wojno-Jasieniecki) i inni. Modlitwy do tych świętych najlepiej poszukać w Akatystach, które są im poświęcone. Ponadto w czasie choroby można zwracać się do świętych, których dobrze znamy, np. do św. Mikołaja, św. Jerzego i innych.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, wiara, życie duchowe



Strona 1 z 2312345...1020...Ostatnia »