W jaki sposób mogę uzyskać dokument potwierdzający chrzest w obrządku prawosławnym? Nie mam możliwości wyjazdu na Ukrainę, chrzestni nie żyją, chrzest był w Cerkwi w Doniecku gdzie obecnie nie ma możliwości pojechać. Sewer

Należałoby poprosić kogoś na miejscu (w Doniecku) aby zajął się tą sprawą i postarałby się o ten dokument w parafii. Inna możliwość to napisanie po parafii w której osoba była ochrzczona i uzyskać dokument drogą elektroniczną. Dzisiaj to nie jest takie trudne. Jeśli natomiast archiwa zostały zniszczone, wówczas należałoby poszukać osobę, która zaświadczyłaby (nie koniecznie rodzice chrzestni) o naszym chrzcie.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Moje pytanie dotyczy powołania Otóż mam 24 lata, nie czuję się powołany do kapłaństwa ani monasteru a dziewczyny również znaleźć sobie nie mogę Zresztą nigdy nie byłem w związku. Czy można być powołanym do życia samotnie? Nie wiem co o tym myśleć, bo inni odczuwają swoje powołanie szybciej a jeśli jest to powołanie do małżeństwa, znajdują jak to się mówi swoją „drugą połówkę” U mnie tym czasem nic się nie dzieje i mam wrażenie, że Bóg milczy nic mi nie podpowiadając. Piotrek

Do małżeństwa też trzeba mieć powołanie i to dlatego małżeństwo poprzedza ‚instytucja narzeczeństwa’ – czas poświęcony nie tylko na to, aby się upewnić, że mój/moja narzeczony/narzeczona jest właściwym wyborem, ale też co do tego, że małżeństwo to moje powołanie. W monastycyzmie odpowiednikiem narzeczeństwa jest ‚posłuszanije’ tj. nowicjat. Powołanie różnie ‚daje znać o sobie’. Jedni odczuwają je bardziej, drudzy mniej wyraźnie, jedni wcześniej, drudzy później. Znam duchownych, którzy powołanie do kapłaństwa odczuli i wyraźnie odczuwali już w dzieciństwie. Znam też takiego, który odczuł je, gdy miał już lat niemal 40. Bóg na pewno odpowie na Twe pytania (być może już odpowiedział?), ale aby tę odpowiedź usłyszeć, trzeba się dokładnie wsłuchać. Gdy próbuję rozmawiać przez telefon w miejskim rozgardiaszu, to trudno nazwać to rozmową – nie tylko nie słyszę rozmówcy, ale i on też pewnie ma trudności ze zrozumieniem moich słów… Polecam lekturę tekstu bp. Kallistosa, „Ziarno Kościoła: powszechne powołanie do męczeństwa”. To 8. rozdział książki „Królestwo wnętrza”. Aby zachęcić i przekonać do lektury całego rozdziału (i całej książki) cytuję tu dość obszerny jego fragment.

Jednakże ascetyczna ścieżka ukrytego męczeństwa nie jest zarezerwowana jedynie dla mnichów i mniszek. Powołaniu do męczeństwa podlegają również ci, którzy prowadzą życie małżeńskie. Wspólne życie męża, żony i dzieci wymaga dokładnie takiego samego pozbycia się własnej woli, które św. Barsanufiusz porównał z przelaniem krwi. Wzajemna miłość, będąc radością i spełnieniem, wymaga również ofiary. Wszystko to wyraźnie widać w prawosławnym nabożeństwie sakramentu małżeństwa. Modlitwy mówią o radości, ale tym, co przedstawiają, jest radość krzyża, „radość, jaką odczuwała święta Helena, gdy odnalazła drogocenny krzyż Pański”. W kulminacyjnym dla tego sakramentu momencie koronacji narzeczonych, korony pojmowane są jako symbole zwycięstwa, wieńce chwały przeznaczone dla tych, którzy okazali się zwycięzcami w walce z grzesznymi namiętnościami. Jednocześnie są to również korony męczenników, albowiem bez wewnętrznego męczeństwa, bez dobrowolnie przyjmowanego cierpienia nie ma mowy o prawdziwym małżeństwie. Gdy zwieńczona koronami młoda para kroczy w powtarzanym trzy razy kręgu procesji, duchowny niesie przed nimi krzyż, a chór śpiewa hymn świętych męczenników, „którzy godnie znosili cierpienia i otrzymali wieńce chwały”.

Tak więc mężowie i żony, podobnie jak mnisi i mniszki, są nosicielami krzyża, męczennikami świadomości. Są nimi również ci, którzy pozostają w celibacie, to jest ci, którzy nie przyjęli ślubów dziewictwa, ale żyją samotnie, ponieważ nigdy nie zdołali doszukać się partnera do życia w małżeństwie. We współczesnym zachodnim społeczeństwie jest to duża, ciągle rosnąca grupa ludzi, którzy stanowią znaczną część naszych kościelnych wspólnot. Prawosławie dysponuje niezwykle bogatą teologią życia monastycznego i równie bogatą – aczkolwiek często pomijaną – teologią małżeństwa, ale jak dotąd nie poświęciło szczególnej uwagi teologii życia w celibacie. Cóż więc mamy powiedzieć tym, którzy pozostają w tym trzecim stanie?

Moglibyśmy rozpocząć od refleksji nad omawianymi już wyżej dwoma przejawami męczeństwa – przyzwoleniem i solidarnością. Życie w bezżennym czy też niezamężnym stanie mogło nie być początkowym wyborem samotnych mężczyzn czy kobiet, ale gdy z czasem wewnętrznie godzą się oni z tą sytuacją, okazuje się, że to, co na początku wydawało się brakiem, może stać się wypełnieniem. Podobnie pozorne odosobnienie ludzi żyjących w tym stanie może przerodzić się w sposobność do dzielenia się sobą z innymi. Charakterystyczna dla nich wolność od bezpośrednich więzów rodzinnych, która na pierwszy rzut oka jest niedostatkiem, może przekształcić się z chwilą, gdy ten wolny czas zostanie spożytkowany na rzecz praktycznej pomocy okazywanej innym. Poszerzając krąg przyjaciół – niekoniecznie poprzez świeckie „życie towarzyskie” – poświęcając szczególną uwagę modlitewnemu wstawiennictwu, człowiek samotny może, podobnie jak Cyceron, być numquam minus solus quam cum solus, nigdy tak mało samotny jak wówczas, gdy pozornie samotny. Często bywa to jednak bardzo trudne. Nic, co wartościowe nie przychodzi bowiem łatwo i bez goryczy cierpienia – jak ostrzega nas św. Serafim z Sarowa: „Bez cierpienia nie ma zbawienia”. Św. Teofan Zatwornik mówi zaś: „Dusza, która nie doznała smutku, nie jest nic warta”.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



Czy w cerkwi prawosławnej jest możliwość zmiany ojca chrzestnego w aktach? Ojciec chrzestny mojego dziecka nie interesuje się nim w żaden sposób. Maria

Niestety nie można ingerować w akta chrztu by zmieniać zapisy tam zawarte.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Zostałam poproszona o bycie chrzestną chłopczyka. Ze względu na problemy rodzinne i konfliktowość rodziców dziecka, nie chcę wiązać się z nimi emocjonalnie. Chciałabym odmówić chrztu. Czy to będzie właściwe? Agnieszka

Odmawianie bliskim lub dalszym osobom angażowania się w bycie rodzicem chrzestnym nie jest czymś rzadkim lub wyjątkowym. W przypadku kiedy istnieje dodatkowy problem w postaci napiętych relacji i konfliktowość nie widziałbym problemu w delikatnej i kulturalnej odmowie zaproszenia do tego zdarzenia.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Wiem, że „nieplanowane” dzieci bywają największym szczęściem w życiu. Przecież u Boga nie ma przypadków i pomyłek. Nawet jeśli dziewczyna wszędzie słyszy, że aborcja jest okej, ale sumienie nie da jej spokoju. Anonim

Zgadzam się, „nieplanowane” dzieci zdecydowanie mogą być największym szczęściem w życiu, ale temu szczęściu trzeba „dać szansę zaistnienia” i solidnie nad tym pracować. Przydałoby się również równie solidne wszechstronne wsparcie dla tej „zaskoczonej” kobiety, bo spokoju mogę nie dawać jej też obawy i niepokoje, czy sobie poradzi… To szczególna możliwość podjęcia współpracy (gr. synergia) z Bogiem, bowiem Bóg pomaga ludziom za pośrednictwem innych ludzi.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara, życie duchowe



Bardzo Kocham swoją narzeczona, jestem w stanie dojść z nią do porozumienia w każdej kwestii, lecz nie umiemy się porozumieć w kwestii chrztu naszych potencjalnie przyszłych dzieci. Ja jestem prawosławny, a ona katoliczką, nie chce się zgodzić na to aby którekolwiek z naszych przyszłych dzieci było prawosławne ponieważ jak to ona podkreśla rola kobiety jest to aby wychować dzieci w wierze. Te kłótnie niszczą nasz związek. Patryk

Na podobne pytania próbowałem już odpowiadać wcześniej – proszę sprawdzić w dziale rodzina albo wiara pod datami 22.11.2019; 05.05;16.07; 19.07; 27.08; 28.08. Myślę, że warto próbować pokazać i uświadomić, że większość tradycji chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu jest wspólna. Polecam lekturę książki bp Kallistosa Ware, „Kościół prawosławny”.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



W najbliższych dniach nasza córka zostanie pierwszy raz wprowadzona do cerkwi. Wielokrotnie widziałam to jako osoba uczestnicąca w nabożeństwach, jednak chciałabym dowiedzieć się szczegółów istotnych z perspektywy rodzica. Jak to dokładnie wygląda, co powinni wiedzieć rodzice i jak się zachować podczas tego zdarzenia? Kasia

Szczegółów tutaj wielkich nie ma. Najpierw trzeba poinformować duchownego, że chcemy dokonać wprowadzenia dziecka. Kiedy rodzice z dzieckiem stoją u wejścia do cerkwi, zwykle duchowny najpierw czyta modlitwę nad matką. Wówczas jeszcze rodzice trzymają dziecko. Potem duchowny bierze dziecko i niesie je w stronę ikonostasu. Rodzice podążają za nim. Kiedy duchowny zatrzymuje się i mówi odpowiednie modlitwy rodzice również zatrzymują się. Ostatnie zatrzymanie się jest przed schodami przy ikonostasie. Tam rodzice czekają, a w przypadku dziewczynki duchowny niesie ją przed ikonostas i potem oddaje czekającym rodzicom. Kropi wodą święconą rodziców i dziecko.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Wyczytałem gdzieś, że w trakcie soboru In Trullo wpisano punkt, że ten kto zawarł zaręczyny ten nie może ich zerwać czyli de facto zaręczyny = ślub. Czy to znaczy, że jak ktoś obiecał komuś małżeństwo to jest juz z nim żonaty/zamężny nie mając sakramentu ślubu? To brzmi dziwnie. O co w tym chodzi? Piotr

Nie ma takiego kanonu, który zrównywałby wartość ślubu z zaręczynami. W kanonach soboru Truliańskiego (692) tylko w jednym kanonie jest mowa o zaręczynach (kanon 98), ale w zupełnie innym kontekście. Zaręczyny stanowią zaangażowanie w związek małżeński, ale związkiem małżeńskim nie są. Ks. Aleksy Znosko, autor podręcznika do Prawa Kanonicznego pisze: „Zaręczyny stanowią przyrzeczenie zawarcia związku małżeńskiego. W wypadku odstąpienia od zaręczyn jednej ze stron, druga strona nie może wystąpić do sądu o zawarcie małżeństwa powołując się na obrzęd zaręczyn. Nie oznacza to jednak, aby można było lekkomyślnie zrywać zaręczyny” (s. 84)

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Czy jeśli urodzi się córka matką chrzestną dziecka może być osoba wyznania chrześcijańskiego innej wiary, a ojcem chrzestnym osoba prawosławna? I jakie są wymagane dokumenty od rodziców chrzestnych do chrztu? Magda

W naszej tradycji w przypadku chrztu dziewczynki wymaganym jest aby matka chrzestna była wyznania prawosławnego. Ojciec chrzestny może być innego wyznania. W zasadzie rodzice chrzestni żadnych dokumentów nie przynoszą. Zwykle wystarczy deklaracja słowna o przynależności do Cerkwi. Niemniej jednak w wielu przypadkach potrzebne jest dostarczenie „świadectwa”, że ojciec chrzestny lub matka była w spowiedzi i przystąpiła do Eucharystii. Zwykle o dostarczenie takiego zaświadczenia prosi się osoby, które mało uczestniczą w życiu liturgicznym.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, rodzina



Chciałabym poprosić księdza o radę. Mam 34 lata, jestem samotna, nigdy z nikim nie byłam, tylko raz w życiu byłam na randce – jednocześnie jestem osobą uznawaną za niezywkle ciepłą i sympatyczną (moja praca to stały kontakt i spotkania z ludźmi), nie brak mi urody, jestem ustabilizowana zawodowo, finansowo obrotna i mieszkaniowo zabezpieczona, nie mam też żadnych kredytów. Nigdy nie miałam i nie mam żalu czy pretensji do Boga, że nikt się mną nie interesuje ale czasem boli mnie to, że jest tak jak jest. Jest to też chwilami trudne po prostu fizycznie; pomijam pytania i żarty dalszej rodziny. Wiara jest dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie też współżycia i życia razem przed ślubem. Ostatnio rozmawiałam na zupełnie inny temat z matuszką (nie wie, że jestem sama) i nagle wspomniała mi o świętym Stylianie i pokazała mi jego ikonę w naszej cerkwi, nigdy jej nie widziałam bo jest malutka i wisi bardzo daleko z boku. Wiem, że to raczej opiekun dzieci ale wtedy poczułam w sercu, że to wskazówka dla mnie. Co ksiądz radzi? Ala

Cóż mógłbym poradzić? W kontekście ograniczeń powodowanych zmaganiami z pandemią zabrzmi to co najmniej dziwnie, ale przecież te ograniczenia w końcu zostaną zniesione i wrócimy do normalności. Pisze Pani o „stałych kontaktach i spotkaniach z ludźmi”, ale to spotkania „zawodowe”. W tym kontekście na pewno może się zdarzyć niejedna cenna znajomość, ale to raczej bierna, bo „wyczekująca” postawa. Chrystus powiedział: „Szukajcie, a znajdziecie”. Warto zatem spróbować częściej „wychodzić na zewnątrz” i spotykać się z ludźmi z naszego „prawosławnego podwórka”. Znam kilku samotnych mężczyzn, którzy też rozglądają się w poszukiwaniu prawosławnej partnerki. Jeszcze w zeszłym roku dość regularnie spotykała się dość liczna grupa 30+40+, ale ostatnio „słuch o niej zaginął” – może zeszła do cyberprzestrzeni? W Przeglądzie Prawosławnym była niegdyś rubryka „Poznajmy się” – może warto sprawdzić czy zgłoszenie spowoduje, że znowu ruszy? Mimo pandemicznych ograniczeń w tym roku również szły (i jechały) pielgrzymki na Grabarkę – w większości uczestniczyli w nich młodzi ludzie. Wspominam o tym, bo znam małżeństwa, które okazały się owocem pielgrzymkowych znajomości. Niech spotkanie z ikoną św. Styliana pobudza do spotkań w prawosławnym (i nie tylko?) środowisku.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, rodzina



Strona 1 z 2612345...1020...Ostatnia »