Jestem osobą prawosławną, wierzącą i praktykującą i do niedawna dumną z faktu przynależności do Prawosławia. Niestety, ostatnie wydarzenia, wstrząsające naszym światem, weryfikują ten fakt. Z moich obserwacji wynika, że Polska Prawosławna Cerkiew lekceważy wszelkie zalecenia dotyczące realnego zagrożenia zarażeniem się COVID-19. Niestety, nie są u nas chronieni najsłabsi, najstarsi członkowie wspólnoty. Z czego to wynika? Czy , jako wierzący, uważamy, że Bóg ich uchroni i nie musimy przestrzegać wypracowanych przez lekarzy i naukowców zasad. Jeśli tak myślą niektórzy – to wydaje mi się, że są w błędzie. Na Ukrainie chorują masowo mnisi, a więc w Cerkwi osoby głęboko wierzące też niestety mogą się zarazić. Właśnie w trosce o innych słabszych, starszych, najbardziej narażonych na zachorowanie powinniśmy wspólnie się zastanowić w jaki sposób mogą oni bezpiecznie uczestniczyć w życiu Cerkwi. Ochronie nie podlegają, a wręcz najbardziej są narażone na zarażenie, osoby duchowne w starszym wieku. W naszych cerkwiach biegają bez maseczek dzieci, a przecież one mogą być nosicielami wirusa. Podobnie w ołtarzach służbę pełni kilka, a nawet kilkunastu „prisłużników”, przeważnie bez maseczek[czy musi być ich tak dużo]. Na domiar złego, nawoływania do przychodzenia do Cerkwi, wygłaszane przez proboszczów poszczególnych parafii, wywołują u osób przestrzegających izolację, poczucie winy. Tylko nieliczni spośród naszego Duchowieństwa zachęcają do uczestnictwa w nabożeństwach transmitowanych przez TV i Internet. Organizuje się, tak jakby nie było epidemii, odpusty, święta parafialne. Czy naprawdę to jest konieczne. A może Duchowni, a zwłaszcza Hierarchowie naszej Cerkwi dysponują jakąś tajemną wiedzą na temat koronawirusa? Może jest jakieś ziarno prawdy, w teoriach spiskowych rozprzestrzenianych w Internecie. Jeśli Duchowni mają taką wiedzę, to powinni się podzielić ją z wiernymi. Czy wreszcie dla wspólnego dobra/zdrowia nie powinniśmy zmienić trochę naszych przyzwyczajeń takich jak całowanie kilku/ kilkunastu ikon podczas jednej wizyty w Cerkwi, całowanie duchownych po rękach. Czy osoby odpowiedzialne za swoje małe wspólnoty/parafie nie powinny uświadomić parafian co jest ważne, a co mniej; jak należy się zachowywać w tych trudnych czasach w Cerkwi, żeby przeżyć. Siostrzane prawosławne cerkwie wprowadzają, w trosce o poczucie bezpieczeństwa wiernych, a także po to by nie wystawiać Pana Boga na próbę, różne formy bezpieczeństwa: dezynfekuje się pędzelek do „miropomazowania”; „łżycę”, stosuje się jednorazowe łyżeczki do „priczastia”z materiałów organicznych, które po wykorzystaniu można spalić, stosuje się małe czasze do „priczastia” dla poszczególnych „swiaszczennikow” itp. Przykładów jest dużo; jest w czym wybierać. A są przecież w tych Cerkwiach autorytety, które gościliśmy u nas i darzyliśmy szacunkiem… Ale można też czekać aż stracimy najstarszych, często najbardziej wartościowych członków wspólnoty. Wtedy, młodzi, którzy stracą najbliższych, odejdą od Cerkwi, która nie wspomogła ich w ciężkich chwilach. Taka Cerkiew nie przetrwa, bo nie dba o słabych, chorych, utrudzonych życiem, w czym zaprzecza nauce Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Ewa

Nie zgadzam się z Pani opinią na temat „lekceważenia przez Cerkiew w Polsce wszelkich zaleceń dotyczących realnego zagrożenia zarażeniem się COVID-19”. Zachęcam, aby spojrzała Pani na opisywane kwestie z nieco innej perspektywy, bo „z boku widać lepiej”. Twierdzi Pani, że „nie są u nas chronieni najsłabsi, najstarsi członkowie wspólnoty”. Z tego co sam zauważyłem i co potwierdzają inni duchowni i wierni naszej (i nie tylko naszej) Cerkwi, stosujemy środki ostrożności, tylko w różnych miejscach różnie to wygląda i różnie się przejawia. Wprowadzone zostały dodatkowe „środki bezpieczeństwa higienicznego”, ale na szczęście nie było potrzeby posuwać się do tych „skrajnych”, opisywanych przez Panią, a zastosowanych częściowo jedynie w dwóch lokalnych Cerkwiach i do tego jedynie w niektórych parafiach w szczególnie zagrożonych miejscach/regionach.

Nasze cerkwie i kościoły nie zostały zamknięte, jak to miało miejsce w innych krajach, ale drastycznie ograniczona została liczba uczestniczących w nabożeństwach. Mogło się zdarzyć, że było ich nieco więcej niż dopuszczalnych 5, ale jak wytłumaczyć fakt, że w tym samym czasie w innych miejscach na dużo mniejszej powierzchni mogła znajdować się dużo większa ilość osób? W przegubowym autobusie komunikacji miejskiej mogłoby ich być ok. 20? Ponadto, skoro w nabożeństwach mogło uczestniczyć (i uczestniczyło) tak niewielu wiernych, czy rzeczywiście zaistniała skrajna konieczność stosowania skrajnych „środków zapobiegawczych”?

Znam osobiście kilka starszych osób, które nie usłuchały próśb, a nawet błagań członków ich rodzin, aby zostały w domu – regularnie przychodziły i przychodzą na cerkiewne nabożeństwa. Rozmawiałem z nimi i usłyszałem, że nabożeństwa są dla nich tak bardzo ważne, że nie mogą „wysiedzieć w domu”… Wyjaśnia to poniekąd sam termin „prawosławie” (z przynależności do którego do niedawna była Pani dumna), który wskazuje, jak bardzo ważne są dla nas nabożeństwa – prawa, prawidłowa sława, chwała, oddawanie chwały Bogu. Mamy to niejako „zapisane w kodzie genetycznym” – nabożeństwo jest dla nas jak oddychanie, albo bicie serca – jeżeli ustanie, czy nie wypadałoby obawiać się, że umrzemy…? Wielu wiernych nie mogło w tym czasie uczestniczyć w nabożeństwach, pozostawali w domu, ale modlili się za nich ci, którzy przychodzili do cerkwi. W ten sposób cerkiewna modlitwa nie ustała. Wierzę, że w tym trudnym czasie była nam wszystkim szczególnie potrzebna i może to również dzięki niej epidemia w Polsce nie rozwinęła się tak bardzo jak, w innych krajach.

Gdyby Cerkiew w Polsce rzeczywiście „lekceważyła wszelkie zalecenia dotyczące realnego zagrożenia zarażeniem się COVID-19”, to pewnie „zemściłoby się” to na nas licznymi przypadkami zarażenia tym wirusem. Ja natomiast słyszałem o tylko jednym duchownym, który okazał się nosicielem wirusa i jego uczestnictwo w nabożeństwie spowodowało profilaktyczną kwarantannę kilku innych duchownych i wiernych, którzy mieli z nim kontakt. Testy wykazały jednak, że nikt spośród nich nie uległ zarażeniu.

Zachęcam do weryfikacji opinii. W przywracaniu poczucia dumy z przynależności do Prawosławia warto pamiętać o niezbędnej przy tym pokorze i skromności…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, pozostałe