Jakie jest stanowisko Cerkwi na temat olejków poświęconych przed ikonami lub na relikwiach świętych? Jan

Wydaje mi się, że używanie takich olejków w naszej Cerkwi jest dość powszechne. Więc stosunek do tego rodzaju pobożności jest jak najbardziej pozytywny.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, pozostałe



Niedawno czytałem, że na początku lat 90 XX wieku miał odbyć się lokalny sobór polskiej Cerkwi. Mieli w nim wziąć udział przedstawiciele (także świeccy) wszystkich parafii w kraju, a jego przedmiotem miało być określenie roli Cerkwi w nowej rzeczywistości, wyznaczenie kierunków działania. Uważam, że był to doskonały pomysł na pobudzenie życia wewnątrzcerkiewnego, zaangażowanie nowych osób w działalność Kościoła, jego odświeżenie. W związku z tym, czy obecnie rozważa się powrót do idei zwołania takiego soboru? Andrzej

Tak rzeczywiście było, w latach 90-tych ubiegłego wieku poczyniono szereg starań w kierunku zwołania Soboru Lokalnego. Zgodnie ze Statutem Wewnętrznym PAKP Sobór Lokalny pozostaje najwyższą władzą w naszej Cerkwi (Zob. Statut Wewnętrzny PAKP R.II). Metropolita Sawa, kiedy obejmował urząd Zwierzchnika Cerkwi (w 1998 r.) wskazywał, że w jego planach jest zwołanie Soboru Lokalnego. Życie potoczyło się jednak swoim torem i do zwołania Soboru jak do tej pory nie doszło. Myślę, że idei zwołania takiego Soboru nie należy zarzucać. Trzeba też pamiętać, że przygotowanie tak ważnego wydarzenia jest dość trudnym, skomplikowanym i wymagającym sporo wysiłku.

Kategorie: historia, ks. Andrzej Kuźma



W niektórych monasterach za granicą można kupić wino „zwykłe” i dla pryczaszczenija. Czy to oznacza że to drugie jest wyłącznie dla sakramentu Eucharystii i nie można go spożywać w domu? Czy mając takie wino powinnam je odnieść do cerkwi? Anna

Wino, które używane jest do Eucharystii powinno być czerwone i słodkie. Podejrzewam, że to z napisem „do priczaszczenija” właśnie takie jest. Nie oznacza to, że nie wolno go spożywać tak normalnie. Można go też używać do zwyczajnej konsumpcji.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, pozostałe



Jak długo modlimy się za osobę zmarłą jako nowo predstawlenną? Rok? Ewa

Za osobę jako nowo-predstwlennyj (nowo-predstawlennaja) modlimy się przez okres 40 dni.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika



Chcemy, aby chrzestnymi naszego dziecka był brat męża i jego siostra cioteczna, z tym ze brat męża jest ojcem chrzestnym właśnie tej siostry ciotecznej. Czy jest to możliwe i czy nie ma żadnych przeciwwskazań? Justyna?

Trochę jest tu skomplikowana sprawa małżeństwa, ale nam ona mocno nie interesuje, chodzi nam o chrzest. Taka para rodziców chrzestnych może być na chrzcie.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Pragnę zapytać dlaczego nasz Metropolita autokefalicznego kościoła prawosławnego w Polsce nie opublikuje informacji lub komunikatu do swoich wiernych, jak uczynili to inni przewódcy biskupi lokalnych cerkwi prawosławnych w Grecji, Serbii czy nawet Rosji? Taka wypowiedź na prawosławnym w tych trudnych dniach jest bardzo potrzeba dla podtrzymania jedności prawosławnej jak i dla duchowej potrzeby. Makar

17 marca 2020 r. był wydany komunikat Soboru Biskupów naszej Cerkwi dotyczący epidemii. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie by poszczególni biskupi w swoich diecezjach wydawali oświadczenia i zalecenia, natomiast informacja od wszystkich biskupów (Soboru Biskupów) posiada znacznie wyższą wagę.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, pozostałe



Jesteśmy z chłopakiem wyznania prawosławnego, zostaliśmy poproszeni o zostanie chrzestnymi dziewczynki prawosławnej mojej rodzonej siostry, jednak zachodzi w mej głowie pytanie. Gdy będziemy chcieli wziąć ślub w Cerkwii w przyszłości czy byłaby taka możliwość? Dodam, że nie jesteśmy w żadnym sposobie spokrewnieni. Karolin

Nie ma problemu abyście teraz zostali rodzicami chrzestnymi dziecka a w przyszłości zawarli związek małżeński.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Jak przekonać się, że decyzja o przyjęciu prawosławia jest właściwa? Interesowałem się prawosławiem, byłem kilka razy na liturgii, ale szczerze mówiąc zabrakło odwagi, by porozmawiać z duchownym. W prawosławiu jest piękna liturgia, da się zauważyć głęboką wiarę wiernych i duchownych oraz wyznaje się niezmienną naukę apostolską. W sumie autentyczna wiara jest elementem, który przyciąga mnie do prawosławia. A jednak odstrasza mnie fakt, że wszyscy moi znajomi i rodzina są katolikami i nie znam osobiście nikogo, kto jest gorliwym prawosławnym i wspierałby mnie w tej decyzji najpierw poznania prawosławia i przyjęcia go. Co w mojej sytuacji mógłbym uczynić, aby rozeznać lepiej moją sytuację duchową? Matusz

To z pewnością bardzo trudna bo bardzo ważna decyzja. Pomocna z pewnością może być aktywna odpowiedź na zaproszenie: „Przyjdź i zobacz…” Kilka razy na Liturgii to może jeszcze za mało. Spróbujmy dowiedzieć się/doświadczyć więcej. Tego rodzaju decyzji nie można podejmować „pod wrażeniem” piękna czy ‚egzotyki’. To musi być rozważny, głęboko przemyślany i zdecydowany krok powodowany głęboka „potrzebą umysłu i serca”.

Dobrze byłoby z kimś o tym (po)rozmawiać – z duchownym w szczególności, ale jeśli (tymczasem…?) brakuje odwagi, to polecam lekturę tekstów napisanych przez ludzi, którzy wybrali prawosławie (http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&typ=9&typ2=4) i opisują swoje rozterki i problemy „po drodze”. Jeden z nich to „Moja droga do Kościoła prawosławnego” biskupa Kallilstosa Ware. Bardzo pomocna pod wieloma względami będzie też książka tego samego Autora „Kościół prawosławny”.

Życzę pożytecznej, owocnej lektury i pomocnych spotkań…

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk



Jestem osobą prawosławną, wierzącą i praktykującą i do niedawna dumną z faktu przynależności do Prawosławia. Niestety, ostatnie wydarzenia, wstrząsające naszym światem, weryfikują ten fakt. Z moich obserwacji wynika, że Polska Prawosławna Cerkiew lekceważy wszelkie zalecenia dotyczące realnego zagrożenia zarażeniem się COVID-19. Niestety, nie są u nas chronieni najsłabsi, najstarsi członkowie wspólnoty. Z czego to wynika? Czy , jako wierzący, uważamy, że Bóg ich uchroni i nie musimy przestrzegać wypracowanych przez lekarzy i naukowców zasad. Jeśli tak myślą niektórzy – to wydaje mi się, że są w błędzie. Na Ukrainie chorują masowo mnisi, a więc w Cerkwi osoby głęboko wierzące też niestety mogą się zarazić. Właśnie w trosce o innych słabszych, starszych, najbardziej narażonych na zachorowanie powinniśmy wspólnie się zastanowić w jaki sposób mogą oni bezpiecznie uczestniczyć w życiu Cerkwi. Ochronie nie podlegają, a wręcz najbardziej są narażone na zarażenie, osoby duchowne w starszym wieku. W naszych cerkwiach biegają bez maseczek dzieci, a przecież one mogą być nosicielami wirusa. Podobnie w ołtarzach służbę pełni kilka, a nawet kilkunastu „prisłużników”, przeważnie bez maseczek[czy musi być ich tak dużo]. Na domiar złego, nawoływania do przychodzenia do Cerkwi, wygłaszane przez proboszczów poszczególnych parafii, wywołują u osób przestrzegających izolację, poczucie winy. Tylko nieliczni spośród naszego Duchowieństwa zachęcają do uczestnictwa w nabożeństwach transmitowanych przez TV i Internet. Organizuje się, tak jakby nie było epidemii, odpusty, święta parafialne. Czy naprawdę to jest konieczne. A może Duchowni, a zwłaszcza Hierarchowie naszej Cerkwi dysponują jakąś tajemną wiedzą na temat koronawirusa? Może jest jakieś ziarno prawdy, w teoriach spiskowych rozprzestrzenianych w Internecie. Jeśli Duchowni mają taką wiedzę, to powinni się podzielić ją z wiernymi. Czy wreszcie dla wspólnego dobra/zdrowia nie powinniśmy zmienić trochę naszych przyzwyczajeń takich jak całowanie kilku/ kilkunastu ikon podczas jednej wizyty w Cerkwi, całowanie duchownych po rękach. Czy osoby odpowiedzialne za swoje małe wspólnoty/parafie nie powinny uświadomić parafian co jest ważne, a co mniej; jak należy się zachowywać w tych trudnych czasach w Cerkwi, żeby przeżyć. Siostrzane prawosławne cerkwie wprowadzają, w trosce o poczucie bezpieczeństwa wiernych, a także po to by nie wystawiać Pana Boga na próbę, różne formy bezpieczeństwa: dezynfekuje się pędzelek do „miropomazowania”; „łżycę”, stosuje się jednorazowe łyżeczki do „priczastia”z materiałów organicznych, które po wykorzystaniu można spalić, stosuje się małe czasze do „priczastia” dla poszczególnych „swiaszczennikow” itp. Przykładów jest dużo; jest w czym wybierać. A są przecież w tych Cerkwiach autorytety, które gościliśmy u nas i darzyliśmy szacunkiem… Ale można też czekać aż stracimy najstarszych, często najbardziej wartościowych członków wspólnoty. Wtedy, młodzi, którzy stracą najbliższych, odejdą od Cerkwi, która nie wspomogła ich w ciężkich chwilach. Taka Cerkiew nie przetrwa, bo nie dba o słabych, chorych, utrudzonych życiem, w czym zaprzecza nauce Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Ewa

Nie zgadzam się z Pani opinią na temat „lekceważenia przez Cerkiew w Polsce wszelkich zaleceń dotyczących realnego zagrożenia zarażeniem się COVID-19”. Zachęcam, aby spojrzała Pani na opisywane kwestie z nieco innej perspektywy, bo „z boku widać lepiej”. Twierdzi Pani, że „nie są u nas chronieni najsłabsi, najstarsi członkowie wspólnoty”. Z tego co sam zauważyłem i co potwierdzają inni duchowni i wierni naszej (i nie tylko naszej) Cerkwi, stosujemy środki ostrożności, tylko w różnych miejscach różnie to wygląda i różnie się przejawia. Wprowadzone zostały dodatkowe „środki bezpieczeństwa higienicznego”, ale na szczęście nie było potrzeby posuwać się do tych „skrajnych”, opisywanych przez Panią, a zastosowanych częściowo jedynie w dwóch lokalnych Cerkwiach i do tego jedynie w niektórych parafiach w szczególnie zagrożonych miejscach/regionach.

Nasze cerkwie i kościoły nie zostały zamknięte, jak to miało miejsce w innych krajach, ale drastycznie ograniczona została liczba uczestniczących w nabożeństwach. Mogło się zdarzyć, że było ich nieco więcej niż dopuszczalnych 5, ale jak wytłumaczyć fakt, że w tym samym czasie w innych miejscach na dużo mniejszej powierzchni mogła znajdować się dużo większa ilość osób? W przegubowym autobusie komunikacji miejskiej mogłoby ich być ok. 20? Ponadto, skoro w nabożeństwach mogło uczestniczyć (i uczestniczyło) tak niewielu wiernych, czy rzeczywiście zaistniała skrajna konieczność stosowania skrajnych „środków zapobiegawczych”?

Znam osobiście kilka starszych osób, które nie usłuchały próśb, a nawet błagań członków ich rodzin, aby zostały w domu – regularnie przychodziły i przychodzą na cerkiewne nabożeństwa. Rozmawiałem z nimi i usłyszałem, że nabożeństwa są dla nich tak bardzo ważne, że nie mogą „wysiedzieć w domu”… Wyjaśnia to poniekąd sam termin „prawosławie” (z przynależności do którego do niedawna była Pani dumna), który wskazuje, jak bardzo ważne są dla nas nabożeństwa – prawa, prawidłowa sława, chwała, oddawanie chwały Bogu. Mamy to niejako „zapisane w kodzie genetycznym” – nabożeństwo jest dla nas jak oddychanie, albo bicie serca – jeżeli ustanie, czy nie wypadałoby obawiać się, że umrzemy…? Wielu wiernych nie mogło w tym czasie uczestniczyć w nabożeństwach, pozostawali w domu, ale modlili się za nich ci, którzy przychodzili do cerkwi. W ten sposób cerkiewna modlitwa nie ustała. Wierzę, że w tym trudnym czasie była nam wszystkim szczególnie potrzebna i może to również dzięki niej epidemia w Polsce nie rozwinęła się tak bardzo jak, w innych krajach.

Gdyby Cerkiew w Polsce rzeczywiście „lekceważyła wszelkie zalecenia dotyczące realnego zagrożenia zarażeniem się COVID-19”, to pewnie „zemściłoby się” to na nas licznymi przypadkami zarażenia tym wirusem. Ja natomiast słyszałem o tylko jednym duchownym, który okazał się nosicielem wirusa i jego uczestnictwo w nabożeństwie spowodowało profilaktyczną kwarantannę kilku innych duchownych i wiernych, którzy mieli z nim kontakt. Testy wykazały jednak, że nikt spośród nich nie uległ zarażeniu.

Zachęcam do weryfikacji opinii. W przywracaniu poczucia dumy z przynależności do Prawosławia warto pamiętać o niezbędnej przy tym pokorze i skromności…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe



Jestem młodym chrześcijaninem wkraczającym w dorosłe życie. Od ponad roku borykam się z problemem moich uczuć do pewnej kobiety, nie mogę zaznać spokoju, darze ją uczuciem niestety bez wzajemności, nic nie mogę z tym zrobić jest mi z tym dosyć ciężko, nasze relacje raczej się nie poprawią. Jestem całkowicie odcięty, staram się zapomnieć, chce poczuć spokój, nie myśleć o tej osobie. Dlatego zwracam się z pytaniem co mogę zrobić, mam żyć dalej z tym uczuciem (które jest szczere) czy porzucić, jeśli tak to czy mogę uzyskać jakieś rady. Gabriel

Szczerze współczuję i jednocześnie życzę szybkiego ukojenia w tym stanie bolesnej rozterki.

Polecam lekturę tekstów bp Kallistosa Ware, które wskazują na ‚uniwersalne’ i sprawdzone metody poszukiwania rozwiązań i na swój sposób pomagają w zmaganiach z wieloma problemami czy trudnościami, z którymi mamy do czynienia. W tekście „Teologia nabożeństwa” – http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&a_id=61 bp Kallistos wyjaśnia dlaczego to takie ważne, aby w naszym życiu „stać przed Bogiem z umysłem w sercu”.

Drugi tekst, „Misterriumn śmierci i zmartwychwstania” http://www.typo3.cerkiew.pl/index.php?id=prawoslawie&a_id=218 , wart jest przeczytania, bo mówi między innymi o „zgonach wielkich i małych”, o naszym codziennym doświadczaniu śmierci… i zmartwychwstania!!!

Polecam te teksty bo w sytuacji, która opisują klasyczne już stwierdzenia: „Z tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz” i „Bo do tanga trzeba dwojga” wypadałoby kierować się nie tylko sercem i nie tylko umysłem, ale postępować dalej przez życie „z umysłem w sercu” (ale też nie „z sercem w umyśle”). Co równie ważne i co po podkreśla nasza prawosławna liturgika i życie duchowe – za każdym razem, gdy w tekstach liturgicznych wspominany jest Krzyż i ukrzyżowanie, zawsze wspominamy też zmartwychwstanie Chrystusa. Po śmierci Chrystusa nastąpiło Jego zmartwychwstanie, które otwiera nam drogę do nowego życia. My też umrzemy z nadzieją i z wiarą ze powstaniemy z martwych. Powinniśmy codziennie umierać dla grzechu, aby żyć z Bogiem i w Bogu. Koniec czegoś to jednocześnie początek czegoś nowego.

Ponadto, mądrości ludowe podpowiadają: „Im prędzej tym lepiej” albo ” Lepiej później, niż wcale”… Było, jest i będzie trudno, ale Amerykanie mówią: „No pain, no gain”…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe, wiara



Strona 2 z 8212345...102030...Ostatnia »