Od kiedy miałem 5 lat czułem ze w moim sercu Glowie i duszy toczy się wojna. Kiedy zacząłem się interesować prawosławiem czuje wewnętrzny spokój i jestem w zgodzie ze sobą. Przy okazji chciałem podziękować za polecenie mi ks. Jana Kojlo. Kontakt z nim dobrze mi robi. Moje pytanie brzmi: Czy to ze się dobrze czuje pod wpływem styczności z prawosławiem to zasługa Boga? Czy w ten sposób Bóg mnie chce poprowadzi musze zaznaczyć ze jest to moja piata(chyba) droga. Przy okazji mam pytanie: Czy mogę podesłać komuś z redakcji moje teksty hip hopowe kompozycje i opowiadania? Może staną się one inspiracja do wywiadu ze mną albo do jakiegoś redakcyjnego tekstu ogólnego na podstawie mojej twórczości. Michał 

Aby wiedza o prawosławnym chrześcijaństwie nie pozostawała jedynie powierzchowna, polecam lekturę książek bp Kallistosa Ware: ‚Kościół prawosławny’ i ‚Królestwo wnętrza’ oraz Hilariona Ałfiejewa ‚Misterium wiary’. Styczność z prawosławiem, dążenie do Boga i do zbawienia z pewnością działa uspokajająco, ale jednocześnie mogą pojawić się i pojawiają się trudności i niepokoje. Gdy wstępujemy na właściwą drogę (w końcu…?) i pragniemy nią wytrwale podążać, już przy pierwszym kroku pojawiają się demoniczne pokusy, ‚propozycje nie do odrzucenia’, abyśmy zrezygnowali, zatrzymali się albo nawet zawrócili. W opowieści o ‚śladach na piasku’ mowa o Bogu, który towarzyszy nam w naszej ziemskiej wędrówce i prowadzi nas przez życie, a gdy nam trudno, niesie nas na Swych ramionach, ale my nawet wówczas Go nie zauważamy…
‚Szukajcie, a znajdziecie’; ‚wszystkiego doświadczajcie, ale dobrego się trzymajcie…’

Kategorie: konwersja, Ks. Włodzimierz Misijuk, życie duchowe



Jak modlić się lub do kogo się zgłosić żeby się pomodlił za rozpadające się małżeństwo. Proszę o pomoc. Maria

Modlić się wypadaloby żarliwie, usilnie i szczerze, najlepiej razem, we dwoje albo i z rodziną. Można też poprosić o molebien w swojej cerkwi albo w monasterze albo w monasterach. Dla ratowania (albo i udoskonalania) małżeństwa mogą być potrzebne albo nawet niezbędne dodatkowe działania albo programy działań – np. terapia. Jeżeli sami sobie z czymś nie radzimy, warto poprosić o pomoc ‚z zewnątrz’. W odpowiedzi na naszą modlitewna prośbę o pomoc Bóg pomaga, ale za pośrednictwem innych ludzi.
Życzę wytrwałości i powodzenia w zmaganiach

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, rodzina, wiara, życie duchowe



Czy jako osoba prawosławna mogę wyspowiadać się przez bogiem bez udziału kapłana? Jest wiele grzechów, z których chciałabym się wyspowiadać, ale nie chciałabym, aby usłyszał je drugi człowiek, w tym ksiądz… Natalia

Sakrament spowiedzi polega na wypowiedzeniu naszych grzechów przed kapłanem. Katechizm mówi, że spowiadamy się przed Bogiem, kapłan natomiast jest jedynie świadkiem. Ten element ludzki, czyli faktyczne wypowiadanie grzechów przed duchownym bywa nieraz bardzo trudnym i blokującym. Często towarzyszy temu odczucie wstydu i zażenowania. Jeśli jednak przełamiemy ten opór poczujemy ogromną ulgę i radość. Sugeruje do poczytania z książki biskupa Kalistowa Ware „Królestwo wnętrza” rozdział zatytułowany „Prawosławne rozumienie pokajania”

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, wiara, życie duchowe



Chciałam zapytać jak Cerkwi podchodzi do stanowiska ws Cudownego Medalika, który uznawany jest w Kościele Katolicki. Cyt z Wikipedia ,,Wielu katolików na całym świecie (i niektórzy niekatolicy) nosi Cudowny Medalik. Według słów Najświętszej Maryi Panny wypowiedzianych do Katarzyny Labouré podczas objawienia z dnia 27 listopada 1830, ci którzy noszą Cudowny Medalik dostąpią wielkich łask, szczególnie jeśli go będą nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę”. Czy ja, jako osoba prawosławna, mogę nosić ww. medalik? Katarzyna

Cerkiew podchodzi do zagadnienia wszelkich objawień z pewną rezerwą. Nie neguje w żaden sposób, ale na ich podstawie nie buduje teologii. Prawosławni chrześcijanie noszą krzyżyki na swoich piersiach, czasem też noszą medaliki. Dość często spotykamy medaliki z wizerunkiem Matki Boskiej Żyrowickiej. Nie traktujemy jednak krzyżyków lub medalików jak amuletów, które posiadają szczególna moc, inne zaś takiej mocy nie mają. Możemy sobie zadać pytanie: Czy siła Krzyża (krzyżyka na piersiach) ustępuje wartości medalika proponowanego przez siostrę Katarzynę Laboure? Historia „Cudownego Medalika” związana jest z rozwojem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Marii Panny, który został ogłoszony przez papieża Piusa IX w 1854 r. Dogmat ten dla tradycji prawosławnej pozostaje sprzeczny z nauczaniem o Maryi jako Bożej Rodzicielce.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, życie duchowe



W Wikipedii jest napisane pod hasłem „grzechy cudze”: „w katolicyzmie ściśle określona jest także odpowiedzialność moralna za współudział w grzechu cudzym. Katechizm wyróżnia dziewięć sposobów współuczestniczenia w cudzych grzechach”. No właśnie, w katolicyzmie. A jak to wygląda w prawosławiu? Czy według cerkwi grzechem tak, jak w katolicyzmie jest np. niereagowanie na cudzy grzech czy usprawiedliwianie go? Nie należę do cerkwi, od niedawna zacząłem się interesować Kościołem Prawosławnym i przyznam, że nie znalazłem nigdzie informacji, czy jakiś odpowiednik „grzechów cudzych” istnieje. Bartłomiej

Wydaje mi się, że w teologii prawosławnej pojęcie „grzechów cudzych” nie istnieje. W podejściu do grzechu wskazuje się na „mój osobisty” grzech. Przytoczę kilka tekstów zaczerpniętych z tradycji liturgicznej Wielkiego postu, które wyrażają podejście do grzechu. Tropariony z Kanou św. Andrzeja z Krety: „Zgrzeszyłem bardziej niż wszyscy ludzie, ja jeden zgrzeszyłem przed Tobą, ale jako Bóg zmiłuj się, Zbawco, nad Twoim stworzeniem” lub inny troparion: „Ja jeden zgrzeszyłem przed Tobą, zgrzeszyłem bardziej niż wszyscy, Chryste Zbawco, nie odrzucaj mnie”. Takich przykładów można znaleźć bardzo wiele, kiedy podkreśla się „mój grzech”. Tak więc trudno mówić o „grzechach cudzych” w tradycji duchowej prawosławia.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, wiara, życie duchowe



Wstydzę się zadawać to pytanie, bo wydaje mi się trochę nie na miejscu. Ale najpierw może opiszę mój przypadek. Zostałam wychowana w ateistycznej rodzinie. Moi rodzice dali mi wybór w przyjęciu sakramentów; w wieku 7 lat z własnej woli przyjęłam chrzest w kościele katolickim, ale już rok później zdecydowałam się przestać chodzić na religię; na mszy byłam z trzy razy w życiu. Moje nastoletnie lata upłynęły pod znakiem braku wiary, braku zasad, zaprzeczaniem wszystkiego, co tradycyjne w czym pomagali mi rodzice (nie potrafiąc mnie okiełznać, nie ustalając reguł, „wierząc” tylko w naukę, podważając autorytety – oczywiście tu nie chcę mówić na nich źle bo mnie kochają ponad wszystko, po prostu uważam to za błędną postawę). W skrócie: moja rodzina jest bardzo antykościelna (przede wszystkim w stosunku do kościoła katolickiego) i szczególnie moja mama uznaje wiarę za wymysł. W moim życiu zawsze panował chaos, byłam taką osobą, która już w wieku 16 lat skłaniała się w stronę różnych używek, zawsze byłam na „nie”, bardzo radykalnie stawiałam się za wszystkim, co progresywne. Poznałam osobę, której udało się wytłumaczyć mi wartość tradycji i porządku. I proszę nie myśleć, że te przemyślenia wynikają tylko z wpływu innej osoby – ona jest katalizatorem zmian, które zaczęłam podejmować w moim życiu, ale wydaje mi się, że rozumuję sama.Teraz bardzo cenię sobie dyscyplinę, powściągliwość i wartości tradycyjne (szczególnie rodzinę). I widzę chrześcijaństwo jako źródło wielu postaw, które uważam za słuszne. Moje serce porusza cnotliwość świętych i postać Jezusa oraz jego Matki. Od dłuższego czasu odczuwam pewną potrzebę zagłębiania się w sferę duchową. Ale mój problem tkwi w tym, że bardzo trudno jest mi uwierzyć w Boga. Ile bym nie rozmawiała sama z sobą o słuszności i dowodach na istnienie Boga, ile bym nie czytała, zawsze w mojej podświadomości znajdzie się myśl, że to wszystko bardzo słuszne, ale jednak wymysły cnotliwych i dobrych ludzi. I proszę mi uwierzyć – ja bardzo nie chcę tak myśleć. Chciałabym po prostu wierzyć w Jego istnienie. Dodatkowo zawsze z tyłu głowy ciąży mi masa myśli: jeśli będę chciała zaangażować się w życie Kościoła, czy będę po prostu kłamcą?; czy rodzina uzna mnie za nienormalną? Widzę wielki sens w pobożnym życiu; uważam, że jest zdrowe, dobre i dąży do poznania prawdy. Jednak wydaje mi się, że moje wychowanie trochę zdeterminowało to, że nie będę w stanie nigdy prawdziwie uwierzyć w Boga. Bardzo mnie to zasmuca, ponieważ chciałabym przystąpić do kościoła i żyć pobożnie, ale chciałabym też, żeby było to w stu procentach prawdziwe z mojej strony. Czy mogłabym prosić o poradę jak powinnam się zachować? Czy może polecają Państwo jakąś literaturę, dzięki której mogłabym pogłębić swoje duchowe poszukiwania? Czy w takiej sytuacji mogę uczestniczyć w nabożeństwach w Cerkwii? Bardzo proszę o odpowiedź, jestem szczerze załamana sobą, w bardzo dużej potrzebie duchowej. Czesława

W opisanej sytuacji radziłbym, aby zaczęła Pani (jeśli jeszcze to nie nastąpiło) czytać PIsmo Święte. Na początek dobrze byłoby sięgnąć do Ewangelii. Proszę spróbować przeczytać jedną z nich w całości (lektura najkrótszej, Ewangelii wg św. Marka, zajmie nieco ponad dwie godziny). Podczas tej lektury natknie się Pani na porównanie wiary do ziarnka gorczycy i stwierdzenia, że choć jest jednym z najmniejszych, to wyrasta z niego drzewo, w którego gałęziach ptaki wiją gniazda. Wiara to dar, ziarenko zasiane w sercu każdego z nas – aby zakiełkowało, zaczęło rosnąć i rozwijać się, trzeba je należycie pielęgnować. Lektura Ewangelii z pewnością pomaga. Wzrastanie w wierze to proces – mogą pojawiać się i pojawiają się ‚zakłócenia’ w postaci wątpliwości, poszukiwania ‚dowodów’ itp. – to dzieje się ‚po drodze’. W związku z tym nie zakładałbym ‚z góry’, że „moje wychowanie trochę zdeterminowało to, że nie będę w stanie nigdy prawdziwie uwierzyć w Boga”. Z wątpliwościami trzeba próbować na bieżąco się rozprawiać. O wiarę trzeba też prosić w modlitwie. Cerkiewne nabożeństwa mogą zatem okazać się pomocne.
Jako wprowadzenie w treści wiary chrześcijańskiej (z perspektywy prawosławnego chrześcijaństwa) sugerowałbym lekturę co najmniej dwóch książek: Hilarion Ałfiejew, Misterium wiary, tłum. J. Charkiewicz, Warszawa 2009/2022 i Kallistos Ware, Kościół prawosławny, tłum. W. Misijuk, Białystok 2002/2011. Polecam też lekturę wszystkich pozostałych dostępnych tekstów bp Kallistosa – Człowiek jako ikona Trójcy Świętej, Białystok 2002; Królestwo wnętrza , Lublin 2003; Misteria uzdrowienia, Lublin 2004.; W drodze ku wieczności, Lublin 2004; Wielki post i konsumpcyjne społeczeństwo, Białystok 2000, 2010.Tam skarb twój, gdzie serce twoje, tłum. i red. K. Leśniewski, W. Misijuk, Lublin 2011.
Życzę wytrwałości i owocnej lektury

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Od jakiegoś czasu dość często dostaje orgazmu. Potrafię wyobrazić sobie różne rzeczy. Czy jest to grzech? Jak od tego odejść. W jaki sposób powiedzieć o tym na spowiedzi bez wstydu. Czy da się wyspowiadać w domu lub cerkwi bez udziału duchownego? Czy Bóg może ukarać nas za takie rzeczy w życiu np. naszym zdrowiem? Ala

W odpowiedzi zacytuję fragment książki o. Johna Brecka, ‚Święty dar życia. Prawosławne chrześcijaństwo i bioetyka’: Masturbacji towarzyszą zwykle wyobrażenia, które są w istocie pornograficzne. Bez względu na to, czy są to wyobrażenia wewnętrzne (fantazje), czy zewnętrzne (erotyki), pociągają za sobą wykorzystanie i poniżenie innych osób. Również masturbacja okazuje się więc karykaturą tego, co powinno być stosownym wyrazem seksualności małżeńskiej. Jest ona przejawem całkowitego skupienia się na sobie i na swoim zaspokojeniu. Wyraźnie brakuje tu miłości i oddania, podstawowych elementów charakterystycznych dla błogosławionych relacji małżeńskich. To właśnie z tego powodu rzymskokatolickie odpowiedzi na to pytanie, oparte na teologii prawa naturalnego, postrzegają masturbację jako sprzeczną z „naturalnym” celem, dla którego Bóg stworzył seksualność. Udaremnia ona cel prokreacji, pozbawiona jest wzajemnego oddania, narusza również przykazanie nawołujące do życia w czystości. Aby osiągnąć swój prawdziwy cel, seksualność powinna wspierać wspólnotę dwóch osób, trwałe zjednoczenie w „jednym ciele”. Oprócz tych duchowych i teologicznych zastrzeżeń, powinniśmy również brać pod uwagę, że masturbacja łatwo staje się uzależnieniem. Aby osiągnąć ten sam poziom „szczytowania”, trzeba stosować ciągle rosnące i zróżnicowane dawki pobudzenia. Gdy tego rodzaju zachowanie staje się nałogowe, niezwykle trudno utrzymać je na wodzy. […]
Jeśli grzesznik wielokrotnie spowiada się z masturbacji, powinno to dawać duchownemu do zrozumienia, że osoba ta zmaga się z uzależniającym schematem zachowań. Zwyczajne pouczenie czy zalecenie, by ona czy on zaprzestali lub zmienili zachowanie, zwykle tu nie pomaga. Niekiedy zdarza się ustalić z taką osobą jakiś program leczenia. Jednak i w tym przypadku okaże się on najbardziej efektywny, jeśli zostanie podjęty […] przy wsparciu ze strony wykwalifikowanego terapeuty. Jeśli grzesznik jest skłonny pomodlić się o to wraz z duchownym, po czym zastosować krótkie, lecz stopniowo wydłużane okresy całkowitej abstynencji, często następuje uzdrowienie i schemat uzależnienia zostaje złamany.

Spowiedź to „nazywanie grzechu po imieniu przed Bogiem i przy świadku, którym jest duchowny”. Uważam, że wstyd jest przy spowiedzi wręcz niezbędny – jeśli nie wstydzę się popełnionego grzech, to czy na pewno go żałuję i nie chcę go powtarzać? Powyższy cytat sugeruje, że pozwalając sobie na ‚zbyt wiele’, sami możemy sobie zaszkodzić… To nie Bóg nas karze, ale my sami powodujemy określone konsekwencje swoich działań…
Życzę odwagi przy spowiedzi i wytrwałości w zmaganiach

Kategorie: Ks. Włodzimierz Misijuk, wiara, życie duchowe



Coraz częściej myślę o życiu w monasterze i poświęceniu się Bogu. Czy wiek jest do tego przeszkodą? Mam 50 lat, jestem bezdzietna i bez obowiązków, nie mam nikogo na utrzymaniu. Mieszkam za granicą (Wielka Brytania) i nie mam żadnego kontaktu z monasterami. Chciałabym chociaż pobyć na jakiś czas w jakimś monasterze aby przekonać się że ta droga jest dla mnie. Czy jest taka opcja w żeńskich monasterach w Polsce? Kasia

Zaangażowanie się w życie duchowe może nastąpić w każdym okresie naszego życia. Należy jednak pamiętać, że powinno ono wynikać z naszego duchowego nastawienia i szczerego pragnienia. Wiek 50 lat nie jest dzisiaj postrzegany jako zaawansowany, ale z pewnością przychodzą pewne refleksje nad życiem. Myślę, że nie będzie żadnego problemu ze skontaktowaniem się z którymś z monasterów żeńskich w Polsce i umówienie się na zamieszkanie tak na pewien okres. Na stronach internetowych można poszukać kontaktu z monasterem w Grabarce, Zwierkach, Wojnowie, Zaleszanach lub w Turkowicach. W Wielkiej Brytanii również są monstery prawosławne. Bardzo ciekawa jest wspólnota w Esseks, jest to monaster chyba męski, ale z pewnością warto odwiedzić i poszukać odpowiedzi na swoje pytania.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, pozostałe, wiara, życie duchowe



W nawiązaniu do pytania: https://www.cerkiew.pl/zapytaj/?p=3596 chcę zapytać o (ewentualne) Objawienia w Prawosławiu. Czy były takowe (Boskie/Maryjne lub inne), a jeśli tak, to które są oficjalnie uznane i gdzie można z nimi się zapoznać. Jeśli nie było takowych (lub nie są oficjalnie uznane) to czy to oznacza, że na przestrzeni tysięcy lat, żaden Prawosławny nie miał „widzeń z Góry”? Jakub

Objawienia Boże i cudowne znaki zawsze towarzyszyły życiu Kościoła. W prawosławiu jest ich bardzo wiele, natomiast nie zajmowano się nimi w sposób „oficjalny”. Synody lub Sobory poszczególnych Kościołów autokefalicznych nie orzekały, że to lub inne objawienie jest prawdziwe, inne natomiast nie jest uznawane. Te cudowne wydarzenia żyją raczej praktyką i pobożnością wiernych. Nie było aktu Kościoła o uznaniu np. objawień Bożych na naszej św. Górze Grabarce. Miejsce to jednak stało się centrum naszego życia duchowego i do zdarzeń, które miały miejsce w XVIII w. duchowni w swoich homiliach powracają bardzo często. Ważnym sanktuarium związanym z cudownymi znakami na Podlasiu są Saki, Puchły, ostatnio zaś zwróciliśmy uwagę na cudowne źródło w Miękiszach. Takich miejsc jest znacznie więcej.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, wiara, życie duchowe



Kiedyś w dzieciństwie nieświadomie przyjęłam w kościele katolickim Ciało Chrystusa. Co mam zrobić w tej sytuacji? Ewa

Takie sytuacje zdarzają się. Najczęściej powstają one w wyniku presji, czasem też są wynikiem nieświadomości. Myślę, że powiedziała już Pani o tym na spowiedzi duchownemu? Jeśli jednak to Panią nurtuje nadal proszę jeszcze raz powiedzieć duchownemu o tym, opisując całą sytuację.

Kategorie: ks. Andrzej Kuźma, liturgika, życie duchowe



Strona 3 z 3912345...102030...Ostatnia »