Mój tata jest już u kresu swojego ziemskiego życia (choruje na ciężki nowotwór). Niestety jest on osobą niewierzącą i niepraktykującą przez większość życia (mimo że, miał Chrzest Św. w KRK) Jakimi modlitwami (jestem wyznania prawosławnego po konwersji z KRK) powinnam modlić się aby prosić Pana Boga o pokajanie taty i dobrą śmierć. Czy mogę jako osoba świecka odmówić nad zmarłym modlitwę na rozłączenie duszy z ciałem – jeżeli już dojdzie do aktu odejścia? Monika

Można czytać zarówno modlitwy Kanonu modlitewnego do Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Bogurodzicy Matki Pana, odmawianego przy rozłączeniu duszy i ciała, jaki modlitwy Obrzędu na rozłączenie duszy i ciała.
Myślę, że warto zapytać tatę czy w związku ze spowodowanym chorobą cierpieniem i w obliczu nadchodzącej śmierci nie chciałby pojednać się z Bogiem…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



Czy Cerkiew uznaje prawo do służby wojskowej kobiet na równi z mężczyznami? Czy godzi się by kobieta dowodziła na polu walki lub chociażby walczyła na równi z mężczyzną? Martin

Nie zetknąłem się z żadną oficjalną wypowiedzią Cerkwi na wskazany temat. Zastanawiam się natomiast co/kto miałby pozbawiać kobiety prawa do służby wojskowej. Skoro zajmują wysokie i bardzo odpowiedzialne stanowiska w służbie cywilnej, z powodzeniem kierują dużymi i „trudnymi w obejściu” grupami mężczyzn (i kobiet) w firmach czy korporacjach, dlaczego nie miałyby dowodzić mniejszymi czy większymi oddziałami żołnierzy (i żołnierek)? Czy kobieta Prezydent „z automatu” nie jest nawet zwierzchnikiem całych sił zbrojnych danego kraju? Czy Kościół/Cerkiew ma się na ten temat wypowiedzieć „za” albo „przeciw”?
Pytanie „Czy godzi się by kobieta” można interpretować na różne sposoby…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, życie duchowe



Chciałbym zapytać się na kim spoczywa większy obowiązek wychowania dziecka w wierze, rodziców biologicznych czy chrzestnych? Kto jest odpowiedzialny za to przed Bogiem? Anonim

Powiedziałbym, że obowiązek religijnego wychowania dziecka spoczywa zarówno na jednych, jak i na drugich, a właściwie na drugim, bo ściśle rzecz biorąc rodzicem chrzestnym jest osoba tej samej płci co ochrzczone dziecko. Wypowiadając w imieniu dziecka słowa symbolu wiary rodzice chrzestni już podczas jego chrztu biorą na siebie odpowiedzialność za jego późniejsze wychowanie w wierze, ale wierzymy też i ufamy, że temu ważnemu zadaniu sprostają rodzice biologiczni. Jeśli jednak okaże się, że zaniedbują oni tę sferę życia dziecka, rodzic chrzestny ma prawo i obowiązek interweniować i korygować ewentualne braki i zaniedbania jak np. przynoszenie/przyprowadzanie dziecka do komunii, przygotowanie do pierwszej spowiedzi itp. Jedni i drudzy rodzice są odpowiedzialni przed Bogiem za wychowanie religijne dzieci, ale z dobrze poinformowanych źródeł słyszałem, że na sądzie ostatecznym to rodzice chrzestni będą ‚rozliczani’ za to, jakimi chrześcijanami okazały się być ich chrzestne dzieci… co nie zwalnia biologicznych rodziców z obowiązku należytego traktowania tej niezwykle ważnej sfery życia.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, liturgika, rodzina, życie duchowe



Mój przyjaciel, ojciec 15-letniego syna, gdy miał zostać ojcem (miał wtedy 17 lat, tzw ciąża nieplanowana) próbował namawiać swoją dziewczynę, aby tak dopuściła się aborcji. Na szczęście ona nie posłuchała go, odeszła od niego i urodziła dziecko – syna. Obecnie nie są oni razem, ale z czasem udało się mojemu przyjacielowi nawiązać bardzo dobry kontakt ze swoim synem. Prześladuje go jednak przeszłość i zastanawia się czy powinien powiedzieć swojemu synowi, że chciał go, co tu dużo mówić zabić i prosić go o przebaczenie? Kolega był u spowiedzi, otrzymał rozgrzeszenie, ale zapomniał zapytać czy powinien się synowi przyznawać do swoich zamiarów względem niego i czy jeśli się nie przyzna to ten grzech nie będzie odpuszczony. Boi się, że straci syna jak mu powie, z drugiej strony bardzo ciężko mu to ukrywać, że kiedyś miał takie myśli. Marek

Powiedziałbym, że powinien podjąć decyzję biorąc pod uwagę stan zaistniałej relacji. Zdarzenia z przeszłości nie da się zmienić, jest faktem, w zaistniałych wówczas „okolicznościach” z jakichś powodów wydawało mu się, że sugerowane przez niego „rozwiązanie” będzie „dobre”. Na szczęście do aborcji nie doszło – namawiał, ale chyba nie zmuszał. Teraz ma inne zdanie, zrozumiał swój błąd, z opisu można wnioskować, że cieszy się z nawiązanej relacji. To dobrze, że powiedział o tym wszystkim na spowiedzi. Czy mówić o tym synowi? To zależy od stanu i „dojrzałości” ich relacji. Uważam, że nie musi o tym mówić, jeżeli/bo istnieje możliwość, że spowoduje to naruszenie lub zerwanie tej więzi. Być może jest jeszcze za wcześnie – relacja nie jest jeszcze pełna, dojrzała, głęboka, pełna zrozumienia, miłości gotowej do wybaczenia… Nawet w przypadku takiej „wzorowej” relacji ujawnienie tego zdarzenia też mogłoby ją naruszyć? Czy warto ryzykować? Chciał się go pozbyć – to fakt, ale zdarzyło się to „za młodu” i w niespodziewanych(?), trudnych okolicznościach. Teraz tego żałuje (i słusznie) bo zerwał relację z synem, zanim się jeszcze narodził. Ujawnienie tego faktu synowi nie zmieni przeszłości, a może wpłynąć na ciąg dalszy –  może mu zaszkodzić… Czy to nie będzie powtórzenie tego co już raz nastąpiło – czy nie zerwie relacji z synem jeszcze raz, bo „przeszłość jednak go prześladuje”? Co jest ważniejsze – jego „lepsze samopoczucie” (bo synowi, jak na spowiedzi, ujawni swój błąd i będzie mu lżej), czy zaistniała relacja, która może się dalej rozwijać i pogłębiać (ale kosztem jego „ciężkiego sumienia” spowodowanego brakiem ujawnienia prawdy). Relacja jest tu moim zdaniem najważniejsza i to o nią trzeba walczyć. Ewangeliczna wskazówka to przypowieść o synu „marnotrawnym”. Przeważnie kojarzona jest z grzechem syna, który poprosił ojca o swoją część spadku i roztrwonił go, żyjąc rozwiąźle w jakiejś dalekiej krainie. Ale to tylko „część dużo większej całości”. W tej przypowieści największy i najważniejszy grzech to podwójne zerwanie relacji – syna z ojcem (syn uśmiercił ojca, bo poprosił o spadek jeszcze za życia ojca) i starszego brata z młodszym (starszy nie chciał wejść do domu i uczestniczyć w uczcie, którą ojciec wyprawił z radości, że młodszy syn powrócił). Starszy miał rację – młodszy bardzo zgrzeszył, nie tylko roztrwonił majątek, ale zadał ojcu wielki ból rozłąki i nie pomagał mu w niczym. Ale młodszy syn opamiętał się, nawrócił się, pokajał się – doznał głębokiego zrozumienia – i wrócił do domu ojca. Prosić go, żeby przyjął go jako sługę. Ojciec przyjął go jednak jak syna.
Jeżeli Twój przyjaciel uważa, że jego syn gotów jest okazać mu taką właśnie miłość, zrozumienie i wybaczenie – niech próbuje. Ale może warto najpierw nad tą miłością, zrozumieniem i gotowością wybaczenia wspólnie popracować, nie mówiąc nic o przeszłości. Niech „tymczasową(?) konieczność milczenia” potraktuje jako „nieuniknioną”(?) konsekwencją błędu, który popełnił w przeszłości. Czy dobrym rozwiązaniem będzie „zrzucenie” tego brzemienia na syna, już teraz albo w przyszłości?
Zdają sobie sprawę z sugerowanego w opisie dylematu – powiedzieć prawdę czy „żyć w kłamstwie”? Ale w tej sytuacji nie chodzi o kłamstwo. To raczej „przemilczenie”… Trudne i niewygodne bo uniemożliwia „pójście na całość”. Trzeba jednak rozważyć, czy słuszna i dobra chęć ujawnienia prawdy rzeczywiście i na pewno przysłuży się udoskonaleniu i „uprawdziwieniu” tej relacji, czy raczej jej zaszkodzi i nastąpi ponowne, ale tym razem jawne dla obu stron jej zerwanie. Upieram się przy twierdzeniu, że w niektórych określonych okolicznościach o wiele więcej można powiedzieć nie mówić nic….W przypowieści ojciec po długiej rozłące przyjął marnotrawnego utracjusza jak syna. Ojciec nie dopytywał się co zrobił z majątkiem, gdzie i jak go roztrwonił, jak żył… W opisanej sytuacji syn po kilkunastu(?) latach rozłąki przyjął Twego przyjaciela jak ojca(?) Czy pytał go o powody jego nieobecności? Czy to ważniejsze od faktu powrotu?
Życzę przyjacielowi przemyślanej, rozważnej i słusznej decyzji.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



Czy osoby lgbt mogą chodzić do cerkwi? Jak takie osoby postrzegane są przez cerkiew? Halina

Mogą, a nawet powinny. O tym jak są postrzegane przez Cerkiew była już mowa na tym forum, więc proszę sięgnąć do archiwum.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Jakie stanowisko ma Cerkiew Prawosławna (Polska) w sprawie diet odchudzających. Czy cerkiew potępia tych, którzy się odchudzają, czy może przeciwnie – zachęca. Czy może jest link aby o tym poczytać? (Bo książka, dla mnie średnio). Kacper

Cerkiew prawosławna (nie tylko w Polsce) zdecydowanie zaleca post, który powinien kojarzyć się i kojarzy się z dietą, ale ma dużo szersze i ‚głębsze’ działanie. (Trzeba tu jednak zaznaczyć, że sama dieta, szczególnie ta ‚premedytacyjnie’ odchudzająca, to jeszcze nie post) Jeśli zsumujemy prawie wszystkie środy i piątki (pomijamy kilka tygodni bez postu, jak np. Tydzień Paschalny) z czterema postnymi okresami, to w ciągu roku cerkiewny post zajmuje ponad pół roku. Stosując się do postnych reguł zdecydowanie ‚narażamy się’ na odchudzanie, ale o wiele ważniejsze jest wysoce terappeutyczne działanie postu. Można podsumować je stwierdzeniem – powstrzymując się od tego co dobre (mięso, nabiał, słodycze, komputer, telewizja itp przynajmniej w przesadnym nadmiarz), podtrzymujemy w sobie albo uczymy się od nowa zdolności powstrzymywania się od tego, co złe, czyli przede wszystkim grzechu, ale również tego, co może z czasem powodować poważne problemy – nadmierne jedzenie, nadużywanie internetu itp. itd. Współczesne badania naukowe potwierdzają, że post (należycie przestrzegany) działa zarówno leczniczo, jak i profilaktycznie – zapobiegawczo. Aby uświadomić wszechstronne działanie postu w prawosławnym jego pojmowaniu i praktykowaniu polecam lekturę wykładu oksfordzkiego profesora bp Kallistosa Ware, ‚Wielki post i konsumpcyjne społeczeństwo’ (jest dostępny w necie)
Dieta odchudzająca nie jest bynajmniej przez Cerkiew potępiana (o ile nie jest stosowana ‚nałogowo’ natarczywie i nie prowadzi np. do anoreksji) ale warto próbować robić i osiągać więcej (‚jak idziemy, to na całość). Dieta odchudzająca może być dobrym wstępem do prawdziwego, rzetelnego postu, który pomaga oczyszczać ciało z tłuszczu a duszę z grzesznych przywar…
Warto spróbować, życzę powodzenia!

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, liturgika, życie duchowe



Możecie mi polecić jakaś modlitwę na dołki, depresje itp? Michał

Polecam „uniwersalną” Modlitwę Jezusową, ale również Modlitwę starców z Optino:

Panie, daj mi w duchu pokoju przyjąć wszystko, co przyniesie mi dzisiejszy dzień. Daj mi całkowicie oddać się świętej twojej woli. W
każdej godzinie tego dnia we wszystkim kieruj i podtrzymuj mnie. Jakich bym nie otrzymał wieści w przeciągu dnia, naucz mnie przyjąć je
ze spokojną duszą i niezachwianym przekonaniem, że wszystko dzieję się według Twojej świętej woli. We wszystkich moich czynach i słowach prowadź moje myśli i uczucia. We wszystkich nieprzewidzianych zdarzeniach nie daj zapomnieć, że wszystko pochodzi od ciebie.
Naucz mnie otwarcie i mądrze postępować z każdym członkiem mojej rodziny, nikogo nie rozgoryczając, nikogo nie zasmucając.
Panie, daj mi siłę znieść ciężar rozpoczynającego się dnia i wszystkich jego zdarzeń. Prowadź moją wolę i naucz mnie modlić się, mieć
nadzieję, wierzyć, miłować, cierpieć i wybaczać.
Amiń.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Jeżeli osoba psychicznie chora popełnia samobójstwo, to trudno winić ją, że z premedytacją tak postąpiła. Jak tu mówić o wolnej woli, gdy praktycznie jej nie ma? Czy taka osoba może dostąpić zbawienia? Paweł

W przypadku chorób czy zaburzeń psychicznych świadome działanie czy postępowanie jest z pewnością zaburzone a może nawet niemożliwe, więc rzeczywiście trudno tu mówić o ‚samobójstwie z własnej wolnej woli’. Powiem więcej – już przed około ćwierćwieczem badania naukowe wykazały, że w grubo ponad 90% przypadków samobójstwa następują pod wpływem wielu różnych, nakładających się na siebie czynników. Okazało się m.in., że myśli samobójcze powodowało jedno z łatwo dostępnych lekarstw na anginę. W związku z powyższym w prawosławnej praktyce coraz częściej się zdarza, że w przypadku jakichkolwiek uzasadnionych domniemań, że samobójstwo mogło nastąpić ‚nie z własnej woli’, mogło do niego dojść ‚pod wpływem’ choroby czy zaburzeń psychicznych, dopuszczany jest wówczas pełny cerkiewny pogrzeb zmarłej osoby. Wierzę, że taka osoba może dostąpić zbawienia, ale na pewno potrzebuje modlitewnego wsparcia. Pamiętajmy jednak przy tym, że aby wspomóc ciągle żywe dusze zmarłych w ich stanie oczekiwania na zmartwychwstanie, Cerkiew zaleca ‚modlitwę i jałmużnę’, czyli modlitewną pamięć (cs. wiecznaja pamiat’) i udzielanie pomocy potrzebującym. Ostatnimi czasy coraz częściej (co bardzo cieszy) zdarza się, że rodzina zmarłej osoby prosi, aby zamiast przynoszonych na pogrzeb wieńców, kwiatów (czy nieszczęsnych makabrycznych plastikowych zniczy) kwoty przeznaczone na ich zakup wrzucić do skarbonki, aby zebrane w ten sposób środki przekazać potrzebującym – jakiemuś choremu, rodzinie, hospicjum, sierocińcowi albo też cerkwi czy monasterowi, aby ‚pomnażać’ modlitewną pamięć o duszach zmarłych. Można też samemu zdecydować komu ‚w imieniu zmarłej osoby’ okazać swoje wsparcie i dawać jałmużnę nie tylko w kontekście pogrzebu… Zauważmy – jeśli w imieniu zmarłej osoby (pamiętając o niej) pomagamy komuś w jakiejś sprawie, wszyscy zaangażowani ‚zyskują’ – dusze zmarłych doświadczają ulgi, obdarowany doznaje pomocy, a udzielający wsparcia zbliżając się do potrzebującego, zbliża się jednocześnie do Chrystusa i do zbawienia, bowiem Chrystus powiedział – ‚cokolwiek uczyniliście bliźniemu swemu, mnie to uczyniliście’. Warto zatem pomagać…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, liturgika, wiara, życie duchowe



Ostatnio z chłopakiem rozmawiamy o ślubie i dzieciach. Chłopak jest wyznania rzymsko-katolickiego, ja jestem prawosławna. Moja wolą jest pozostanie przy swojej wierze i ochrzczenie i wychowanie przyszłych dzieci w cerkwi, jego natomiast w kościele. Na pytanie czemu się nie zgadza z taką możliwością odpowiada, że nie rozumie nabożeństwa, bo jest w innym języku. Ja nie wyobrażam sobie, aby wychowywać dzieci w wierze katolickiej, z uwagi na brak znajomości tej wiary oraz na to, że w moim przekonaniu dzieci powinny być zgodne z wiara matki. Wiem, że małżeństwo pomiędzy dwoma wyznaniami, jest wyzwaniem i nie da się uniknąć jednej i drugiej religii, aczkolwiek nie wiem jak go przekonać do tego, aby dzieci zostały wychowane w prawosławiu. Katarzyna

Jeżeli problemem jest ‚tylko’ język prawosławnych nabożeństw to sprawa jest do rozwiązania – na stronie liturgia.cerkiew.pl dostępne są liczne tłumaczenia tekstów liturgicznych na język polski. W wielu cerkwiach zdarzają się sporadyczne ‚wstawki’ po polsku, w trzech cała liturgia a w jednej (tymczasem) wszystkie nabożeństwa sprawowane są po polsku.
Problem z pewnością jest bardziej złożony. Sporo na ten temat zostało już powiedziane/napisane w dziale rodzina, ale powtórzę tutaj pokrótce – warto próbować przekonać partnera, że w prawosławiu jest wszystko, co zachowało się w rzymskim katolicyzmie, ale bez zaistniałych tam późniejszych ‚dodatków’, które są błędne, naruszyły pierwotną jedność chrześcijańskiej wiary i powodują obecną niemożność wspólnego sprawowania sakramentów i nabożeństw. Mowa o tym w porównaniach z lornetką i mistrzem z grupą uczniów.
Zgadzam się z twierdzeniem, że to matka więcej czasu i starania poświęca na wychowanie dzieci (również religijne) i trudno oczekiwać od prawosławnej matki by wychowywał dzieci ‚po katolicku’. Bywa jednak, że ojciec jest w tych kwestiach bardziej aktywny, świadomy i zaangażowany. Śmiem twierdzić, że ta bardziej zaangażowana strona powinna dbać o religijne wychowanie dzieci, aby chrzest nie okazał się ‚tylko’ formalnością. Niech się więc chłopak zastanawia czy jest gotów ‚stanąć na wysokości zadania’ i wziąć na siebie całą odpowiedzialność za wychowanie dziecka/dzieci w rzymskokatolickiej tradycji. Porównani z mistrzem i trzema uczniami sugeruje, że różnice mogą pomóc (i pomagają) w lepszym poznawaniu swojej tradycji i wyznania, ale trzeba do tego współpracy z obu stron.
‚Sporo’ też zależy od tego, gdzie będzie ślub. Jeśli ustalicie, że będzie w kościele, trzeba będzie podpisywać zobowiązanie (składać przysięgę?), że dzieci będą chrzczone i wychowywane w Kościele rzymskokatolickim. Jeśli ślub będzie w cerkwi, trzeba będzie deklarować wspólne zobowiązanie, że dzieci będą chrzczone i wychowywane w tradycji prawosławnej. O tym też sporo można poczytać w wielu innych, nie tylko moich odpowiedziach. Wierzę, że uważna lektura pomoże podjąć rozsądną decyzję. Dla obu stron… Polecam też lekturę książki bp Kallistosa ‚Kościół prawosławny’ – na pewno dużo wyjaśni i podpowie.
Małżeństwa mieszane wyznaniowo są ‚wyzwaniem’, bywa, że powodują dodatkowe trudności i wymagają dodatkowych starań, ale też jest w nich dużo pozytywnych możliwości ‚do wykorzystania’. Jedna z najważniejszych to wzmożone doświadczanie bogactwa treści zawartego w twierdzeniu: „Poznając innych, poznaję siebie”.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara, życie duchowe



Ciąży na mnie grzech cudzołóstwa (tzn. romansu z żonatym mężczyzną), z którego już się spowiadałam. Na ostatniej spowiedzi chciałam jeszcze wyspowiadać się z nieczystości przedmałżeńskiej (uprawiania seksu przed ślubem). I chyba źle nazwałam ten grzech. Nie wiem co teraz czy powinnam jeszcze raz iść szybko do spowiedzi. Chciałam spowiadać się z seksu przedmałzeńskiego tzn uprawiania seksu przed ślubem a nazwałam to cudzołóstwem bo myslalam ze to to samo dopiero później po spowiedzi w domu cos mnie tknęło i wpisalam w internet cudzołóstwo i okazało sie ze to nie to samo. Źle rozumiałam to pojęcie i źle powiedziałam to na spowiedzi. Chyba powinnam była to nazwać nierządem albo po prostu że współżyłam przed ślubem. Na dodatek niechcący skłamałam gdy duchowny zapytał mnie czy nie byłam w spowiedzi z tym grzechem a powiedziałam ze z tego grzechu sie nie spowiadalam – On pytał o cudzołóstwo a ja myślałam że chodzi o nieczystość przedmałżeńską a przecież z cudzołóstwa się spowiadałam. Źle się z tym czuję. Mam do siebie żal, że nie sprawdziłam tych pojęć przed spowiedzią. Czuję, że skłamałam na spowiedzi a wcale nie miałam takiego zamiaru w momencie kłamstwa nie zdawałam sobie sprawy, że kłamię dopiero potem to zrozumiałam. Wszystko namieszałam i wyszło tak jakby nieporozumienie chociaż myślę, że Bóg rozumiał znał moje intencje i o co mi chodziło. Czy spowiedź się liczyła? Czy powinnam ponownie iść szybko do spowiedzi czy po prostu przy następnej spowiedzi wspomnieć, że niechcący skłamałam i jeszcze raz wspomnieć o tym grzechu współżycia przedmałżeńskiego? Co w takiej sytuacji powinnam zrobić? Karolina

Przyznam, że w zaistniałej sytuacji mam ‚mieszane uczucia’.
Z jednej strony bardzo cieszy troska o ‚dokładność’ spowiedzi i rozterka wywołana błędnie dobraną terminologią. Może to świadczyć o pragnieniu szczerości, prawdziwości i ‚skuteczności’ spowiedzi. Dla uspokojenia ośmielę się stwierdzić, że mimo niewłaściwie użytego słowa, Bóg dobrze wiedział o jakim grzechu mowa. Błędnego doboru słów nie postrzegałbym tutaj jako kłamstwo – z opisu można wnioskować, że nastąpił niechcący i nie po to, żeby zataić czy ‚zamydlić’ dany grzech.
Z drugiej jednak strony w całej powyższej wypowiedzi niepokoi ewidentny brak głębszej refleksji nad konsekwencjami obydwu wspomnianych bardzo poważnych grzechów. Zamiast niepokoić się o niewłaściwy dobór słów i jego konsekwencje, sugerowałbym/oczekiwałbym większego i głębszego niepokoju powodowanego pojawieniem się obu tych grzechów ‚jednego po drugim’. ‚Uczymy się na błędach’, a tutaj pierwszy błąd ewidentnie nie został potratowany jako ‚nau(cz)ka’ i przestroga, i pojawił się następny… Choć nazywają się inaczej, to jednak dotyczą tej samej sfery życia i oba są przez cerkiewne prawo kanoniczne traktowane tak samo bardzo poważnie.
Przy następnej spowiedzi nie zaszkodzi ‚sprostować’ terminologiczny błąd, ale o wiele ważniejsze jest pokajanie – ‚głębokie zrozumienie’ powodów popełnionych grzechów – dlaczego do nich doszło, jakie to ma konsekwencje i jakie może jeszcze spowodować, jak się przed nimi bronić, jak unikać kolejnych błędów etc.
Zachęcam zatem do jeszcze głębszej refleksji…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



Strona 2 z 3912345...102030...Ostatnia »