Czy osoba, która zmieniła wiarę z chrześcijańskiej na prawosławie może być rodzicem chrzestnym lub świadkiem chrztu? Gabriela

Nie bardzo rozumiem pytania, jak można „zmienić wiarę z chrześcijańskiej na prawosławną”? Prawosławie jest wiarą chrześcijańską i uważamy, że jest właściwą i tą prawdziwą wiarą. Być może chodzi o kogoś, kto zmienił wyznanie z rzymskokatolickiego na prawosławne? Taka osoba oczywiście może być rodzicem chrzestnym jak i świadkiem na ślubie.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Chciałabym zmienić wiarę z katolickiej na prawosławną. Kluczowe znaczenie przyczyny, które powodują moją chęć zmiany wyznania jest całkowita zmiana mojego dotychczasowego otoczenia(ludzi,miejsce zamieszkania). Mój narzeczony, który jest wyznania prawosławnego popiera i wspiera moją decyzję. W kościele katolickim przystąpiłam do sakramentu małżeństwa. Od 8 lat jestem rozwódka za sprawą sądu okręgowego. Czy w przyszłości będę mogła wziąć ślub w cerkwi po rozwodzie tylko w sądzie okręgowym? Marta

Cywilny rozwód nie wystarczy. Na początek trzeba będzie za pośrednictwem proboszcza zwrócić się do biskupa diecezjalnego, aby rozpatrzył Waszą prośbę o zezwolenie/błogosławieństwo na małżeństwo. Trzeba będzie wówczas opisać okoliczności/powody rozwodu. Na tej podstawie biskup (w niektórych Cerkwiach lokalnych zajmują się tym sądy cerkiewne) zdecyduje, czy ślub w Cerkwi będzie możliwy. W Ewangelii Chrystus dopuszcza możliwość zerwania związku małżeńskiego gdy jedna ze ‚stron’ dopuści się cudzołóstwa. Cerkiew w swym pastoralnym podejściu z czasem dopuściła jeszcze inne, poważne powody, które mogą mieć podobny skutek. W naszej Cerkwi w Polsce nie ma sądu cerkiewnego, więc takimi sprawami w swoich diecezjach zajmują się biskupi.

Życzę rozważnych decyzji i powodzenia

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



Czy to prawda, że po śmierci mąż i żona są razem w niebie (o ile oczywiście oboje tam trafią)? Co w przypadku, gdy para rozwiedzie się i oboje znajdą nowych partnerów? Mimo wszystko po śmierci spotykają pierwszą żonę/pierwszego męża i z nią/nim kontynuują życie wieczne? Wierna

Prawosławne nauczanie o małżeństwie rzeczywiście wskazuje i podkreśla nierozerwalność związku małżeńskiego, które nie jest ograniczone życiem doczesnym. Śmierć jednego z małżonków nie czyni drugiej osoby wolną. Zawarcie ponownego związku małżeńskiego, jest traktowane jako sprzeniewierzenie się właściwemu (pierwszemu) małżeństwu. W ten sposób wymiar małżeństwa przenosi się do wieczności. Jak natomiast nasze przebywanie w małżeństwie będzie wyglądało w przyszły życiu, trudno jest nam powiedzieć. Chrystus w Ewangelii mówi: „Przy zmartwychwstaniu bowiem nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie” (Mt 22,30).

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, rodzina, życie duchowe



Czy jeśli otrzyma się rozgrzeszenie w trakcie pokajania (spowiedzi), odbędzie się epitanie nadaną przez księdza, naprawdę żałuje się tego co sie zrobiło, zmieniło się swoje zachowanie to czy trzeba mówić swój grzech osobie którą się skrzywdziło jeśli ona tego nie wie (np: czy powiedzieć o zdradzie swojemu małżonkowi albo przyznać się do kradzieży osobie której coś się ukradło – poza anonimowym oddaniem rzeczy ukradzionej itp). Czy to jest wymóg do odpuszczenia grzechu przez Pana Jezusa czy też nie? Czy Pismo Święte albo Tradycja mówią coś na ten temat? Wiem, że pytanie jest bardzo trudne, ale co szkodzi zapytać. Marek

To rzeczywiście trudne pytanie i trudno (a nawet nie można) na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Powiedziałbym, że dużo (jeżeli nie wszystko) zależy od kontekstu. Jeżeli po zdradzie rzeczywiście nastąpiło prawdziwe pokajanie/nawrócenie/opamiętanie/skrucha/głębokie zrozumienie, a postanowieniu powrotu na właściwą drogę towarzyszą usilne starania o pozostanie na tej drodze i dalsze podążanie ku królestwu Bożemu (to najważniejszy cel małżeństwa), dużo (jeżeli nie wszystko) zależy od tego, jak zdradzony/a przyjęłaby wyznanie prawdy. Ujawnienie zdrady z pewnością byłoby swego rodzaju „sprawdzianem miłości”, tego, czy jest już na tyle dojrzała, że „wszystko znosi, [..] nigdy nie ustaje” (por. 1 Kor 13, 1-13). Wierzę, że w takim przypadku to wyznanie mogłoby ją nawet dodatkowo umocnić i utrwalić. (Tego rodzaju przypadki opisywane są w literaturze pokazywane w kinematografii, ale też znam takie z „realu”.) Ale czy na pewno jest już gotowa wszystko znieść i wszystko wybaczyć? Czy trzeba to „sprawdzać” w taki sposób? Czy warto? Mądrości podpowiadają: „wszystko w swoim czasie…” Co na to Tradycja? W pierwszych wiekach chrześcijaństwa (I-III w.) praktykowana bywała spowiedź publiczna – grzesznicy spowiadali się ze swych grzechów przed Bogiem i przed całą parafialną wspólnotą, wyrażając swój żal i skruchę, błagając wszystkich obecnych w cerkwi o przebaczenie i modlitewne wsparcie. Ściśle przestrzegane były wówczas srogie (drastyczne wręcz, z naszej współczesnej perspektywy) epitemie – często długotrwałe i uciążliwe „lecznicze terapie”, które pomagały w leczeniu chorób duszy, którymi są grzechy. Zabójstwo, przerwanie ciąży, cudzołóstwo czy nierząd powodowały kilku- albo kilkunastoletnią ekskomunikę – nie za karę, ale w związku z długim procesem leczenia grzesznej choroby. Tego rodzaju spowiedź nie przetrwała długo. Choć wspólnoty chrześcijan były małe i „zamknięte”, choć obowiązywała ścisła tajemnica spowiedzi, tj. nikomu nie wolno było ujawniać niczyich grzechów ujawnianych podczas publicznej spowiedzi w cerkwi, zdarzały się „przecieki”, które powodowały, że grzesznicy, którzy poddawali się kanonicznemu pokajaniu („pokucie”), byli w konsekwencji dodatkowo pociągani do odpowiedzialności „cywilno-prawnej” – byli aresztowani, sądzeni, wtrącani do więzienia lub nawet skazywani na śmierć. Nie chodziło tu o to, że kary sądowe były „nie na miejscu”, niesłuszne czy niesprawiedliwe, ale o to, że konsekwencje grzech okazywały się „podwójne”… Ujawnienie grzechu przed Bogiem i wspólnotą oraz podejmowane w konsekwencji długie i bolesne procedury jego „leczenia”, po naruszeniu tajemnicy spowiedzi bywały „dublowane” przez wyroki sądowe. A mądrości ludowe stwierdzają – „co za dużo, to niezdrowo”…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



W jaki sposób mogę zacząć procedurę zniesienia błogosławieństwa związku małżeńskiego? Jestem już od jakiegoś czasu po rozwodzie cywilnym i jestem w nowym związku po ślubie również cywilnym. Ślub cerkiewny został zawarty gdy byłam jeszcze młoda i niestety małżeństwo nie było w stanie przetrwać. W tym momencie chcielibyśmy z nowym partnerem wziąć ślub w kościele katolickim, jednak nie wiem od czego mam zacząć. Aleksandra

Proces zdjęcia błogosławieństwa z małżeństwa przeprowadza się w parafii do której obecnie osoba należy. Natomiast w sytuacji kiedy małżeństwo ma być zawarte w Kościele rzymskokatolickim wymogi mogą być inne i nie jestem w stanie wskazać właściwej procedury.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, pozostałe, rodzina



Jestem prawosławna, a mój mąż jest katolikiem jesteśmy w ślubie cywilnym. Dziesięć miesięcy temu urodziła się nam córeczka. Której jeszcze nie ochrzciliśmy, ale chcemy to zrobić w najbliższym czasie w Kościele katolickim ponieważ nie moge przekonać męża na chrzest dziecka w Cerkwi. Bardzo lubię chodzić do cerkwi, jak tam jestem to odczuwam blagodat’ Boga i nie wyobrażam sobie że nie będę mogła chodzić do cerkwi bez swojego dziecka. Mam takie pytanie: Czy można uczestniczyć w nabożeństwach z dzieckiem nawet jak ochrzcimy go w Kościele rzymskokatolickim? Jak pierwszy raz wprowadzić dziecko w cerkiew? Czy to ma zrobić batiuszka? Czy można podnosić dziecko do Pryczastia? Iryna

Myślę, że warto jednak próbować przekonywać męża, aby dziecko zostało ochrzczone w Cerkwi. O niektórych „konsekwencjach” chrztu dziecka w Kościele rzymskokatolickim pisałem ostatnio w odpowiedzi z 27-08-2020 i
kilku wcześniejszych. Na podobne pytania odpowiadałem już kiedyś tymi słowami: „W naszym prawosławnym pojmowaniu misteria (sakramenty) chrześcijańskiej inicjacji („wszczepienia” w Ciało Chrystusa, którym jest Cerkiew) to chrzest, namaszczenie mirrą i Eucharystia. W Kościele rzymskokatolickim na komunię dzieci czekają 7 lat, a na bierzmowanie 14. Modlitwy 40 dnia po narodzinach czytane są nad matką i nad dzieckiem –
to radosne powitanie matki we wspólnocie parafialnej, od której była oderwana przez 40 dni połogu i jednocześnie powitanie nowonarodzonego dziecka we wspólnocie, do której będzie w pełni przyjęte po chrzcie,
miropomazaniu i komunii. Skoro dziecko ma być ochrzczone w Kościele rzymskokatolickim to chyba trudno mówić tu o powitaniu, które zwiastuje pozostanie, nieprawdaż? Decydując o miejscu chrztu dziecka zdecydowaliście o jego „przynależności parafialnej”. Uzgodniliście co prawda, że będziecie „uczęszczać i do cerkwi i do kościoła”, ale pomiędzy „przynależnością” a „uczęszczaniem” jest subtelna różnica… Modlitwy 40 dnia mogą być ograniczone tylko do tych czytanych nad matką, ale trzeba to najpierw skonsultować z Waszym proboszczem.” Pozostaje jeszcze pytanie: „Czy można podnosić dziecko do pryczastia?” Jeśli zostanie ochrzczone w Kościele, to nie będzie mogło przystępować do komunii w Cerkwi. Po pierwsze dlatego, że będzie rzymskim katolikiem i jeśli przystąpiłoby do komunii w Cerkwi, oznaczałoby to, że zmienia wyznanie i zostaje w prawosławiu. Po drugie, jak wspomniałem wyżej, w prawosławiu do komunii przystępujemy po chrzcie i namaszczeniu mirrą (miropomazanie to nasz ‘odpowiednik’ bierzmowania), a w Kościele rzymskokatolickim Wasze dziecko na sakrament bierzmowania będzie musiało
czekać aż do 14 roku życia. Aby dziecko po chrzcie w Kościele mogło przystąpić do komunii/pryczastii w Cerkwi, najpierw powinno przystąpić do sakramentu miropomazania, co jest równoznaczne ze zmianą wyznania, tj. „przeszłoby” wówczas na prawosławie, a to też wypadałoby uzgodnić z mężem…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, życie duchowe



Piszę z pytaniem, które bardzo mnie nurtuje. Jesteśmy z żoną mieszanym małżeństwem, które spodziewa się dziecka. Sam jestem wyznania prawosławnego, żona katolickiego. Ślub wzięliśmy kilka lat temu w cerkwi. Oboje jesteśmy praktykujący i szanujemy wzajemnie swoje wyznania oraz wspólnie uczestniczymy na tyle na ile to możliwe w świątecznych uroczystościach w obu świątyniach. Coraz częściej rozmawiamy na temat chrztu i wiele wskazuje na to, że ochrzcimy je w kościele. Decyzja właściwie jest podjęta, nie chodzi tu również o niczyje naciski ze stron obu rodzin. Muszę zaznaczyć, że żona jest z innej części Polski i na początku prawosławie było dla niej w pewien sposób „egzotyką”, o ile moje wyznanie zaczęło stanowić ważną część jej życia, o tyle nie jest w stanie wziąć na siebie taką odpowiedzialność i wychować naszego dziecka wg mojej wiary, a mi trudno od niej tego wymagać. Oczywiście ojciec również powinien być zaangażowany w duchowe życie dziecka, ale jednak to matka zawsze stanowiła tego typu „drogowskaz” wiem, że dziecko nawet jeśli zostanie ochrzczone w obrzędzie katolickim, będzie aktywnie również uczestniczyć w cerkiewnym życiu liturgicznym, poznając obydwie kultury, jednak wciąż rodzą się poważne pytania. Po pierwsze czy mimo wypełnienia deklaracji przed ślubem, a robiąc inaczej narażamy nasze dziecko na duchową szkodę i szeroko pojętą krzywdę i czy sami nie popełniamy w ten sposób poważnego grzechu, a po drugie czy nie podważamy w ten sposób wiarygodności oraz świętości sakramentu naszego ślubu. Będę wdzięczny za odpowiedź, mimo że możliwe iż takie problematyczne wątki się tu już mogły pojawiać. Paweł

Choć „decyzja właściwie jest podjęta” i „wiele wskazuje na to, że ochrzcimy je w kościele”, jednak zawarte w tych stwierdzeniach słowa „właściwie” i „wiele wskazuje” oraz późniejsze pytania sygnalizują pewne wątpliwości. I słusznie… Absolutnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że „dziecko nawet jeśli zostanie ochrzczone w obrzędzie katolickim, będzie aktywnie również uczestniczyć w cerkiewnym życiu liturgicznym”. O jakim „aktywnym cerkiewnym życiu liturgicznym” tu mowa? Skoro dziecko będzie „ochrzczone w obrzędzie katolickim”, to do siódmego roku życia nie będzie mogło przystępować do komunii (jednoczyć się z Chrystusem w misterium Eucharystii), a do czternastego roku życia będzie musiało czekać na bierzmowanie – dar Ducha Świętego. W Cerkwi misterium miropomazania i Eucharystia następują bezpośrednio po chrzcie, bowiem w naszym pojmowaniu człowiek staje się w pełni członkiem Cerkwi właśnie poprzez te trzy sakramenty chrześcijańskiej inicjacji. W chrzcie w imię Świętej Trójcy poprzez trzykrotne zanurzenie w wodzie umieramy z Chrystusem dla życie w grzechu, a wynurzając się, zmartwychwstajemy z Chrystusem do nowego życia. W misterium miropomazania (namaszczenia mirrą) uczestniczymy w Pięćdziesiątnicy – zstępuje na nas Duch Święty i nasze ciało staje się Jego świątynią. W misterium Eucharystii na każdej Boskiej Liturgii jednoczymy się z Chrystusem. To jest prawdziwe chrześcijańskie życie duchowe i tego pozbawicie Wasze dziecko chrzcząc je w kościele. W tym co dla chrześcijanina najważniejsze nie będzie mogło uczestniczyć ani w kościele (do 7 i 14 roku życia), ani w cerkwi… Obecność na nabożeństwie jakoś nie kojarzy mi się z aktywnym uczestnictwem ani w kościelnym, ani w cerkiewnym życiu liturgicznym… Piszesz, że żona „nie jest w stanie wziąć na siebie odpowiedzialności za wychowanie naszego dziecka wg mojej wiary” – ale Twoja i jej wiara to chrześcijaństwo. Absolutna większość (ok. 90%?) wschodniej i zachodniej tradycji chrześcijańskiej jest wspólna. Brak jedności wiary i podział spowodowały dwie poważne różnice dogmatyczne dotyczące najważniejszych dogmatów chrześcijaństwa – o Bogu w Trójcy Osób i Wcieleniu Syna Bożego. Pozostałe różnice są w większości „zewnętrzne” – kulturowe, zwyczajowe itp. – i wyraźnie widoczne. Jeżeli żona nie czuje się na siłach najpierw przynosić, a później przyprowadzać dziecko do komunii w Cerkwi, ojciec bez trudu może (i powinien) ją „zastąpić” i w ten sposób z pewnością będzie „zaangażowany w duchowe życie dziecka”. (Więcej na te tematy można poczytać w odpowiedziach na pytania dotyczące małżeństw mieszanych wyznaniowo) Przejdźmy teraz do kolejnej kwestii. Sparafrazuję nieco Twoje słowa i zapytam: „Jeśli dziecko zostanie ochrzczone w cerkwi, ale będzie również uczestniczyć w kościelnym życiu liturgicznym, poznając przez to obydwie kultury/tradycje chrześcijańskie”, czy dalej trzeba będzie szukać odpowiedzi na stawiane tutaj poważne pytania? Uważam, że z pierwszym z nich: „czy narażamy nasze dziecko na duchową szkodę i szeroko pojętą krzywdę”, już się rozprawiliśmy. W odniesieniu do drugiego zapytam, nazywając rzecz po imieniu: czy postępując niezgodnie z deklaracją złożoną przed ślubem nie macie zamiaru dopuścić się kłamstwa? W Kościele rzymskokatolickim w Polsce tego rodzaju deklaracja traktowana jest jak przysięga (składana przed Bogiem?). Strach się nie bać… Wątpliwości i obawy są zatem uzasadnione. Warto jeszcze raz (i jeszcze raz) głęboko się nad tym zastanowić. Polecam Wam obojgu lekturę książki bp Kallistosa Ware „Kościół prawosławny”. Poczytacie tam o różnicach i podobieństwach, o tym, że więcej nas łączy, niż dzieli. W związku z tym łatwiej będzie Wam zdecydować, czy od razu umożliwić dziecku pełnię chrześcijańskiego, sakramentalnego życia, czy od początku jego życia przez kilka(naście) lat pozbawiać je takiej możliwości…

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina



Czy ojciec mojego partnera może zostać ojcem chrzestnym naszej córki?

Innymi słowy można byłoby powiedzieć, „Czy mój teść może zostać ojcem chrzestnym naszego dziecka?”, lub „Czy dziadek może zostać ojcem chrzestnym swojej wnuczki?”. Odpowiedź byłaby przecząca. Dziadek nie może pełnić takiej roli.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



W ostatnio zaktualizowanym dokumencie Kościoła Katolickiego dot. zawierania małżeństw, w tym mieszanych, zawarto informację, że przy małżeństwie z osobą wyznania prawosławnego może ona przystąpić podczas ślubu do Komunii. Czy jest to uznawane i godne wg Cerkwi? Alicja

Według teologii prawosławnej przystępowanie do Eucharystii jest znakiem i świadectwem przynależności do Cerkwi. Więź człowieka z Cerkwią wyraża się właśnie przez Eucharystię. Jeśli osoba jest wyznania prawosławnego, to nie może przystępować do Eucharystii w innym Kościele. Kościół rzymskokatolicki chociaż wyznaje podobną zasadę, to niejednokrotnie odstępuje od niej. Uważam, że takie postępowanie jest błędne i niekonsekwentne, przy tym wprowadza wiele zamieszania. Oparte jest ono raczej na emocjonalnym niż na teologicznym uzasadnieniu. Osoba prawosławna, która zawiera związek małżeński w Kościele rzymskokatolickim nie powinna przystępować do Komunii.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, rodzina



Jak cerkiew odnosi się do wybaczenia zdrady w szerokim tego słowa znaczeniu w związku dwojga ludzi, który nie został jeszcze zwieńczony sakramentem małżeństwa? Daniel

Narzeczeństwo i planowane małżeństwo oraz „szerokie znaczenie słowa zdrada w związku dwojga ludzi” w kontekście pytania o wybaczenie budzą pytanie o rodzaj czy „kaliber” tej zdrady. Zakochana „po uszy” osoba za zdradę może uznać nawet przelotne spojrzenie ukochanej osoby, skierowane na kogoś innego. Jeśli to tylko spojrzenie i rzeczywiście tylko przelotne, raczej trudno mówić o zdradzie i potrzebie czy konieczności wybaczania.

Przychodzą tu jednak na myśl słowa Chrystusa o cudzołóstwie – w Ewangelii czytamy, że cudzołożne może być nawet lubieżne spojrzenie mężczyzny na inna kobietę (i kobiety na mężczyznę zapewne też…). Tu z kolei pojawia się pytanie, czy o cudzołożnym spojrzeniu można mówić w przypadku gdy dochodzi do niego przed sakramentem małżeństwa. Twierdząca odpowiedź pojawia się w przypadku, gdy tym spojrzeniem „obdarzona” została kobieta zamężna. Gdy dochodzi do tego pomiędzy osobami, które nie weszły jeszcze w związki małżeńskie, wypadałoby mówić o nierządzie. Stwierdzić tu jednak trzeba, że „i tak źle, i tak niedobrze”…

Na pytanie, jak Cerkiew odnosi się do wybaczenia zdrady odpowiadam słowami Modlitwy Pańskiej: „odpuść nam nasze winny, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom”, Dodałbym też słowa apostoła Pawła z jego z hymnu o miłości (1 List do Koryntian 13,1-13). Czytamy tam między innymi: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. […] nie unosi się gniewem, nie pamięta złego […]Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje”

Polecam lekturę całości hymnu i serdecznie życzę prawdziwej miłości, która pomaga przebaczać…

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara



Strona 5 z 27« Pierwsza...34567...1020...Ostatnia »