Otóż staram się podchodzić do św. Eucharystii wg możliwości na każdej liturgii. Święta Bożego Narodzenia obchodziłam wg nowego stylu, jednak zostałam poproszona o wsparcie podczas nabożeństwa tego samego święta wg starego stylu. Czy istnieje jakieś przeciwskazanie aby podczas Liturgii (drugi raz Święta Bożego Narodzenia) nie podchodzić do św. Eucharystii? Natalia

Rozumiem, że moja odpowiedź pojawia się zbyty późno. Odniosę się jednak do zaistniałej sytuacji. Nie widziałbym żadnego problemu aby osoba, która po raz drugi uczestniczy w Liturgii Bożonarodzeniowej przystępowała do Eucharystii. Problem raczej dotyczy naszego wewnętrznego porządku i właściwego przeżywania Świąt Bożego Narodzenia. Wydaje mi się, że takie „podwójne” Święta rozbijają nieco liturgiczny porządek i duchowe nastawienie. Jednak w żaden sposób taka sytuacja nie ogranicza nas w przystępowaniu do Świętych Darów.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, wiara, życie duchowe



Jak modlić się za osoby prawosławne i nieprawosławne, ale ochrzczone, których imion nadanych przy chrzcie z obiektywnych przyczyn nie znamy (np. za wrogów lub osoby publiczne), zwłaszcza, gdy świeckie imię nie posiada jednoznacznego cerkiewnego odpowiednika? Czy w przypadku osób prawosławnych w takim wypadku możliwe jest wpisanie świeckiego imienia na kartkę na proskomidię, czy też właściwą będzie jedynie modlitwa prywatna, z wymienieniem znanego nam imienia? Katarzyna

Wydaje mi się, że w większości przypadków znamy imiona osób za które chcemy się modlić. Natomiast w przypadku kiedy tych imion nie znamy jest taka formuła św. Bazylego: „wiedyj kojegożdo wozrast i imienowaije” (znasz imię i wiek każdego), tub też inne „imiena Gospodi iże ty wiesi…” („imiona które Ty Panie znasz”). Jeśli są to imiona, które nie występują w naszej tradycji chrzcielnej, to i tak należałoby używać imion nadanych na tym sakramencie w nie prawosławnej wspólnocie. Należy pamiętać, że jest wielu prawosławnych Rumunów lub Serbów, których imiona u nas również nie występują. Odnośnie do podawania karteczek na Proskomidii z imionami innowierców są dwie praktyki: Część duchownych akceptuje karteczki z imionami innowierców na Proskomidii, część zaś nie akceptuje. Sugerowałbym zapytać się o to duchownego, któremu karteczki będą podawane.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, wiara



Urodziłem się w rodzinie katolickiej, ale rozważam konwersje na prawosławie. Odkąd pamiętam jadłem mało i byłem albo na granicy niedowagi, albo miałem drobną niedowagę. Próba podjęcia postu i rezygnacji z mięsa doprowadziła do problemów ze zdrowiem – anemia, spadek BMI do nawet 16.0, zaburzenie obsesyjno-kompulsywne. Zdaniem lekarzy (hematologa i psychiatry) w moim wypadku post jest groźny dla zdrowia i życia. W kanonach soborów powszechnych i kanonach apostolskich nie znalazłem nic na podobny temat. Czasem się boję, że jestem predestynowany do potępienia i mogę jedynie wybrać czy się potępię łamaniem postu czy samobójstwem (chyba że śmierć z niedoborów pokarmowych uznać za śmierć męczeńską?). Co Ksiądz mi radzi? Anonim

Post jest bardzo ważny. Wskazuje na to sam fakt, że w prawosławnym kalendarzu zajmuje ponad pół roku. W regułach postu zapisana jest jednak wskazówka, że ludzie chorzy lub w podeszłym wieku, kobiety w ciąży, matki karmiące piersią mogą z postu zrezygnować, albo znacznie go ograniczyć. Poza tym można pościć na różne sposoby. Jedna z głównych zasad postu zaleca, aby na jedzenie wydawać mniej środków (pieniędzy) i oszczędzać czas na jego przygotowanie. W starożytności mnisi (i nie tylko) realizowali to zalecenie w sposób następujący – przeciągali koszykiem po dnie rzeki, jeziora czy morza i dość szybko i skutecznie zbierali leżące tam „śmieci’ – mięczaki, skorupiaki, muszlowe – bezkrwiste żyjątka: małże, raki, kalmary, ośmiornice itp. Tego się kiedyś nie jadło jako wykwintnych i wystawnie przygotowanych ‚owoców morza’. Wystarczyło je wrzucić do garnka z wodą, ugotować i jedzenie gotowe. Szybko i tanio. Oszczędzone środki i czas można było wykorzystać, udzielając pomocy komuś potrzebującemu. Dzisiaj tę samą zasadę najłatwiej można byłoby zrealizować idąc do jakiegoś ‚fast fooda’, zamawiając, stosunkowo niewiele płacąc (np. w porównaniu z rybą czy ‚owocami morza’) i bardzo szybko otrzymując (i jedząc (?) to, co tam serwują. Pojawia się tu wątpliwość, bo przecież hamburger nie mieści się w postnym ‚repertuarze’. Przypomina mi się tu pewien seminarzysta, który w czasie postu powstrzymywał się od ‚klasycznej’ postnej potrawy, jaką w seminaryjnej stołówce było masło orzechowe. Podczas gdy w poście wszyscy się nim ‚ratowali’, on z niego rezygnował, bo to była jego ulubiona codzienna potrawa… Inna główna zasada postu podpowiada, że w poście powstrzymujemy się od tego, co dobre, po to, aby podtrzymywać w sobie zdolność do powstrzymywania się od tego, co złe, tj. od grzechu. Czyli najważniejsze w poście jest powstrzymywanie się od grzechu, a w związku z tym najważniejszy w poście jest człowiek, nasz bliźni (bo grzechy pojawiają się w relacjach z ludźmi). Inaczej to ujmując – jeśli jem mięso, ale nie krzywdzę nikogo uczynkiem, słowem czy myślą – to najwyraźniej poszczę, bo osiągam cel postu. Powtórzę tu cytowane już wcześniej słowa św. Bazylego Wielkiego, który na wielkopostne poczynania swych współczesnych zareagował bolesnym stwierdzeniem: „Powstrzymujecie się co prawda od mięsa wieprzowego, ale swymi uczynkami i słowami swego pożeracie bliźnich…” Aby ćwiczyć się i gimnastykować w powstrzymywaniu się od grzechów, spróbuj powstrzymywać się czegoś innego, niż mięso. Przedszkolaki próbują powstrzymywać się (:-) od cukierków czy słodyczy, starsze dzieci od słuchania muzyki (tej tzw. rozrywkowej), jeszcze starsze rezygnują z dyskoteki… itp. itd. Na pewno jest coś, co lubisz, coś dobrego, co możesz ‚odstawić’ na czas postu i pomoże Ci to w ‚pilnowaniu się’ i odwracaniu się od grzechu… Z całego serca życzę powodzenia w stosowaniu rozważnych i skutecznych ograniczeń.

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Czy postanowienia Soborów Powszechnych można uznać za „nieomylne” tzn że kierował nimi Duch Święty? Chodzi mi np o kwestę sakramentów (czy może byc tak że np biskupi się jednak pomylili i nie ma 7 sakramentów a jest mniej albo że np: jednak nie można modlić się do ikon itp.)? Czy dla Cerkwi tego typu rzeczy to coś jak „dogmat”, coś co na 100% jest prawdą i Bóg nam to objawił przez Sobory? Tomek

Postanowienia kanoniczne i dogmatyczne, które zostały przyjęte na Soborach powszechnych uważane są jako głos Ducha Świętego. Jeśli chodzi o wyrażenia dogmatyczne, postrzegane są one jako niezmienne i wyrażające prawdę Bożą, która istniała w Kościele od początku jako swego rodzaju depozyt. Naruszenie normy dogmatycznej jest odstępstwem od wiary prawosławnej. Przepisy kanoniczne natomiast w wielu przypadkach podlegają interpretacji, dlatego, że wiele spraw w nich zawartych dotyczy konkretnych zdarzeń, które miały miejsce w IV, V czy późniejszych wiekach. Ważnym jest aby ta interpretacja stosowana była w duchu św. Tradycji. Jeśli chodzi o liczbę sakramentów, to taka decyzja na Soborach nigdy nie była przyjmowana. Tradycja mówiąca o 7 sakramentach w prawosławiu pojawiła się dość późno i wydaje się, że zaczerpnięta została ze scholastyki rzymskokatolickiej. Oddawanie czci ikonom jest natomiast związane z nauką dogmatyczną (VII Sobór powszechny) i odrzucenie tej nauki byłoby odstępstwem od wiary prawosławnej.

Kategorie: historia, ks. Andrzej Kuźma, wiara



Czy to prawda, że w domu wg kanonów nie można trzymać psa? Jest to zwierzę nieczyste. Anonim

Interpretacja nieczystości psa związana jest przede wszystkim z wyrażeniami zawartymi w Starym Testamencie. Kanony na ten temat nic nie mówią.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, Pismo Święte (egzegeza), wiara



Jak się prawidłowo spowiada? Helena

Dokładnie, ze świadomością, że Bóg zna wszystkie moje grzechy i oczekuje, że „nazwę je po imieniu”, wymienię je przy świadku, którym jest duchowny, z żalem, ze skruchą, z postanowieniem i obietnicą poprawy… Skoro Bóg zna wszystkie nasze grzechy, pojawia się pytanie: no to po co się spowiadać, po co Panu Bogu „głowę zawracać”? Powinniśmy jednak pamiętać, że to nie Bóg, ale my sami potrzebujemy spowiedzi – chodzi bowiem o to, żeby pokazać Bogu i sobie samym jednocześnie, że wiemy jak żyjemy, że zauważamy błędy/grzechy, które popełniliśmy i chcemy je naprawić. Tu trzeba też pamiętać, ze to „naprawianie” możliwe jest tylko z Bożą pomocą – sami sobie z tym nie poradzimy. Pomocna jest również świadomość, że pokajanie (takim mianem określane jest również misterium spowiedzi) to „głębokie zrozumienie” zarówno tego, jakim się stałem przez to, że zgrzeszyłem, jak i tego, jakim powinienem się sta(wa)ć przez to, że zostałem stworzony na obraz Boga (trzeba też pamiętać, że to obraz Boga w trzech Osobach – tj. w obrazie Bożym w każdym człowieku zapisana jest międzyosobowa relacja miłości! – polecam lekturę genialnego tekstu bp Kallistosa Ware – Człowiek jako ikona Trójcy Świętej). W naszej cerkiewnej terminologii misterium pokajania/spowiedzi porównywane jest do wizyty u lekarza (cs. wraczebnica), bo grzechy to choroby duszy, które może wyleczyć i leczy tylko i wyłącznie Bóg. Ale aby Bóg mógł je wyleczyć, trzeba najpierw do Niego przyjść. Gdy lekarzowi mówię o chorobach ciała, opowiadam o wszystkich okolicznościach choroby i dolegliwości, z którymi przychodzę – co, kiedy, jak, w związku z czym, od kiedy, z jakim nasileniem etc., aby dać mu szansę na postawienie poprawnej diagnozy. Aby się co do niej upewnić, lekarz może też zadać kilka pytań. Podobnie powinna wyglądać spowiedź – chodzi o ‚nazwanie grzechów po imieniu’, żeby zostały ‚uzewnętrznione’ i poprzez działanie łaski Bożej wybaczone i odpuszczone. Gdy lekarzowi nie mówię o jakiejś chorobie czy dolegliwości, to nie będzie mnie z niej leczył. Jeśli nie mówię Bogu o jakimś grzechu/chorobie duszy, czy nie pozbawiam się jego/jej leczenia i uzdrowienia? Tu trzeba podkreślić, że jeśli przemilczamy jakiś grzech (ze wstydu, czy ze strachu albo jakiegoś innego(?) powodu), popełniamy jeszcze większy grzech od tego przemilczanego… (tj. powodujemy jeszcze większą chorobę duszy…) W którejś z poprzednich odpowiedzi użyłem porównania serca do ogrodu, a grzechów do chwastów – myślę że warto się z nim zapoznać. Warto też pamiętać, że podobnie jak wybieramy swego lekarza rodzinnego, tak też powinniśmy wybrać duchowego opiekuna/spowiednika. Spowiedź to lecznica/wizyta u lekarza duszy i ciała, a komunia święta to „lekarstwo i pokarm nieśmiertelności”. Każda Boska Liturgia sprawowana jest po to, aby wierni mogli przystąpić do komunii, tj. zjednoczyć się z Chrystusem w misterium Eucharystii, uświęcić ciało i duszę, żyć z Bogiem i w Bogu. Amen.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Po czym poznać że zmarły potrzebuje wciąż modlitwy? Nina

Nie trzeba żadnych znaków. Zmarli ciągle i zawsze potrzebują naszej modlitwy. Tragedia śmierci polega na tym, że po rozdarciu ciała i duszy, gdy ciało obumiera i „w proch się obraca”, ciągle żywa dusza bez ciała nic już nie może uczynić dla swego zbawienia. W stanie oczekiwania na zmartwychwstanie może liczyć jedynie na „modlitwę i jałmużnę” tych, którzy o niej pamiętają. To dlatego najczęściej powtarzana, najbardziej znana i wymowna, i do tego najkrótsza modlitwa za dusze zmarłych to: „Wiecznaja pamiat’!” – wieczna modlitewna pamięć. Podkreśliłbym przy tym znaczenie wspomnianej „jałmużny” – na groby zmarłych przynosimy zwykle kwiaty, które szybko, niestety, więdną, wysychają, tracą swoje kolory i
zapachy. Pięknym kwieciem może też być nasza przynoszona Bogu modlitwa. Okazywanie komuś pomocy (wsparcie dla podopiecznych hospicjum, sierocińca czy pomoc okazana samotnej matce z dzieckiem albo choremu, każdy, najdrobniejszy nawet dobry gest) staje się kwiatem albo nawet bukietem kwiatów, które nie przestają cieszyć szerokim zestawem kolorów i zapachów, nie więdną i nie wysychają, a wręcz przeciwnie – „robi się tego coraz więcej”, bo obdarzeni wsparciem czy pomocą, okazują wdzięczność i „podają dalej” – „pomnażają” i „wydłużają” naszą „modlitewną pamięć” i pomagają jej i duszom zmarłych „sięgnąć” wieczności…

Warto pomagać, bo wszyscy zaangażowani na tym „zyskują”… (PS – obejrzyjcie koniecznie film „Podaj dalej”…)

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Nie wiem co mam począć. W związku z ciągłymi obostrzeniami czuję niepokój, obawy o zdrowie własne i rodziny. Modlę się w domu, bo boję się pójść do cerkwi. W którymś pytaniu batiuszka odpowiedział osobie, która nie wierzy w koronawirusa, że to nie kwestia wiary, a badań empirycznych, naukowych. To fakt. Ciężko mi, że mój strach przezwycięża chęć pójścia do świątyni i przyjęcia Eucharystii. Anna

Ktoś zauważył, że w Ewangelii najczęściej wypowiadane przez Chrystusa słowa to: „Nie bójcie się!”
podczas Boskiej Liturgii często powtarzają się modlitewne prośby o (s)pokój, a na zakończenie słyszymy: „W pokoju rozejdźmy się!” Ze strachem trzeba walczyć i to my powinniśmy go przezwyciężać, a nie on nas. Wypadałoby zapytać: „Kto tu rządzi?” W zaistniałych okolicznościach z pewnością powinniśmy być bardziej ostrożni, ale powinniśmy też próbować w miarę normalnie funkcjonować. „Nie dajmy się zwariować”…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



„I teraz. Bramy miłosierdzia otwórz nam, błogosławiona Bogurodzico, abyśmy ufając Tobie nie zginęli, ale przez Ciebie zostali wybawieni z niedoli, Ty jesteś bowiem zbawieniem rodu chrześcijańskiego.” Zdanie pochodzi z modlitwy z waszej aplikacji. Zastanawia mnie jedna rzecz, mianowicie jak prawosławni rozumieją te słowa, zwłaszcza, że na początku tej modlitwy mamy: „Panie Jezu, dla modlitw Twojej Matki i świętych zmiłuj się nad nami.” Czy tylko ja widzę tu pewną sprzeczność? Maciej

Odpowiem słowami metropolity Kallistosa Ware zaczerpniętymi z Jego wykładu o Bogarodzicy opublikowanym niegdyś w Lestwicy: Miejsce Marii w prawosławnym nauczaniu i życiu wyrażone jest właściwie w modlitewnym wezwaniu, używanym częściej niż wszystkie pozostałe, za wyjątkiem ‚Chwała Ojcu i Synowi, i Świętemu Duchowi…’: „Najświętszą, przeczystą, błogosławioną, pełną chwały Władczynię naszą Bogarodzicę i zawsze Dziewicę Maryję ze wszystkimi świętymi wspomniawszy, siebie i innych ludzi, i całe życie nasze Chrystusowi Bogu oddajmy.” Ten tekst jest słowną ikoną wspólnoty świętych. W jej centrum najwyraźniej widnieje „Chrystus nasz Bóg”, jedyny Zbawca i Pośrednik, od którego wszystko jest uzależnione. Obok Chrystusa Pana stoi Jego Matka, najbardziej wywyższona spośród całego Bożego stworzenia, „czcigodniejsza od Cherubinów i bez porównania chwalebniejsza od Serafinów”, jak opisywana jest w prawosławnym nabożeństwie. Jednak bez względu na to, jak wielce jest wysławiana, zawsze czczona jest wraz z Chrystusem i po Nim, nigdy oddzielnie i bez Jej Syna. Jezus jest Jej Zbawicielem i Odkupicielem, tak jak jest Zbawicielem i Odkupicielem całego rodzaju ludzkiego. Nawet jeśli jako prawosławni zwracamy się ku Marii ze słowami: „Przenajświętsza Matko Boża zbaw nas” (cs. Preswiataja Bohorodice spasi nas), albo „Ty jesteś zbawieniem chrześcijan” (cs. Ty jesi spasienije roda chrystijanskago), pozostajemy w stanowczym przekonaniu, iż nie może być żadnego pośrednictwa i żadnego zbawienia poza Chrystusem. Wszystko czego dokonuje Maria, następuje jedynie poprzez Niego i w Nim. Po świętej Dziewicy następują święci, wierni, którzy odeszli, a po nich żyjący członkowie Kościoła na ziemi, „my sami i inni ludzie”, jak wyrażają to słowa cytowanej modlitwy. W ten sposób poprzez „wspominanie” Marii, świętych i żyjących, oddawanie siebie Chrystusowi, wyrażamy nasze poczucie współ-zamieszkiwania, współ-przynależności do jednej rodziny poprzez wzajemną modlitwę.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Współczesny świat już od dłuższego czasu razi mnie swoim zatraceniem i chociaż mój bunt wobec narastającej konsumpcji, hedonistycznego trybu życia oraz wyzbycia się ludzkiej etyki i moralności wyrastał z wewnętrznej potrzeby zmiany siebie i świata na lepsze, dopiero po pewnym czasie uzmysłowiłem sobie, że w moim życiu, w którym nieraz błądziłem, od zawsze czuwała nade mną Boża opatrzność i głos kierujący mym sercem. Nie ukrywam, że większość swojego dotychczasowego życia spędziłem z dala od Boga, jednak wraz z ewolucją światopoglądową i stopniowym odejściem od materialistycznych doktryn, w których zaczęło razić mnie ich duchowe ubóstwo i usilne próby racjonalnego wytłumaczenia rzeczy niewytłumaczalnych, zauważyłem, że poprzez swoją wewnętrzną zmianie, nieświadomie wróciłem na drogę wytyczoną nam przez Pana. Czas powoli robił swoje, a ja coraz bardziej uzmysławiałem sobie, że wyrastająca z samolubności chęć zmiany swojego życia na lepsze, nie ma większego sensu dopóty próby wewnętrznej przemiany nie będą wynikać z posłuszeństwa i oddania wobec Boga oraz chrześcijańskiej powinności w stosunku do bliźnich. Uważam, że Prawosławie wraz ze swoim mistycyzmem oraz kontemplującym i tradycjonalistycznym charakterem, a przede wszystkim szczerą wiarą ludzi zrzeszonych wokół Cerkwi oraz ich prawdziwością w codziennym postępowaniu, jest czymś co sprawiło, że moje serce, umysł oraz ciało, zmierzają w tym właśnie kierunku. Od dłuższego czasu próbuje zgłębiać tradycje i naukę Wschodniego Chrześcijaństwa jednak z racji tego, że zostałem wychowany w myśl nauki kościoła Rzymsko-katolickiego nie posiadam zbyt wielkiej wiedzy, zarówno na temat historii, jak i charakteru wszystkich świąt oraz obrządków panujących w Cerkwi prawosławnej. Staram się pogłębiać swoją wiedzę, jednak czuje, że w tym akurat przypadku potrzeba praktyki oraz możliwości realnego obcowania z ludźmi i duchownymi, a przede wszystkim uczestnictwo w Świętej Liturgii i duchowy rozwój mogący się odbywać wyłącznie wewnątrz wspólnoty. W mieście, w którym żyje znajduje się Cerkiew, jednak nie znam tu nikogo kto do niej uczęszcza, a fakt, że, co by nie mówić, czuje się nieco wyobcowany sprawia, że wciąż waham się wykonać pierwszy krok. Proszę o wsparcie i dobrą radę. Patryk

Dzięki za zwierzenia o Twym nawróceniu i odkrywaniu Prawosławia. Najlepszym z dostępnych wprowadzeniem do wschodniego chrześcijaństwa jest książka bp Kalliatosa Ware, „Kościół prawosławny”. Pierwsza jej część to historia chrześcijaństw, w drugiej zaś mowa o wierze i nabożeństwie. O nabożeństwach można natomiast poczytać więcej w najnowszej książce o. Konstantego Bondaruka, „O nabożeństwie prawosławnym”. Obie książki powinny być dostępne w http://sklep.cerkiew.pl Skoro nie znasz nikogo, kto uczęszcza na nabożeństwa w cerkwi, najlepszym sposobem jest poznanie kogoś takiego, a to może nastąpić po wejściu do cerkwi. Pójdź za ewangelicznym zaproszeniem: „Przyjdź i zobacz”. Można też odwiedzić kancelarię parafialna i zagadnąć proboszcza czy mógłby „służyć radą i pomocą”, albo wskazać kogoś, kto mógłby go w tym zastąpić. Odwagi życzę…

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Strona 5 z 38« Pierwsza...34567...102030...Ostatnia »