Czy postanowienia Soborów Powszechnych można uznać za „nieomylne” tzn że kierował nimi Duch Święty? Chodzi mi np o kwestę sakramentów (czy może byc tak że np biskupi się jednak pomylili i nie ma 7 sakramentów a jest mniej albo że np: jednak nie można modlić się do ikon itp.)? Czy dla Cerkwi tego typu rzeczy to coś jak „dogmat”, coś co na 100% jest prawdą i Bóg nam to objawił przez Sobory? Tomek

Postanowienia kanoniczne i dogmatyczne, które zostały przyjęte na Soborach powszechnych uważane są jako głos Ducha Świętego. Jeśli chodzi o wyrażenia dogmatyczne, postrzegane są one jako niezmienne i wyrażające prawdę Bożą, która istniała w Kościele od początku jako swego rodzaju depozyt. Naruszenie normy dogmatycznej jest odstępstwem od wiary prawosławnej. Przepisy kanoniczne natomiast w wielu przypadkach podlegają interpretacji, dlatego, że wiele spraw w nich zawartych dotyczy konkretnych zdarzeń, które miały miejsce w IV, V czy późniejszych wiekach. Ważnym jest aby ta interpretacja stosowana była w duchu św. Tradycji. Jeśli chodzi o liczbę sakramentów, to taka decyzja na Soborach nigdy nie była przyjmowana. Tradycja mówiąca o 7 sakramentach w prawosławiu pojawiła się dość późno i wydaje się, że zaczerpnięta została ze scholastyki rzymskokatolickiej. Oddawanie czci ikonom jest natomiast związane z nauką dogmatyczną (VII Sobór powszechny) i odrzucenie tej nauki byłoby odstępstwem od wiary prawosławnej.

Kategorie: historia, ks. Andrzej Kuźma, wiara



Czy to prawda, że w domu wg kanonów nie można trzymać psa? Jest to zwierzę nieczyste. Anonim

Interpretacja nieczystości psa związana jest przede wszystkim z wyrażeniami zawartymi w Starym Testamencie. Kanony na ten temat nic nie mówią.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, Pismo Święte (egzegeza), wiara



Jak się prawidłowo spowiada? Helena

Dokładnie, ze świadomością, że Bóg zna wszystkie moje grzechy i oczekuje, że „nazwę je po imieniu”, wymienię je przy świadku, którym jest duchowny, z żalem, ze skruchą, z postanowieniem i obietnicą poprawy… Skoro Bóg zna wszystkie nasze grzechy, pojawia się pytanie: no to po co się spowiadać, po co Panu Bogu „głowę zawracać”? Powinniśmy jednak pamiętać, że to nie Bóg, ale my sami potrzebujemy spowiedzi – chodzi bowiem o to, żeby pokazać Bogu i sobie samym jednocześnie, że wiemy jak żyjemy, że zauważamy błędy/grzechy, które popełniliśmy i chcemy je naprawić. Tu trzeba też pamiętać, ze to „naprawianie” możliwe jest tylko z Bożą pomocą – sami sobie z tym nie poradzimy. Pomocna jest również świadomość, że pokajanie (takim mianem określane jest również misterium spowiedzi) to „głębokie zrozumienie” zarówno tego, jakim się stałem przez to, że zgrzeszyłem, jak i tego, jakim powinienem się sta(wa)ć przez to, że zostałem stworzony na obraz Boga (trzeba też pamiętać, że to obraz Boga w trzech Osobach – tj. w obrazie Bożym w każdym człowieku zapisana jest międzyosobowa relacja miłości! – polecam lekturę genialnego tekstu bp Kallistosa Ware – Człowiek jako ikona Trójcy Świętej). W naszej cerkiewnej terminologii misterium pokajania/spowiedzi porównywane jest do wizyty u lekarza (cs. wraczebnica), bo grzechy to choroby duszy, które może wyleczyć i leczy tylko i wyłącznie Bóg. Ale aby Bóg mógł je wyleczyć, trzeba najpierw do Niego przyjść. Gdy lekarzowi mówię o chorobach ciała, opowiadam o wszystkich okolicznościach choroby i dolegliwości, z którymi przychodzę – co, kiedy, jak, w związku z czym, od kiedy, z jakim nasileniem etc., aby dać mu szansę na postawienie poprawnej diagnozy. Aby się co do niej upewnić, lekarz może też zadać kilka pytań. Podobnie powinna wyglądać spowiedź – chodzi o ‚nazwanie grzechów po imieniu’, żeby zostały ‚uzewnętrznione’ i poprzez działanie łaski Bożej wybaczone i odpuszczone. Gdy lekarzowi nie mówię o jakiejś chorobie czy dolegliwości, to nie będzie mnie z niej leczył. Jeśli nie mówię Bogu o jakimś grzechu/chorobie duszy, czy nie pozbawiam się jego/jej leczenia i uzdrowienia? Tu trzeba podkreślić, że jeśli przemilczamy jakiś grzech (ze wstydu, czy ze strachu albo jakiegoś innego(?) powodu), popełniamy jeszcze większy grzech od tego przemilczanego… (tj. powodujemy jeszcze większą chorobę duszy…) W którejś z poprzednich odpowiedzi użyłem porównania serca do ogrodu, a grzechów do chwastów – myślę że warto się z nim zapoznać. Warto też pamiętać, że podobnie jak wybieramy swego lekarza rodzinnego, tak też powinniśmy wybrać duchowego opiekuna/spowiednika. Spowiedź to lecznica/wizyta u lekarza duszy i ciała, a komunia święta to „lekarstwo i pokarm nieśmiertelności”. Każda Boska Liturgia sprawowana jest po to, aby wierni mogli przystąpić do komunii, tj. zjednoczyć się z Chrystusem w misterium Eucharystii, uświęcić ciało i duszę, żyć z Bogiem i w Bogu. Amen.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Po czym poznać że zmarły potrzebuje wciąż modlitwy? Nina

Nie trzeba żadnych znaków. Zmarli ciągle i zawsze potrzebują naszej modlitwy. Tragedia śmierci polega na tym, że po rozdarciu ciała i duszy, gdy ciało obumiera i „w proch się obraca”, ciągle żywa dusza bez ciała nic już nie może uczynić dla swego zbawienia. W stanie oczekiwania na zmartwychwstanie może liczyć jedynie na „modlitwę i jałmużnę” tych, którzy o niej pamiętają. To dlatego najczęściej powtarzana, najbardziej znana i wymowna, i do tego najkrótsza modlitwa za dusze zmarłych to: „Wiecznaja pamiat’!” – wieczna modlitewna pamięć. Podkreśliłbym przy tym znaczenie wspomnianej „jałmużny” – na groby zmarłych przynosimy zwykle kwiaty, które szybko, niestety, więdną, wysychają, tracą swoje kolory i
zapachy. Pięknym kwieciem może też być nasza przynoszona Bogu modlitwa. Okazywanie komuś pomocy (wsparcie dla podopiecznych hospicjum, sierocińca czy pomoc okazana samotnej matce z dzieckiem albo choremu, każdy, najdrobniejszy nawet dobry gest) staje się kwiatem albo nawet bukietem kwiatów, które nie przestają cieszyć szerokim zestawem kolorów i zapachów, nie więdną i nie wysychają, a wręcz przeciwnie – „robi się tego coraz więcej”, bo obdarzeni wsparciem czy pomocą, okazują wdzięczność i „podają dalej” – „pomnażają” i „wydłużają” naszą „modlitewną pamięć” i pomagają jej i duszom zmarłych „sięgnąć” wieczności…

Warto pomagać, bo wszyscy zaangażowani na tym „zyskują”… (PS – obejrzyjcie koniecznie film „Podaj dalej”…)

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Nie wiem co mam począć. W związku z ciągłymi obostrzeniami czuję niepokój, obawy o zdrowie własne i rodziny. Modlę się w domu, bo boję się pójść do cerkwi. W którymś pytaniu batiuszka odpowiedział osobie, która nie wierzy w koronawirusa, że to nie kwestia wiary, a badań empirycznych, naukowych. To fakt. Ciężko mi, że mój strach przezwycięża chęć pójścia do świątyni i przyjęcia Eucharystii. Anna

Ktoś zauważył, że w Ewangelii najczęściej wypowiadane przez Chrystusa słowa to: „Nie bójcie się!”
podczas Boskiej Liturgii często powtarzają się modlitewne prośby o (s)pokój, a na zakończenie słyszymy: „W pokoju rozejdźmy się!” Ze strachem trzeba walczyć i to my powinniśmy go przezwyciężać, a nie on nas. Wypadałoby zapytać: „Kto tu rządzi?” W zaistniałych okolicznościach z pewnością powinniśmy być bardziej ostrożni, ale powinniśmy też próbować w miarę normalnie funkcjonować. „Nie dajmy się zwariować”…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



„I teraz. Bramy miłosierdzia otwórz nam, błogosławiona Bogurodzico, abyśmy ufając Tobie nie zginęli, ale przez Ciebie zostali wybawieni z niedoli, Ty jesteś bowiem zbawieniem rodu chrześcijańskiego.” Zdanie pochodzi z modlitwy z waszej aplikacji. Zastanawia mnie jedna rzecz, mianowicie jak prawosławni rozumieją te słowa, zwłaszcza, że na początku tej modlitwy mamy: „Panie Jezu, dla modlitw Twojej Matki i świętych zmiłuj się nad nami.” Czy tylko ja widzę tu pewną sprzeczność? Maciej

Odpowiem słowami metropolity Kallistosa Ware zaczerpniętymi z Jego wykładu o Bogarodzicy opublikowanym niegdyś w Lestwicy: Miejsce Marii w prawosławnym nauczaniu i życiu wyrażone jest właściwie w modlitewnym wezwaniu, używanym częściej niż wszystkie pozostałe, za wyjątkiem ‚Chwała Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi…’: „Najświętszą, przeczystą, błogosławioną, pełną chwały Władczynię naszą Bogarodzicę i zawsze Dziewicę Maryję ze wszystkimi świętymi wspomniawszy, siebie i innych ludzi, i całe życie nasze Chrystusowi Bogu oddajmy.” Ten tekst jest słowną ikoną wspólnoty świętych. W jej centrum najwyraźniej widnieje „Chrystus nasz Bóg”, jedyny Zbawca i Pośrednik, od którego wszystko jest uzależnione. Obok Chrystusa Pana stoi Jego Matka, najbardziej wywyższona spośród całego Bożego stworzenia, „czcigodniejsza od Cherubinów i bez porównania chwalebniejsza od Serafinów”, jak opisywana jest w prawosławnym nabożeństwie. Jednak bez względu na to, jak wielce jest wysławiana, zawsze czczona jest wraz z Chrystusem i po Nim, nigdy oddzielnie i bez Jej Syna. Jezus jest Jej Zbawicielem i Odkupicielem, tak jak jest Zbawicielem i Odkupicielem całego rodzaju ludzkiego. Nawet jeśli jako prawosławni zwracamy się ku Marii ze słowami: „Przenajświętsza Matko Boża zbaw nas” (cs. Preswiataja Bohorodice spasi nas), albo „Ty jesteś zbawieniem chrześcijan” (cs. Ty jesi spasienije roda chrystijanskago), pozostajemy w stanowczym przekonaniu, iż nie może być żadnego pośrednictwa i żadnego zbawienia poza Chrystusem. Wszystko czego dokonuje Maria, następuje jedynie poprzez Niego i w Nim. Po świętej Dziewicy następują święci, wierni, którzy odeszli, a po nich żyjący członkowie Kościoła na ziemi, „my sami i inni ludzie”, jak wyrażają to słowa cytowanej modlitwy. W ten sposób poprzez „wspominanie” Marii, świętych i żyjących, oddawanie siebie Chrystusowi, wyrażamy nasze poczucie współ-zamieszkiwania, współ-przynależności do jednej rodziny poprzez wzajemną modlitwę.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Współczesny świat już od dłuższego czasu razi mnie swoim zatraceniem i chociaż mój bunt wobec narastającej konsumpcji, hedonistycznego trybu życia oraz wyzbycia się ludzkiej etyki i moralności wyrastał z wewnętrznej potrzeby zmiany siebie i świata na lepsze, dopiero po pewnym czasie uzmysłowiłem sobie, że w moim życiu, w którym nieraz błądziłem, od zawsze czuwała nade mną Boża opatrzność i głos kierujący mym sercem. Nie ukrywam, że większość swojego dotychczasowego życia spędziłem z dala od Boga, jednak wraz z ewolucją światopoglądową i stopniowym odejściem od materialistycznych doktryn, w których zaczęło razić mnie ich duchowe ubóstwo i usilne próby racjonalnego wytłumaczenia rzeczy niewytłumaczalnych, zauważyłem, że poprzez swoją wewnętrzną zmianie, nieświadomie wróciłem na drogę wytyczoną nam przez Pana. Czas powoli robił swoje, a ja coraz bardziej uzmysławiałem sobie, że wyrastająca z samolubności chęć zmiany swojego życia na lepsze, nie ma większego sensu dopóty próby wewnętrznej przemiany nie będą wynikać z posłuszeństwa i oddania wobec Boga oraz chrześcijańskiej powinności w stosunku do bliźnich. Uważam, że Prawosławie wraz ze swoim mistycyzmem oraz kontemplującym i tradycjonalistycznym charakterem, a przede wszystkim szczerą wiarą ludzi zrzeszonych wokół Cerkwi oraz ich prawdziwością w codziennym postępowaniu, jest czymś co sprawiło, że moje serce, umysł oraz ciało, zmierzają w tym właśnie kierunku. Od dłuższego czasu próbuje zgłębiać tradycje i naukę Wschodniego Chrześcijaństwa jednak z racji tego, że zostałem wychowany w myśl nauki kościoła Rzymsko-katolickiego nie posiadam zbyt wielkiej wiedzy, zarówno na temat historii, jak i charakteru wszystkich świąt oraz obrządków panujących w Cerkwi prawosławnej. Staram się pogłębiać swoją wiedzę, jednak czuje, że w tym akurat przypadku potrzeba praktyki oraz możliwości realnego obcowania z ludźmi i duchownymi, a przede wszystkim uczestnictwo w Świętej Liturgii i duchowy rozwój mogący się odbywać wyłącznie wewnątrz wspólnoty. W mieście, w którym żyje znajduje się Cerkiew, jednak nie znam tu nikogo kto do niej uczęszcza, a fakt, że, co by nie mówić, czuje się nieco wyobcowany sprawia, że wciąż waham się wykonać pierwszy krok. Proszę o wsparcie i dobrą radę. Patryk

Dzięki za zwierzenia o Twym nawróceniu i odkrywaniu Prawosławia. Najlepszym z dostępnych wprowadzeniem do wschodniego chrześcijaństwa jest książka bp Kalliatosa Ware, „Kościół prawosławny”. Pierwsza jej część to historia chrześcijaństw, w drugiej zaś mowa o wierze i nabożeństwie. O nabożeństwach można natomiast poczytać więcej w najnowszej książce o. Konstantego Bondaruka, „O nabożeństwie prawosławnym”. Obie książki powinny być dostępne w http://sklep.cerkiew.pl Skoro nie znasz nikogo, kto uczęszcza na nabożeństwa w cerkwi, najlepszym sposobem jest poznanie kogoś takiego, a to może nastąpić po wejściu do cerkwi. Pójdź za ewangelicznym zaproszeniem: „Przyjdź i zobacz”. Można też odwiedzić kancelarię parafialna i zagadnąć proboszcza czy mógłby „służyć radą i pomocą”, albo wskazać kogoś, kto mógłby go w tym zastąpić. Odwagi życzę…

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



W jaki sposób należy doceniać to co Nas otacza i nie ulegać pokusie,że przecież zawsze mogłoby być lepiej, więcej, szczęśliwiej? Anonim

Trzeba to zauważyć i podziękować za to Bogu. Ktoś powiedział – „lepsze jest wrogiem dobrego”, bo nie doceniając tego co mamy, ulegamy pokusie nieustannej pogoni za „nieobecnym lepszym”. Może być lepiej, powinniśmy do tego dążyć, ale trzeba rozważnie nad tym pracować. Samo się nie ulepszy. Mówi się – „im więcej, tym lepiej”, ale wolę stwierdzenie: „im lepiej, tym więcej”. „Szczęśliwiej” okaże się na pewno, gdy prawdziwie zauważę i docenię to, co mam i czym dysponuję, a ponadto podzielę się tym z innym człowiekiem. To co mam staje się prawdziwie moje dopiero z chwilą gdy się tym podzielę, komuś to oddam albo zrobię z tego dobry użytek – np. uśmiechnę się do kogoś smutnego, powiem dobre słowo („Dzień dobry”?), wyciągnę pomocną dłoń, zapytam „w czym mógłbym pomóc” albo zwyczajnie pomogę potrzebującemu… To naprawdę daje dużo szczęścia.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Mam pytanie odnośnie przemiany swojego życia duchowego. Biorę bardzo czynny udział w życiu liturgicznym cerkwi, również pomagam w cerkwi innymi posługami. W dzieciństwie popełniłem grzech, który ciąży nadal na mojej duszy (wyspowiadałem się) i mimo tego nadal obwiniam się, że aż do takiego zła mogłem się w dzieciństwie dopuścić. Moje codzienne życie jest bardzo wesołe – można powiedzieć. Wiele czasu przebywam z rodzicami, z którymi żartuję bardzo mocno. Nie lubię skupisk, spotkań z kolegami a zwłaszcza zabaw. Jestem takim jakby domatorem, samotnikiem. Chodzę do cerkwi na służby prawie wszystkie. W domu czytam modlitwy lecz nie odczuwam takiej łaski. Odczuwam za to własny brak – brak skupienia. Moje myśli wędrują po wielu miejscach i wielu złych, nieczystych czynnościach. Obwiniam się, że nie mogę się skupić. Czy moja modlitwa mimo braku skupienia jest usłyszana? Jak zacząć skupiać się – w jaki sposób? Czy mam mimo tego strasznego, okropnego grzechu popełnionego w dzieciństwie (półświadomie) nien. kont. nadal szansę na powrócenie swojej wewnętrznej czystości (całkowitej) i pełne życie w Bogu? I odczuwać Jego łaskę? Proszę o poradę Was batiuszka. Anonim

Rosyjska mądrość ludowa mówi: „Upał, tak wstawaj” – skoro upadłeś, to podnieś się czym prędzej. Grzech, o którym piszesz to już przeszłość i tego nie da się zmienić. Wszystko natomiast możesz zrobić ze swoją współczesnością. Przestań zadręczać się tym, co się stało i już się nie „odstanie”. Skoncentruj się na udoskonalaniu obecnego życie. Niech pamięć o tym grzechu (i innych też) pomaga Ci powstrzymywać się od popełniania go/ich ponownie. Dobre relacje z rodzicami na pewno pomagają, ale warto otwierać się na innych ludzi, bo bardzo ważne są nasze relacje. Człowiek staje się osobą dopiero w relacji z innym człowiekiem. Bóg stworzył człowieka na Swój obraz i podobieństwo, ale trzeba też pamiętać, że to obraz Boga w Trójcy Osób – ten obraz zawiera w sobie międzyosobowe relacje. Nad brakiem skupienia trzeba pracować – są na to sposoby, trzeba ich szukać, znaleźć je i zastosować. Jeden z podstawowych to chwila wyciszenia i skupienia przed modlitwą, postanowienie, że maksymalnie skupiam się na modlitwie. Myśli trzeba kontrolować – ktoś porównał myśl, która ucieka od modlitwy, do syna marnotrawnego, który odchodzi z domu Ojca. Warto przy tym pamiętać, że powrót syna spowodował wielką radość w domu Ojca. Nie warto stamtąd odchodzić, a jeżeli już się zdarzy, to trzeba wracać jak najszybciej… Bóg ma „wyczulony” słuch i na pewno słyszy nasze nieporadne modlitwy, ale nie stawaj na modlitwę z oczekiwaniem wyraźnego odczucia łaski Bożej. „Rób swoje”, bądź w tym wytrwały i konsekwentny i nie oczekuj za to „nagrody” w postaci „odczuwalnej łaski”. Skoro wyspowiadałeś się z nieświadomego grzechu dzieciństwa, okazałeś żal i skruchę, dostąpiłeś pokajania – „głębokiego zrozumienia” jakim się stałeś przez to, że zgrzeszyłeś. Ale pokajanie to jednocześnie „głębokie zrozumienie” jakim powinienem się stać przez to, że zostałem stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Zatem pracuj nad sobą usilnie, skupiaj się nad dążeniem do doskonałości. Bóg na pewno Ci w tym pomoże. Pomoc będzie potrzebna, bo Twoim staraniom na pewno będą przeszkadzały różne pokusy, które będą próbowały Cię zniechęcić i odciągnąć od podejmowanych działań. Nie poddawaj się…

 

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Wiem, że „nieplanowane” dzieci bywają największym szczęściem w życiu. Przecież u Boga nie ma przypadków i pomyłek. Nawet jeśli dziewczyna wszędzie słyszy, że aborcja jest okej, ale sumienie nie da jej spokoju. Anonim

Zgadzam się, „nieplanowane” dzieci zdecydowanie mogą być największym szczęściem w życiu, ale temu szczęściu trzeba „dać szansę zaistnienia” i solidnie nad tym pracować. Przydałoby się również równie solidne wszechstronne wsparcie dla tej „zaskoczonej” kobiety, bo spokoju mogę nie dawać jej też obawy i niepokoje, czy sobie poradzi… To szczególna możliwość podjęcia współpracy (gr. synergia) z Bogiem, bowiem Bóg pomaga ludziom za pośrednictwem innych ludzi.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara, życie duchowe



Strona 1 z 3412345...102030...Ostatnia »