Prześladuje mnie seria nieszczęść, co robić? Marta

Nie poddawać się… „Mądrości ludowe” mówią: „nieszczęścia chodzą parami”, a tu pojawiła się cała seria… Gdy wierzę, że ta ‚mądrość’ się ‚sprawdza’ i rozglądam się za tym drugim albo kolejnym z serii nieszczęściem, to sam je ‚prowokuję’. Jeśli wierzę, że przyjdzie, to na pewno do tego dojdzie – na moje własne życzenie! W ewangelicznej opowieści o uzdrowieniu dwóch ślepców słyszymy słowa Chrystusa, które wypowiedział po ich twierdzącej odpowiedzi na skierowane do nich pytanie: „Czy wierzycie?” Powiedział im wówczas (i nam teraz mówi): „Niech się wam stanie wedle waszej wiary”! Ślepcy wierzyli, że Chrystus im pomoże, że ich uzdrowi i rzeczywiście tak się stało. My też powinniśmy wierzyć, że Bóg pomoże i nieszczęścia przestaną nas prześladować. Trzeba jednak również nad tym pracować – wskazuje na to fakt, że ślepcy odszukali Chrystusa, co zapewne nie było dla nich łatwe. Potwierdza to również ewangeliczna opowieść o uzdrowieniu paralityka. Ewangelista zauważył, że Chrystus był zadziwiony wiarą tych, którzy go przynieśli, a gdy nie mogli go wnieść do środka, bo dom był pełen ludzi, to wciągnęli go na dach i opuścili go do środka na linach przez otwór w dachu. Co ważne w tej opowieści – nie siedzieli ze swą wiarą w domu, bezczynnie, ale zrobili wszystko, co mogli. Zauważmy, że wszystko, co mogli, to ‚tylko’ przyniesienie go do domu, w którym nauczał Chrystus… Podobną wymowę ma opowieść o nakarmieniu 5000 mężczyzn (nie licząc kobiet i dzieci) pięcioma zaledwie chlebami i dwoma rybami. W obliczu problemu, który sami zauważyli, Apostołowie oddali wszystko, co mieli (zrobili wszystko co mogli) i okazało się, że tego (choć było tego tak bardzo mało) wystarczyło, bo skoro zrobili wszystko, co mogli, Bóg dodał od Siebie tyle, że nie tylko wystarczyło dla wszystkich, ale zostało jeszcze 12 koszy okruchów… Zachęcam do wytrwałych starań i życzę, by okazały się skuteczne. Jak czytamy w Ewangeliach: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 10:22; Mk 13:13)

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Piszę tego posta z bardzo ciężkim sercem. Zadaje na tym portalu pytania od 2 lat, i bardzo dziekuje za odpowiedzi – były bardzo mądre i pomogły mi w życiu. Jednego z Ksiezy z tego portalu poznałem tez osobiscie i w pewnym sensie uratował mi życie, wiem że Bog postawił go na mojej drodze. ale… Jestem osoba poszukująca gdzie jest prawda.. Szukam jej w Prawosławiu, KRK i Protestantyzmie. W ostatnim czasie sklanialem sie ku Cerkwi lub KRK, lecz dzisiejsza wojna i reakcja patrirachy moskwy i wszechrusi (pisze z malej litery swiadomie) – swiecenie wojsk agresora i przytakiwanie prezydentowi rosji ze slusznie czyni napadajac na inny kraj to zaprzeczenie idei Pana Jezusa – przykazaniu miłosci. To nikczemne, żeby następca Apostoła czynił takie rzeczy. Kiedys brzydzilem sie KRK i krucjatami, ale dzis widze ze takze Cerkiew dopuszcza sie grzechów przeciw V przykazaniu, jestescie sobie rowni KRK i Cerkiew. Kazdy grzeszy, to jasne, jeszcze bym zrozumial cisze i brak krytyki ze strony patriarchy z obawy o swoje zycie, ale zachecanie do wojny to juz grzech publiczny. Jak pisalem, dziekuje polskim Batiuszkom bo to w wiekszosci boży ludzie, ale teraz widze ze KRK i Cerkiew to podobni ludzie. Ech, pozostaje nam modlic sie aby patriarcha i wladze rosji doznali nawrocenia i zakocznyli to szalentwo. Z Bogiem. Marek

Sugerowałbym ostrożność i powstrzymywanie się od zbyt daleko posuniętych uogólnień. Zdecydowanie zgadzam się z Pana twierdzeniem: „Każdy grzeszy, to jasne”. W żadnym jednak wypadku nie mogę zgodzić się z twierdzeniem że „Cerkiew dopuszcza się grzechów”. Posłużę się tutaj autorytatywnym cytatem z książki bp Kallistosa Ware, Kościół prawosławny, s. 270: Ludzki grzech nie może oddziaływać na zasadniczą naturę Kościoła. Nie można posuwać się do stwierdzenia, że skoro chrześcijaninie na ziemi grzeszą i daleko im jeszcze do doskonałości, to przez nich grzeszny i niedoskonały jest cały Kościół, albowiem nawet na ziemi Kościół jest niebiański i grzeszyć nie może. Święty Efrem Syryjczyk słusznie mówił o „Kościele pokutujących, Kościele tych, którzy giną”, ale ten właśnie Kościół jest jednocześnie ikoną Trójcy Świętej. Jak wytłumaczyć, że członkowie Kościoła są grzesznikami, a jednak mimo to należą do wspólnoty świętych? „Tajemnica Kościoła zawiera się w samym fakcie, że wspólnie razem grzesznicy stają się czymś odmiennym od tego, czym są jako jednostki – tym «czymś innym» jest Ciało Chrystusa” (J. Meyendorff, What Holds the Church Together, w: „Ecumenical Review” 12:1960, s. 298.) Chrystus i Cerkiew naucza, abyśmy nie utożsamiali grzechu z osobą, która ten grzech popełniła (koniecznie trzeba nienawidzić grzech, ale nie można nienawidzić człowieka, który ten grzech popełnił). Wytykając grzech/błąd człowiekowi/cerkiewnemu hierarsze, nie przypisujmy tego grzechu/błędu całej Cerkwi. Proszę spróbować rozróżnić pomiędzy nauczaniem Chrystusa i Cerkwi, a poszczególnymi ludźmi, którzy to nauczanie powinni nie tylko przyjmować, ale i w nienaruszonym stanie ‚podawać dalej’ następnym pokoleniom. Cała historia chrześcijaństwa pokazuje, że były z tym problemy, wielu ludzi (również hierarchów) zbłądziło, ale Cerkiew przetrwała. Wierzę, że teraz też przetrwa. Zgadzam się również z Pana końcową konkluzją – módlmy się… Życzę owocnego zwieńczenia poszukiwań. „Szukajcie, a znajdziecie”. Z Bogiem

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, życie duchowe



Bardzo bym chciała wierzyć, że podchodząc do Pryczastii naprawdę przyjmuję Ciało i Krew Chrystusa ale ciężko mi jest to sobie uświadomić. Co robić w takich sytuacjach, kiedy przychodzą chwile zwątpienia? Czy mimo wszystko przystępować do Eucharystii czy też nie? Aleksandra

To bardzo poważny problem… Przystępując do komunii bezwzględnie trzeba nam wierzyć, że przyjmujemy cząsteczkę Ciała i Krwi Chrystusa, i przez to jednoczymy się z Chrystusem, stajemy się cząstką (komórką?) Jego Ciała, którym jest cała Cerkiew. Myślę, że trzeba lepiej, dokładniej (nieco dłużej?) przygotowywać się do Eucharystii, czytając Modlitwy przed Eucharystią (np. http://www.liturgia.cerkiew.pl/teksty/nabozenstwa/Modlitwy_przed_przyjeciem_boskich_tajemnic.pdf, są też dostępne modlitewniki z jeszcze szerszym zestawem tych modlitw). Ułożyli święci IV w. (i późniejszych wieków) w reakcji na fakt, że wielu ówczesnym chrześcijanom, którzy po Edykcie Mediolańskim w 312 r. masowo przyjmowali chrzest bez wymaganego wcześniej, wystarczająco długiego okresu katechumenatu, brakowało im należytego przygotowania, dogłębnej wiedzy/świadomości czym jest misterium Eucharystii. Zdarza się to zapewne również wielu współczesnym chrześcijanom… Proszę zatem próbować ‚wczytywać się’ w te modlitwy. W ten sposób można zwalczać zwątpienia, które mogą się pojawić u każdego z nas, ale naszym zadaniem jest niezwłocznie je zwalczać. Modlitwy przed Eucharystią pomagają też w podtrzymywaniu wiary. Co ważne, Chrystus porównał naszą wiarę do ziarenka gorczycy – choć to bardzo małe ziarenko, wyrasta z niego drzewo, w którego gałęziach ptaki wiją gniazda. To wskazanie na ‚potencjał’ wiary, ziarenko której Bóg zasiewa w ogrodzie naszego serca. Trzeba jednak pamiętać, że ten ‚potencjał’ trzeba ‚uwolnić’ – aby ziarenko wiary zaczęło kiełkować i rosnąć, i owocować, trzeba je podlewać i nawozić… a tak właśnie działa modlitwa i uczestnictwo w cerkiewnych nabożeństwach i misteriach. Życzę skutecznych modlitewnych zmagań z wątpliwościami i dostatecznej obfitości wiary

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Czy Cerkiew prawosławna w Polsce zajmie stanowisko wobec agresji Państwa Rosyjskiego na terytorium Państwa Ukraińskiego? Nie udało mi się też znaleźć stanowiska Cerkwi Ukraińskiej PM, a jestem jej niezmiernie ciekaw. Sławomir

Cerkiew w Polsce już to uczyniła, Cerkiew Ukraińska również zareagowała na kilka różnych sposobów. Wierzę, że niezmierna ciekawość została już skutecznie zaspokojona.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe



Mam 26 lat. Skończyłam studia i nie mogę znaleźć pracy. Choruję psychicznie. O wstąpieniu to monasteru odkładałam do kiedy mama umrze, bo zawsze wydawało jej się życie monastyczne gorsze od tego w świecie. Bardzo tego pragnęłam parę lat temu, ale moja wiara oziębła. Mama żyje nadal i nie pochodzę z religijnej rodziny. Nigdy nie chodziłyśmy do cerkwi w niedziele, raczej sporadycznie. Mimo to rozważam drogę monastyczną, ale obawiam się czy jej podołam bez tak silnej wiary. Jak wstąpić do monasteru? Jakie wymagania trzeba spełnić? Elżbieta

Myśli czy rozważania o monastycznej drodze życia to dopiero początek. Następnym krokiem może/powinna być rozmowa z duchowym opiekunem (jeżeli jest), proboszczem rodzinnej parafii, albo przełożoną monasteru. Te rozmowy mogą wiele wyjaśnić, pomóc w podjęciu decyzji, ewentualnej rezygnacji z tej drogi lub postanowieniu o rozpoczęciu nowicjatu (cs. posłuszanije). To ‚instytucja’, która ma pomóc kandydatom na mnicha/mniszkę w upewnieniu się, że mają powołanie do monastycznej drogi chrześcijańskiego życia. To „czas próby” – nowicjusz/posłusznik, żyjąc pełnym monastycznym trybem życia, ma przez to możliwość sprawdzić, czy temu podoła, czy jest w stanie kontynuować podążanie tą drogą jako mnich czy mniszka przez całą resztę swego życia. Dotychczasowe sporadyczne uczestnictwo w cerkiewnych nabożeństwach z pewnością znacząco kontrastuje z codziennymi wielogodzinnymi nabożeństwami w monasterze. Brak ‚ucerkiewnienia’ i choroba psychiczna mogą okazać się przeszkodą albo utrudnieniem w podążaniu monastyczną drogą życia. Trudności związane ze znalezieniem pracy też nie wydają się być argumentem należycie usprawiedliwiającym decyzję o wstąpieniu do monasteru. Myślę, że niektórym ludziom życie monastyczne może wydawać się „gorsze” od tego w świecie, bo jest trudniejsze? Życzę zdrowia i rozważnych decyzji.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Nie zrozumiałam ostatniej wypowiedzi ks. W. Misijuka na temat dwóch dróg zbawienia. Mam już prawie 60 lat. W życiu nigdy nie skoncentrowałam się na poszukiwaniu męża, swoje życie przeżyłam w czystości. Do cerkwi chodziłam i chodzę całe życie. Całą młodość poświęciłam edukacji i wychowaniu dzieci w szkole (nawet dziś jako dorośli ludzie przychodzą do mnie do muzeum, w którym dorabiam, na herbatę, więc chyba taka straszna jako panna nie byłam). Był to mój wybór – nie z uprzedzenia, ale poniekąd tak się potoczyło życie. Dziś czytam, że są dwie drogi zbawienia – monastyczna i małżeńska. Czy Cerkiew zawsze tak wąsko patrzyła na powołania ludzi? Dlaczego nie zwraca się uwagi na służbę panien i kawalerów z wyboru? My też niesiemy swój krzyż, który nie jest chwilami łatwy, ale daje nam szczęście. To tak jakbym miała zapytać: który ksiądz jest prawdziwszy, mnich czy żonaty? Zabolała mnie ta wypowiedź, ale może coś nie tak zrozumiałam. Dorota

W mojej wypowiedzi zabrakło zapewne stwierdzenia: „Prawosławie dysponuje niezwykle bogatą teologią życia monastycznego i równie bogatą – aczkolwiek często pomijaną – teologią małżeństwa, ale jak dotąd nie poświęciło szczególnej uwagi teologii życia w celibacie”. To cytat z wykładu bp Kallistosa Ware „Ziarno Kościoła: powszechne powołanie do męczeństwa” – rozdziału w pierwszym tomie Jego dzieł zebranych pt. „Królestwo wnętrza”. Polecam lekturę tego tekstu bo na swój sposób „zwraca uwagę na służbę panien i kawalerów z wyboru” i teologicznie ją objaśnia. Opis Pani życia i edukacyjnej „posługi” pasuje tu „jak ulał”… Zapewniam, że swoja wypowiedzią nie chciałem nikogo urazić. Jeśli moje słowa zabolał, serdecznie przepraszam i życzę satysfakcjonująco poznawczej lektury.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, życie duchowe



Chciałabym zmienić wyznanie, przejść z Kościoła Rzymsko Katolickiego do Prawosławnego od kilku miesięcy o tym myślę, raz w msc uczęszczam w cerkwi na nabożeństwa chcę też złożyć śluby dziewic konsekrowanych jak mogłabym przejść z Katolickiego do Prawosławnego, przepraszam że pytam znam zasady Katolickie nie wiem jak się zmienia kościół a wstydziłam się w cerkwi zapytać. Anna

Przyjęcie rzymskich katolików do Cerkwi następuje zwykle przez misterium/sakrament spowiedzi, podczas której powinno nastąpić wyrzeczenie się, zobowiązanie odstąpienia od błędów, które pojawiły się w nauczaniu Kościoła rzymskokatolickiego – o pochodzeniu Ducha świętego od Ojca i Syna (Filioque) i niepokalanym poczęciu Marii Panny. Następujące po spowiedzi przystąpienie do Komunii oznacza wówczas przyłączenie do Cerkwi. Sugerowałbym jednak aby zmianę wyznanie odpowiednio przygotować. Polecam lekturę książek bp Kallistosa Ware: Kościół prawosławny i Królestwo wnętrza (szczególnie pierwszy rozdział: „Dziwne, a jednak znajome”; moja droga do Kościoła prawosławnego). Warto też (po)rozmawiać z duchownym, którego widuje/spotyka Pani podczas nabożeństw w cerkwi. Odwagi życzę

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk



W opublikowanej 21 lutego 2022 r. odpowiedzi autorstwa księdza Misijuka był taki fragment: „W tym konkretnym przypadku (i wielu innych) wskazałbym jednak na biblijnie osadzoną postawę – w niektórych okolicznościach dużo więcej można powiedzieć nic nie mówiąc.” Chciałam w związku z tym zapytać: 1) gdzie w Biblii jest ta postawa „osądzona”? 2) jak by Ksiądz poprowadził granicę: w jakich okolicznościach lepiej się nie odzywać, a w jakich lepiej się odzywać? 3) do której z tych kategorii zalicza się zdaniem Księdza ta sytuacja: na zewnętrznych i wewnętrznych drzwiach cerkwi jest kartka informująca o obowiązku noszenia w środku maseczki zasłaniającej usta i nos, w środku stoją ludzie bez maseczki – czy księża/inni wierni/starosta powinni zwracać takim ludziom uwagę na obowiązującą zasadę, czy nie i dlaczego? Irena

1) gdzie w Biblii jest ta postawa „osądzona”? Nie „osĄdzona”, a „osadzona”. Myślę, że w odpowiedzi na to pytanie może pomóc następujący patrystyczny cytat: Zapytał brat abba Pojmena, mówiąc: „Co znaczą słowa Pana: <Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich> (J 15,13). Jakże to można uczynić? Odrzekł starzec: „Jeśli ktoś usłyszał złe słowo od swego bliźniego i choć może mu odpowiedzieć podobnymi słowami, walczy w sercu swoim, aby oczyścić znój smutku i gwałt sobie zadaje, by nie zasmucić go odpowiedziawszy mu złorzeczeniem, taki to właśnie duszę swoją kładzie za swego przyjaciela” (Apoftegmat 14(690), w: Sentencje Ojców egipskich, które z języka greckiego na łacinę przełożył Marcin, biskup Dumio) 2) jak by Ksiądz poprowadził granicę: w jakich okolicznościach Granica jest trudno ‚uchwytna’, bo w zależności od okoliczności trzeba ‚na bieżąco’ reagować i decydować jak rozważnie postąpić, aby spowodować, że „wilk jest syty i owca cała”… To bardzo trudne. 3) częściowo odpowiadam podobnym pytaniem – na zewnętrznych i wewnętrznych drzwiach autobusu/tramwaju/sklepu jest kartka informująca o obowiązku noszenia w środku maseczki zasłaniającej usta i nos, w środku są ludzie bez maseczki – czy kierowca/motorniczy/inni pasażerowie/sprzedawcy/kasjerki powinni zwracać takim ludziom uwagę na obowiązującą zasadę, czy nie i dlaczego? W odróżnieniu od dużych i ‚płynnych’ grup ludzie w autobusach czy sklepach, w ‚mojej’ cerkwi jest kilkunastoosobowa ‚stałych bywalców’, to przeważnie ludzie starsi, doświadczeni i życiowo mądrzy. Niektórzy zauważali niepokojące symptomy lub zachorowali i wówczas nie przychodzili na nabożeństwa. Wrócili, gdy byli już zdrowi i ‚bezpieczni’. Pojawiają się też ‚nowe twarze’, niektóre znam, z niektórymi ciągle się zapoznaję, ale ufam, że zarówno to wąskie, jak i to poszerzone grono obdarza siebie nawzajem zaufaniem i wiarą w rozważne, ostrożne i odpowiedzialne postępowanie… Ja tymczasem „robię swoje” (podobnie jak kierowca czy motorniczy…)

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, Pismo Święte (egzegeza)



Czy noszenie maseczki w czasie pandemii jest przejawem miłości bliźniego? Jakie jest uzasadnienie takiej a nie innej odpowiedzi? Czy odpowiedź jest taka sama niezależnie od miejsca: autobus, sklep, cerkiew, sala katechetyczna? Jeżeli nie jest taka sama, to dlaczego? Anonim

Myślę, że odpowiedzi na postawione pytanie mogą być różne nie tyle w zależności od miejsca, co z powodu nakładania i noszenia maseczki. Jeżeli robię to w trosce o zdrowie i dobre samopoczucie ludzi, których mogę spotkać na swojej drodze, nie mając pewności czy nie jestem przypadkiem nosicielem wirusa/ów, nie chcę nikogo zarazić albo nawet wywołać obawę, że mogę spowodować zarażenie, widziałbym w tym przejaw miłości bliźniego połączony z miłością okazywaną samemu sobie – w zwartej grupie nieznanych ludzi (np. autobusie itp) z pewnością warto chronić również siebie. Jeżeli ktoś nosi maseczkę z innych względów – np. tylko dlatego, że takie jest ‚odgórne zarządzenie’, bo będą ‚źle na mnie patrzeć’, bo można być za to ukaranym, albo dlatego, że chcę ukryć swoja tożsamość i nie być rozpoznanym – trudno mi dopatrywać się w tym przejawu miłości do bliźniego nawet ‚przy okazji’ albo ‚niechcący’…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, wiara



Chciałbym zapytać o kwestię chęci posiadania dzieci/potomstwa w małżeństwie prawosławnym. Oboje z żoną jesteśmy blisko cerkwi jednakże nie czujemy w sobie potrzeby rodzicielstwa. Czy takie podejście należy traktować jako grzech? Jak mniemam podstawowym celem małżeństwa w kościele prawosławnym nie jest prokreacja a trwanie w miłości i wierności jednej wybranej osobie. Jeśli się mylę, proszę mnie poprawić. Innymi słowy czy małżeństwo które świadomie i z własnych powodów decyduje się na życie bez posiadania potomstwa jest w jakiś sposób gorsze niż te które chce takowe potomstwo posiadać? Czy takie małżeństwo również jest miłe Bogu i może dążyć we właściwy sposób do wspólnego zbawienia? Paweł

Aby odpowiedzieć na te pytania trzeba koniecznie poznać odpowiedź na bardzo ważne pytania – dlaczego „nie czujecie w sobie potrzeby rodzicielstwa” albo jakie są te „świadome i własne powody decyzji na życie bez posiadania potomstwa”. Liczba mnoga „powodów” wskazuje, że może ich być nawet kilka. To w zależności od nich właśnie można rozważać „czy takie małżeństwo również jest miłe Bogu”. Jakie mogą to być powody? Kilka można wskazać w historii naszego zbawienia i w dziejach chrześcijaństwa. Maria Panna zdecydowała, że nie będzie żoną i przez to nie będzie miała dzieci – bo ofiarowała całą Siebie Bogu. Jednak gdy archanioł zwiastował Jej, że pocznie i porodzi Syna z Ducha Świętego Bożego, zmieniła zdanie i powiedziała „tak”. W żywotach świętych czytamy o parach małżeńskich, które (współ)żyły ze sobą jak brat i siostra, a nie jak mąż i żona, tj. nie „obcowały płciowo”, zrezygnowały z seksu. Traktowały to jako przejaw (skrajnej?) ascezy, która miała pomagać im w drodze do zbawienia – całą swoja uwagę i starania kierowały ku swoim bliźnim: przyjmowały wędrowców (uchodźców), karmiły głodnych, ubierały nagich. Wszystko, czym obdarzałyby swoje dzieci, ofiarowywały innym ludziom. W ten sposób całym swoim życiem próbowały realizować powszechne powołanie do męczeństwa – świadczyć o wierze w Boga w Trójcy Osób oddając swoje życie nie przez śmierć, ale poprzez dzielenie się swoim życiem z innymi – zauważając ich i próbując udzielić im wsparcia i pomocy. Polecam lekturę tekstów bp Kallistosa Ware – „Ziarno Kościoła: powszechne powołanie do męczeństwa” i „Człowiek jako ikona Trójcy Świętej”. W tym drugim wykładzie bp Kallistos wyjaśnia dlaczego Bóg, który jest miłością, jest Trójcą Osób – dlaczego jest w trzech, a nie w dwóch czy w jednej osobie. Wskazuje przy tym, że pełna, prawdziwa, wzajemna miłość przejawia się, gdy pierwsza osoba miłuje drugą osobę tak wielką, pełną i odwzajemnianą miłością, że życzy jej, aby miłowała i była obdarzana taką samą pełną i wzajemną miłością przez jeszcze jedną osobę. Dopiero przy trzech osobach może pojawić się krąg czy korowód miłości, do którego Bóg stworzył i zaprosił (i ciągle zaprasza) każdego z nas. Każde małżeństwo, w którym pojawia się dziecko staje się zatem kontynuacją i powielaniem tego kręgu miłości, nieprawdaż? Jakie mogą być inne, bardziej współczesne(?) „świadome i własne powody decyzji na życie bez posiadania potomstwa”. W jednym z niedawnych pytań pojawiło się stwierdzenie: „Świat zrobił się paskudny, wszędzie destruktywne ideologie, warunki życia tak u nas jak i w tej wychwalanej przed laty Ameryce czy Skandynawii stały się nie do życia” i w związku z tym „dzisiejszy świat nie jest dobrym miejscem dla wzrastania młodych ludzi” (17.02.22). W tym zepsutym współczesnym świecie powodem braku odczuwania potrzeby rodzicielstwa bywa również niestety chęć „używania życia”, „cieszenia się życiem” bez „zbędnych (?) zobowiązań”. Dziecko/dzieci wymagają opieki, czasu, nakładów pracy i środków, nie dają spać, ograniczają możliwości „używania życia” itp., itd. Jak pogodzić tego rodzaju podejście z kierowanym do ludzi Bożym zaleceniem: „Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną” (Rdz 1,28). Jeśli „podstawowym celem małżeństwa w kościele prawosławnym nie jest prokreacja a trwanie w miłości i wierności jednej wybranej osobie”, dlaczego w modlitwach misterium małżeństwa pojawiają się prośby: „Aby otrzymali potomstwo jako przedłużenie rodu…”, „Aby radowali się widokiem synów i córek…”, o „długowieczne potomstwo, błogosławieństwo w dzieciach”, „pozwól im oglądać dzieci swych dzieci”, „pobłogosław im. Daj im owoc łona, liczne potomstwo”. Przy zdejmowaniu koron słyszymy natomiast modlitewne życzenia: „bądź płodny jak Jakub” i „bądź płodna jak Rachela”. Zdarzają się (coraz częściej niestety) małżeństwa, które nie mogą mieć dzieci. Niektóre adoptują dzieci, niektóre zaś bez potomstwa, ale z Bożym błogosławieństwem, podążają tą samą małżeńską drogą ku Bogu i ku zbawieniu. Brak potomstwa nie był jednak ich „świadomą i z własnych powodów” podejmowaną decyzją…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara, życie duchowe



Strona 1 z 2212345...1020...Ostatnia »