Proszę Księdza prześladuje mnie myśl o śmierci. Nigdy tak nie miałam, Nikt z mojej rodziny czy znajomych Teraz nie umarł. Nigdy takich myśli nie miałam, mam 34 lata, wierzę w Boga ale jestem tym zaskoczona i nie wiem co robić. Te myśli dotyczą tego że umrę /jak wszyscy/, lęku przed śmiercią i tego czy i co dalej będzie. Zastanawiam się czy to nie następstwo /stres/ po czasie zamknięcia i zmiany stylu życia przez pandemię ( przed nią moje życie było wypełnione ludźmi i spotkaniami z nimi w ramach pracy, bywanie na mieście – Teraz jest to cały czas praca z domu, bycie w domu. Moi wszyscy dawni klienci wykruszyli się w sposób naturalny, nikt też nie chce podjąć ryzyka ze spotkaniami i pracą twarzą w twarz). Anonim

Z jednej strony to niepokojące, ale z drugiej (z tzw. odwróconej perspektywy) wypadałoby się z tego cieszyć. W dawnych czasach chrześcijanie nie witali się słowami: ‚dzień dobry’, lecz napominali siebie nawzajem, mówiąc: „Pamiętaj o śmierci” (łac. Memento mori). Nie robili tego, żeby przypominaniem o śmierci obrzydzać sobie życie, ale po to, aby lepiej żyć. Ludzie już dawno zauważyli, że w obliczu śmierci człowiek próbuje żyć ‚dokładniej’ – skoro to może być jego ostatnie słowo, to wypowiada je ‚z namaszczeniem’, nadając mu pełnię treści – „dzień dobry” staje się prawdziwie życzeniem dobrego dnia, przestaje być pobieżnym, bezrefleksyjnym „bry”, czy czymś w tym rodzaju. Bliscy również inaczej (lepiej) odnoszą się do umierającego, bo ich słowa czy gesty mogą być ostatnimi, które umierający „zabierze ze sobą do grobu”… Pamięć o śmierci powinna nam towarzyszyć na co dzień, aby pomagać nam na bieżąco napełniać głębią treści wszystkie nasze słowa, nasze uczynki, naprawiać i udoskonalać nasze relacje z innymi ludźmi. To nam potrzebne (niezbędne) na drodze do zbawienia. Trzeba nam, chrześcijanom, pamiętać, że dopiero po śmierci wracamy do „miejsca naszego stałego zameldowania”, którym jest niebiańskie Jeruzalem – królestwo Boże. Tutaj na ziemi jesteśmy zameldowani tylko tymczasowo. Nasze miejsce jest w wieczności… Śmierć jest końcem życie ziemskiego, ale jednocześnie jest początkiem nowego, wiecznego życia, do którego wprowadza nas nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus. Niepokojąca może być możliwość, że natrętne, niekontrolowane myśli o śmierci spowodują równie natrętne i niepożądane myśli o samobójstwie. Z tego rodzaju myślami koniecznie trzeba walczyć. Najlepiej nie dopuszczać ich do naszego umysłu, a jeśli się pojawiają, trzeba je jak najszybciej zwalczać, nie wolno się nimi ‚zajmować’, wchodzić z nimi w dialog. Najnowsze badania medyczne wskazały na wiele źródeł myśli samobójczych – okazuje się, że jednym z nich było swego czasu łatwo dostępne lekarstwo na anginę (a obecnie różnych leków jest dużo więcej, więc warto „przed ich użyciem skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą”…). Samotność i izolacja spowodowana pandemią mogły spowodować i nasilić myśli o śmierci i umieraniu, mogły też być pobudzone czy wzmożone jakimiś innymi czynnikami. Skoro się pojawiły, próbuj wykorzystać je pozytywnie i konstruktywnie – niech pobudzają do myślenia o tym, co dobrego można by tu jeszcze zrobić na tej ziemi. Niech pobudzają do dobrego działania.

Na koniec proponuję jeszcze dwa cytaty. W tekstach prawosławnego nabożeństwa pogrzebowego czytamy:

Na początku z niczego stworzyłeś mnie Panie
I obdarzyłeś mnie Twym Bożym obrazem.
Ale przez to, że przykazań Twych nie spełniłem,
Przywróciłeś mnie ziemi, z której wzięty zostałem.
Przywróć mnie znów do Twego podobieństwa
Odtwarzając obraz dawnej chwały i uroku.

W skomponowanym dla siebie epitafium, Beniamin Franklin (jeden z „ojców założycieli Stanów Zjednoczonych”, który z zawodu był drukarzem)stwierdził, że śmierć jest sposobem na to, abyśmy doznali „poprawy i uzupełnienia”:

Ciało
Beniamina Franklina, drukarza,
spoczywa tutaj, (pokarm dla robaków!)
jak okładka starej księgi,
ze zużytą zawartością,
pozbawiona tytułu i złoceń.
Samo dzieło nie ulegnie jednak zatraceniu,
albowiem, jak wierzył, pojawi się ponownie
w nowym,
jeszcze piękniejszym wydaniu,
poprawionym i uzupełnionym
przez swego Autora!

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe