Jestem katoliczka, mąż jest prawosławny. Ślub wzięliśmy w cerkwi (ja pozostalam przy swojej wierze). Czy dzieci mogą być wiec ochrzczone w kościele? Paulina

Na początek krótki rys historyczny. Rzymscy katolicy w Polsce bodajże w latach 1960. stwierdzili, że w przypadku małżeństw mieszanych wyznaniowo, przed ślubem w kościele od obojga narzeczonych wymagane będzie podpisanie zobowiązania, że dzieci, które pojawią się w tej rodzinie, będą ochrzczone w kościele i wychowywane w wierze rzymskokatolickiej. Ponadto wprowadzili tę „procedurę” do kościelnego prawa kanonicznego. Prawosławni, niejako w odruchu samoobrony, zaczęli stosować to somo rozwiązanie(?)w praktyce cerkiewnej w przypadku sprawowanych w cerkwi ślubów par mieszanych wyznaniowo. Kilkanaście lat temu na zjeździe ekumenicznym w Gnieźnie słyszałem na własne uszy, że w Kościele rzymskokatolickim w Polsce prowadzone są przygotowania do usunięcia tego zapisu z prawa kanonicznego, ale te przygotowania okazują się jednak coraz bardziej wydłużone…

Zaznaczam, że te wymuszone zobowiązania w odniesieniu do chrztu i wychowania dzieci nie podobają mi się w obu przypadkach, bo to coś jak dzielenie skóry na niedźwiedziu, który ciągle jeszcze mieszka sobie gdzieś daleko w leśnych ostępach. Uważam, że małżonkowie powinni mieć możliwość podejmowania własnej, wspólnej, rozważnej i nieprzymuszonej decyzji o miejscu chrztu i wychowaniu dzieci.

Przyznam szczerze, że zaniepokoiło mnie nieco słowo „więc” w Pani pytaniu o chrzest dziecka w kościele. Chciałbym się mylić, ale „wybrzmiewa” w nim oczekiwanie czy dążenie do wprowadzenia jakiejś kontry czy przeciwwagi(?) dla ślubu w cerkwi.

Już samo pytanie może wydawać się „nie na miejscu”, bo z tego co już ustaliliśmy i co powszechnie(?) wiadomo, w przypadku małżeństw mieszanych wyznaniowo, przed ślubem w kościele czy w cerkwi, od narzeczonych wymagane jest podpisanie zobowiązania, że dzieci, które pojawią się w tej rodzinie, będą ochrzczone i wychowywane w tej samej chrześcijańskiej tradycji, gdzie nastąpił sakrament małżeństwa. Wszystko zdaje się więc wskazywać na to, że decyzja została już przez Was podjęta – skoro ślub odbył się w cerkwi, zobowiązaliście się do chrztu i wychowania dzieci w prawosławnym chrześcijaństwie.

Skąd więc to pytanie? Czy rozmawialiście o tym z mężem? Czy to Wasze wspólne pytanie? Czy zmieniła Pani zdanie? Czy szuka Pani dróg „obejścia” tego zobowiązania i argumentów, które mogłyby to usprawiedliwić? A może pojawiły się naciski ze strony rodziny czy środowiska – niechby było choć trochę „po naszemu” – skoro ślub był w cerkwi, więc „negocjujmy” albo „targujmy się” o miejsce chrztu?

Stawiam te pytania bo chciałbym ostrzec przed poważnym niebezpieczeństwem, które zagraża małżeństwom mieszanym wyznaniowo (myślę tutaj głównie o Podlasiu).

Parafialne statystyki z kilku ostatnich dziesięcioleci wskazują, że małżeństw mieszanych wyznaniowo jest wiele, ale też wiele z nich przeżywa poważne trudności właśnie w związku z decyzją o chrzcie i religijnym wychowywaniu swych dzieci. Wszystkie jeszcze przed ślubem zdecydowały (bo musiały) o miejscu chrztu i wyznaniu dziecka. Zdarza(ło) się (niestety), że w przypadku ślubu w cerkwi podpisywały (bo musiały) zobowiązanie do chrztu dziecka w cerkwi, ale „z góry” postanawiały, że go nie dotrzymają i odbędzie w kościele, a w przypadku ślubu w kościele podobnie, ale na odwrót. Podkreślić tu trzeba, że to była ich własna i wspólna decyzja. Problemy pojawiały się, gdy pojawiało się dziecko i miało dojść do realizacji ich wspólnego postanowienia (zgodnego z pisemnym zobowiązaniem lub wbrew niemu). Gdy ze względu na samodzielną zmianę zdania jednej ze „stron”, czy też spowodowaną naciskami ze strony bliższej czy dalszej rodziny (bliższej od współmałżonka?!) dochodziło do równie wymuszonej (albo „wymuszonej inaczej”) zmiany miejsca chrztu i wyznania dziecka, pojawiały się poważne „wewnątrzmałżeńskie” problemy. Na tyle poważne, że ok. 30% tych małżeństw skończyło się rozwodem…

Sugerowałbym zatem, aby chrzest dziecka nastąpił zgodnie z Waszymi wcześniejszymi ustaleniami, albo tak samo wspólnymi nowymi (nie poddawajcie się żadnym naciskom „z zewnątrz”).

Jeżeli tak bardzo zależy Pani, aby dziecko ochrzczone w Cerkwi poznało również rzymskokatolicką tradycję chrześcijańską, nic nie stoi (nie powinno) na przeszkodzie. W Polsce to nawet nieuniknione. Tak też się składa, że prawosławna mniejszość (nie tylko w Polsce) wie o rzymskokatolickiej większości więcej, niż rzymskokatolicka większość o mniejszościowym prawosławiu. Niech dziecko poznaje obie tradycje, ich podobieństwa i różnice, niech przekonuje się o ich bogactwie. Jeśli chciałaby Pani, aby ewentualnie w przyszłości samodzielnie  wybrało rzymski katolicyzm jako swoje wyznanie, warto zadbać o to, aby miało/wiedziało z czego wybierać…

Wspólnej, własnej, rozważnej i dobrej decyzji życzę…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara



Chciałbym jak zawsze pójść do tradycyjnej wielkanocnej spowiedzi. Musiałbym jednak oszukać swoją żonę i córkę (obydwie sa katoliczkami), które są temu przeciwne. Ba, przeciwne były one temu, żebym nawet przyniósł wczoraj z cerkwi poświęconą palmę (ich argument – przecież nie wiesz kto tej palmy dotykał). Co baciuszka radzi mi robić? – Pójść do spowiedzi i zataić to przed moją żoną i córką? – Obchodzić Święta Wielkanocne bez pójścia do spowiedzi? Jeśli tak, to jaką pokutę za taki grzech musiałbym odczynić? Jerzy

Przepraszam za tak bardzo opóźnioną odpowiedź. Wielki Post, Wielkanoc i pandemiczne ograniczenia co prawda już minęły, ale problemy poruszone w pytaniach pozostają aktualne.

Na pytanie czy oszuk(iw)ać żonę i córkę, odpowiadam przecząco – lepiej tego nie robić nie tylko ze względu na jedno z dziesięciorga przykazań, ale również przez to, że prawda prędzej czy później „jak oliwa na wierzch wypływa” i fakt jej zatajenia albo mówienia nieprawdy z pewnością naruszy Wasze relacje, nadszarpnie zaufanie, które później bardzo trudno odzyskać. Można „usprawiedliwiać się” dobrymi intencjami – bo spowiedź jest przecież bardzo ważna – ale w ważnych sprawach lepiej „grać na czysto”. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby wyjaśnienie dlaczego to ważne, dlaczego Panu na tym zależy.

Co do pytania o obchody święta Zmartwychwstania Chrystusa bez spowiedzi i ewentualnej „pokuty za taki grzech”, czuję się zobowiązany, aby zacząć od „sprostowania”.

Zacznijmy „od końca” – braku spowiedzi w Wielkim Poście nie rozpatrywałbym w kategoriach grzechu, który trzeba „odpokutować” ale traktowałbym je jako poważne zaniedbanie, które wymaga korekty. Zapytałbym kiedy była ostatnia spowiedź, jak często przystępuje Pan do spowiedzi, ale nawet nie znając odpowiedzi, sugerowałbym, aby stała się regularną praktyką „na bieżąco”, a nie tylko wydarzeniem „od święta” i to jeszcze tego najważniejszego, jakim jest Pascha Chrystusowa. Spowiedź to „lecznica” (cs. wraczebnica), bo wszystkie nasze grzechy to choroby duszy. Choroby trzeba leczyć, póki są w początkowym stadium i wizyty u lekarza nie odkładać „na jutro”. Trzeba też pamiętać, że choroby duszy może wyleczyć i leczy tylko Pan Bóg i to dlatego warto przystępować do spowiedzi częściej i regularnie. Spowiedź to wizyta u Lekarza, a komunia, Ciało i Krew Chrystusa to „lekarstwo i pokarm nieśmiertelności” – trzeba je przyjmować jak najczęściej, najlepiej na każdej Liturgii, a nie tylko „od czasu do czasu” albo „od wielkiego święta/dzwonu”. To w misterium Eucharystii jednoczymy się z Chrystusem i uświęcamy nasze ciało i duszę, całe nasze życie. Tak więc mówiąc o spowiedzi „przed Wielkanocą” nie zapominajmy o Eucharystii…

Co do „pokuty”, którą wypadałoby „odczynić”, śpieszę z wyjaśnieniem, że w prawosławiu nie pojmujemy grzechu jako „długu, który trzeba spłacić” i nie traktujemy zaleceń udzielanych duchownego przy spowiedzi jako „zadośćuczynienia” – „spłaty długu”. Te zalecenia to „lecznicza terapia” – nad leczeniem chorób trzeba popracować nieco dłużej i to na różne (wskazywane przez duchownego) sposoby. Można to porównać z przyjmowaniem tabletek, suplementów, diety czy sanatorium po wizycie u rodzinnego lekarza. Nie robimy tego wszystkiego „za karę”,  za to, że zachorowaliśmy czy żeby „odczynić pokutę”, ale po to, żeby wyzdrowieć.

Aby zrozumieć, dlaczego spowiedź jest tak ważna i „jak to działa” polecam lekturę tekstu bp Kallistosa Ware, Prawosławne rozumienie pokajanija, zamieszczonego w książce Królestwo wnętrza, dostępnego również w starej wersji cerkiew.pl  oraz: Wiosna, dzieci, ogrody…   Warto przeczytać wszystkie artykuły o spowiedzi zamieszczone w tym dziale: http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&typ=4&typ2=3&typ3=4

Pełne przeżywanie święta Zmartwychwstania Chrystusa nie jest uzależnione od tego czy przystąpiliśmy do spowiedzi (choć to oczywiście bardzo ważne i bardzo pomaga) ale od tego, jak się do tego święta przygotowujemy przez cały Wielki Post. To cały proces, a nie jednorazowe działanie tuż przez świętem… Polecam w związku z tym jeszcze jedną lekturę – Wielki Post i konsumpcyjne społeczeństwo bp Kallistosa Ware

Życzę przekonywującej lektury

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara



Czy w prawosławiu występują podobne zasady jak w katolicyzmie? Przykładowo wymienione na stronie http://www.parafia.dwnet.eu/index.php/katechizm Czy mogę gdzieś znaleźć podobne wskazówki dla prawosławia? Czy jest jakaś strona w języku polskim dobrze charakteryzująca prawosławie. Wioletta

Rzec można, że nawet w 80-90% tradycje chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu, a ściślej prawosławia i rzymskiego katolicyzmu są wspólne. Pozostałe 10-20% to różnice w nauczaniu, różnice dogmatyczne i różnice dotyczące głównie życia duchowego. Choć „zewnętrznych” różnic jest bardzo wiele – architektura, ikonografia, liturgika itp. – świadczą one na swój sposób o bogactwie obu tradycji chrześcijańskich. Podobne zewnętrzne różnice istnieją w prawosławiu – są to różnice kulturowe, bo prawosławie w Rosji wygląda inaczej niż prawosławie w Grecji, jeszcze inaczej wygląda ono w Ameryce, na Karaibach, w Indiach, Armenii, Nigerii, Kenii czy w Polsce. Choć cerkwie wyglądają inaczej, inne są liturgiczne śpiewy i odmienne nieco ikonografia, nauczanie Cerkwi zawsze i wszędzie jest jednakowe.

Nie znam polskojęzycznej strony, która ‚katechizmowo’ przedstawiałaby prawosławie. Dużo można dowiedzieć się ze starej wersji cerkiew.pl – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie – ale najlepszym rozwiązaniem byłaby lektura książki mego ulubionego Autora, metr. Kallistosa Ware, Kościół prawosławny. To najlepsze z istniejących wprowadzenie w prawosławie, obejmujące zarówno nauczanie/wiarę i nabożeństwo, ale również historię i współczesność prawosławia. Śmiem twierdzić, że to lepsze od katechizmu rozwiązanie, bo prezentuje prawosławie w kontekście całego chrześcijaństwa, jego długiej i trudnej, pełnej podziałów historii i nie mniej skomplikowanej współczesności. Znam wielu ludzi na świecie – prawosławnych, rzymskich katolików i protestantów – którzy dzięki tej właśnie książce nie tylko dowiedzieli się o prawosławiu, ale prawdziwie zrozumieli zarówno prawosławie, jak i rzymski katolicyzm i całe chrześcijaństwo.

Warto też sięgnąć do Misterium wiary metr. Hilariona Ałfiejewa. Obie książki są dostępne w sklepiku cerkiew.pl

Życzę odkrywczej katechetycznej (nie katechizmowej) lektury

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, wiara



Czy to prawda, że współżycie małżonków w sytuacji gdy spodziewają się dziecka jest grzechem? Alina

Słyszałem różne opinie na ten temat. Osobiście nie rozpatrywałbym tego jako grzechu, ale odwoływałbym się raczej do sfery „małżeńskiej etyki seksualnej”. Może w związku z tym warto zapytać co na ten temat mówią/piszą seksuo- i ginekolodzy?

Nie tak dawno odpowiadałem na pytania z tej sfery życia i napisałem wówczas m.in.:

W odniesieniu do „życia intymnego małżonków, Cerkiew zajmuje stanowisko niezwykle powściągliwe i jednocześnie pełne zaufania w poczucie ich odpowiedzialności”. Podczas misterium spowiedzi, kapłan „nie pragnie wdzierać się w intymność relacji tych, którzy stali się jednym ciałem […] obecność kogoś trzeciego, stawiającego pytania (nawet jeśli to osoba duchowna), byłaby nie na miejscu”.

Te wybrane cytaty z książeczki Mały Kościół – mistyczna przygoda małżeństwa, a szczególnie rozdziału pt. Duchowe podstawy życia seksualnego w małżeństwie.

W poszukiwaniach odpowiedzi na to i inne pytania, ten tekst sugeruje, aby zadać sobie następujące pytania: Czy to na pewno potrzebne/niezbędne dla podtrzymania i pogłębienia małżeńskiej więzi i miłości? Czy wypływa to z pragnienia, aby zaspokoić potrzebę bliskości ukochanej osoby? Czy na pewno pobudzi męża i żonę do kierowania swych cielesnych pragnień ku sobie nawzajem?

Tutaj też dużo zależy od kontekstu…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



https://orthpol.be/pl/sakramenty/ tutaj przeczytałem że sakrament pokuty nie jest przepustką do Eucharystii. Czy to prawda? I o co chodzi z tą PRZEPUSTKĄ? Kacper

Zacznijmy od małej, ale ważnej korekty – we wskazanym tekście nie czytamy o „sakramencie pokuty”, ale o sakramencie spowiedzi. Jeszcze lepiej (w prawosławnej terminologii) brzmiałoby: „misterium spowiedzi” albo „misterium pokajania”. Pokuta to zapożyczenie z zachodniej tradycji chrześcijańskiej i moim zdaniem błędne tłumaczenie greckiego terminu „metanoia” (cs. pokajanie – tłumaczonego na polski również jako opamiętanie, nawrócenie), bowiem pokuta kojarzy się z karą albo zadośćuczynieniem, a to niezgodne z prawosławnym pojmowaniem grzechu i spowiedzi. Pokajanie to „głębokie zrozumienie” tego, jakim się stałem przez to, że zgrzeszyłem i jednocześnie tego, jakim powinienem się stać/stawać przez to, że zostałem stworzony na obraz i podobieństwo Boga w Trójcy Osób. (polecam lekturę tekstu bp Kallistosa Ware, Prawosławne rozumienie pokajanija, zamieszczonego w książce Królestwo wnętrza, ale taż dostępnego tutaj – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&a_id=98)

Misterium spowiedzi „nie jest przepustką do Eucharystii” bo spowiedź i Eucharystia to dwa odrębne misteria, które u nas zostały niegdyś ze sobą „połączone” – przed przystąpieniem do Eucharystii wymagane zaczęło być przystąpienie do spowiedzi. To właśnie to powoduje, że spowiedź bywa często „sformalizowana” i traktowana jako „konieczność” przed Eucharystią. w tej kwestii polecam lekturę tekstu: Wiosna, dzieci, ogrody… dostępnego tutaj – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&a_id=51.

O spowiedzi traktują również inne teksty zamieszczone w dziale o prawosławiu na cerkiew.pl – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&typ=4&typ2=3&typ3=4 życzę prawdziwie pokajannej (z głębokim zrozumieniem i prowadzącej do głębokiego zrozumienia) i odkrywczej lektury…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Często zaczepiają nas świadkowie Jehowy, jak sami się nazywają, i namolnie z nami dyskutują próbując przeciągnąć nas na swoją stronę. Co Ksiądz myśli o tym wyznaniu? Czy jest chrześcijańskie, jak sami mówią o sobie? Antoni

Bez należytego solidnego przygotowania (którego niestety często/przeważnie nam brakuje) lepiej nie podejmować z nimi dyskusji i grzecznie, zdecydowanie  podziękować. Trudność ewentualnych rozmów z nimi polega na tym, że biegle posługują się własnym tłumaczeniem Pisma Świętego i cytatami ‚zręcznie’ wyrwanymi z kontekstu często udaje im się „udowodnić” i przekonać do swoich „racji”, które są wręcz heretyckie.

Jeśli chcesz przekonać się czy można ich uznać za chrześcijan, zapytaj ich czy wierzą w Boga w Trójcy Osób – Ojca Syna i Świętego Ducha i czy wierzą/wiedzą, że Jezus Chrystus jest wcielonym Bogiem tj. w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem – to dwa najważniejsze chrześcijańskie dogmaty. Odpowiedź zapewne/na pewno będzie po/wykrętna i sam się wtedy przekonasz, że to heretycka sekta. Tak niestety trzeba ich określić..

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe



Za pół roku biorę ślub – mój narzeczony jest wiary katolickiej – ja prawosławnej. Jestem chrześcijanką wierzącą ale słabo praktykującą w porównaniu do mojego przyszłego męża i jesli chodzi o wychowanie to zgodiłam się sama przed sobą już dawno, że narzeczony dużo lepiej wychowa przyszłe dzieci w wierze religijnej katolickiej i ja z ogromną przyjemnością będę mu w tym pomagała. Sami częściej chodzimy do kościoła niż cerkwi – chociaż nasi rodzice również są mieszanym małżeństwem. Ślub w cerwki nie wchodzi w grę – ze wzgl.na to, że nie jestem w stanie zadeklarować tego czego wyaga cerkiew w związku z wychowaniem dzieci. Ślub więc odbędzie się w kościele – a ja, mimo to dalej chciałabym zostać przy swojej wierze, chociaż naprawdę zależy mi na przyjęciu sakramentu małżeństwa (przy czym wiem również, że jesi przyjmę komunie w kościele to będzie to uznane przez cerkiew jako przejście na wiarę katolicką). Czy jest jakaś szansa żeby to rozwiązać dobrze? Dużo się nasłuchałam rownież, że mogę mieć problem z odebraniem swojego aktu chrztu ze swojej parafii (cerkwi) – dlaczego to może stanowić problem dla mojej parafii? Akt chrztu nie należy do mnie? Oczywiście dalej chciałabym zostać parafianką – ale coraz częściej widzę, że jest dużo sprzeczności i zaczynam się czuć jak „wyrzutek chrześcijański”. Jaki jest złoty środek takiej sytuacji? Czy coś możecie mi doradzić? Dodam, że przeszło mi przez myśl, czy nie będzie łatwiej jak przejdę na inną wiarę – tam gdzie zdecydowałam się wychowywać dzieci -w kościele. Nie będę się czuła na pewno w pełni katoliczką – ale z drugej strony mam wrażenie, że cerkiew też mnie nie będzie chciała. Julianna

Przyznam szczerze, że czytając Pani tekst, z wielu powodów miałem tzw. „mieszane uczucia”. Wiele można by czy nawet należałoby Pani wyjaśnić, ale mam poważne wątpliwości, czy rzeczywiście tego Pani oczekuje. Spróbuję wyjaśnić to Pani własnymi słowami.

W Pani wypowiedzi pojawia się m.in. niepokojące stwierdzenie: <<Oczywiście dalej chciałabym zostać parafianką – ale coraz częściej widzę, że jest dużo sprzeczności i zaczynam się czuć jak „wyrzutek chrześcijański”>>. Domyślam się, że chodzi Pani o odczucie „wyrzucenia z prawosławia”  i wydaje mi się to co najmniej dziwne, bo wcześniej stwierdza Pani: „Jestem chrześcijanką wierzącą ale słabo praktykującą”, „zgodziłam się sama przed sobą już dawno, że narzeczony dużo lepiej wychowa przyszłe dzieci w wierze religijnej katolickiej”, a do tego „ja z ogromną przyjemnością będę mu w tym pomagała”, bo „sami częściej chodzimy do kościoła niż cerkwi”; „ślub w cerkwi nie wchodzi w grę” i „wiem również, że jeśli przyjmę komunie w kościele to będzie to uznane przez cerkiew jako przejście na wiarę katolicką” oraz „przeszło mi przez myśl, czy nie będzie łatwiej jak przejdę na inną wiarę – tam gdzie zdecydowałam się wychowywać dzieci – w kościele”. Wyczuwalna jest też pretensja: „Akt chrztu nie należy do mnie?”

W związku z powyższym mam nieodparte, niestety, wrażenie, że Pani już dawno zdecydowała – zrezygnowała już Pani z prawosławnego chrześcijaństwa, ale swoją własną decyzję próbuje Pani „usprawiedliwić” czy raczej „przypisać” ją komuś/czemuś innemu – inaczej mówiąc: zrzucić winę na kogoś/coś innego.

Poczucie winy, albo co najmniej dyskomfortu, wyczuwalne jest w Pani stwierdzeniach: „Oczywiście dalej chciałabym zostać w parafii” ale „mam wrażenie, że cerkiew też mnie nie będzie chciała”. „Czy  jest jakaś szansa żeby to rozwiązać dobrze?”

W odniesieniu do małżeństw mieszanych wyznaniowo zawieranych w kościele (a nie w cerkwi) i rezygnacji z prawosławia, ktoś dysponujący wiedzą i doświadczeniem na ten temat powiedział niegdyś, że decydują się na to prawosławni, którzy nie znają prawosławia – gdyby znali je w podstawowym nawet  wymiarze, nigdy nie przyszłoby im to do głowy…

Pani słowa sugerują również, że nie jest Pani zainteresowana „nadrabianiem zaległości”, bo stwierdza Pani, że „z ogromną przyjemnością będę mu […] pomagała” w wychowywaniu „dzieci w wierze religijnej katolickiej”. Piszę o tym z przykrością, bo znam takie małżeństwo mieszane wyznaniowo, w którym rodzice, katolik i prawosławna, „faszerowali” swe ukochane dzieci tym, co uważali za najlepsze i najbardziej wartościowe i godne uwagi w obu ich chrześcijańskich tradycjach – wschodniej i zachodniej. Efekt był/jest „piorunujący” – dzieci wychowywane w ten sposób „oddychają obydwoma chrześcijańskimi płucami” i okazują się wielce wartościowymi , lepszymi chrześcijanami i ludźmi. (Chyba kiedyś pisałem już o tym w jednej z wy/odpowiedzi na temat małżeństw mieszanych wyznaniowo.)  Jednak, aby przekazać dzieciom wszystko, co najlepsze we wschodniej tradycji chrześcijańskiej, trzeba ją znać,  a jak mówi pewne przysłowie: „z pustego nawet sam Salomon nie naleje”…

„Jaki jest złoty środek takiej sytuacji?” Trudno odpowiedzieć na to pytanie „całościowo”. Wskażę jedną z wielu możliwości. Skoro Pani wie, że „jeśli przyjmę komunie w kościele to będzie to uznane przez cerkiew jako przejście na wiarę katolicką”, wystarczyłoby poprosić  księdza, by nie udzielał Pani komunii podczas ślubu, bo jest(?) Pani prawosławna i chciałaby(?) Pani pozostać prawosławną chrześcijanką. To bardzo prosta „recepta”, nieprawdaż?. Podobnie „proste” (ale również „wymagające”) rozwiązania mają też inne wskazane przez Panią „trudności”.

Jak mówią „mądrości ludowe”: na wszystko jest sposób, ale trzeba go szukać, znaleźć i zastosować… Ewangeliczne słowa Chrystusa zachęcają i przekonują: „Szukajcie, a znajdziecie”…

Owocnych poszukiwań życzę.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara, życie duchowe



Odpisuje ksiądz o sakramencie spowiedzi dla ciężko chorej osoby dlaczego nie wspomina o namaszczeniu chorego (soborowanie). Maria

Nie pamiętam konkretnego pytania na ten temat – nie pisałem o tym, bo łatwo i szybko dostępne są bardzo dobre teksty o misterium namaszczenia świętym olejem autorstwa o. Konstantego Bondaruka, prof. Paula Meyendorffa i bp Kallistosa Ware – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&typ=4&typ2=3&typ3=7 .

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, literatura



Urodziłem się w rodzinie katolickiej, ale będąc dorosłym konwertowałem na baptyzm. Od dłuższego czasu odkrywam historię Kościoła, duchowość prawosławną i myślę o konwersji. Jaka jest droga konwersji dla aktualnego protestanta-baptysty? Co z moim małżeństwem (zawartym w zborze protestanckim)? Szymon

Droga konwersji do prawosławie powinna być moim zdaniem „wyważona”, dobrze przygotowana i „przeprowadzona”. Polecam w związku z tym lekturę tekstów konwertytów o ich drodze do prawosławia – jest ich kilka na portalu cerkiew.pl (w starej wersji, w dziale „o prawosławiu” – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&typ=9&typ2=4). Szczególnie polecam dostępny tam tekst biskupa Kallistosa Ware – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&a_id=88 . To pierwszy rozdział Jego książki Królestwo wnętrza, której lekturę w całości też wszystkim polecam. Warto też sięgnąć do pozostałych tekstów bp Kallistosa – Kościół prawosławny, Misteria uzdrowienia, Tam skarb twój gdzie serce twoje, Człowiek jako ikona Trójcy Świętej.

Po odpowiednim przygotowaniu (najlepiej pod przewodnictwem prawosławnego duchownego) przyjęcie do prawosławia rzymskich katolików i niektórych protestantów następuje zwykle przez misterium (sakrament) spowiedzi i Eucharystii. W niektórych Cerkwiach lokalnych sprawowany jest na tę okoliczność specjalny ryt przyjęcia do prawosławia.

Ze ślubem trudniejsza sprawa, bo z tego co wiem, baptyści nie uznają małżeństwa za sakrament. Trzeba będzie o tym porozmawiać z duchownym, a być może lektura podpowie więcej.

Owocnej, przekonywującej i utwierdzającej lektury życzę

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk



Czy w prawosławiu na terenie Polski żywa jest współcześnie instytucja starca? Gdzieś wyczytałem, że bodajże na Świętej Górze Athos przebywa pewien mnich z Polski, ojciec Gabriel. Czy faktycznie jest to jedyny mnich z Polski żyjący w Athoskich klasztorach, i czy jest uznany za starca? Jeśli tak jest, czy można uznać ojca Gabriela za jedynego polskojęzycznego starca, oraz czy jest możliwy z nim kontakt, spotkanie? Krzysztof

Po pierwsze, starcostwa nie nazywałbym „instytucją”. Po drugie, nie każdy mnich żyjący na Świętej Gorze Athos to starzec (nawet jeśli to jedyny mnich z danego kraju). Z tego co wiem, o. Gabriel rzeczywiście jest jedynym athoskim mnichem z Polski. Aktywnie współpracuje w hajnowskim wydawnictwem Bratczyk.

Na temat posługi starca można też poczytać w: Przewodnictwo duchowe w prawosławiu – jeden z rozdziałów książki bp Kallistos Ware, Królestwo wnętrza, Lublin 2003; W. Misijuk, Przewodnictwo duchowe w monastycyzmie prawosławnym, Lublin 2014. Polecam lekturę 🙂

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, literatura, wiara, życie duchowe



Strona 20 z 26« Pierwsza...10...1819202122...Ostatnia »